Sport.pl

Polonia w Gdańsku?

Groźba czy mobilizacja


Mimo że Polonia zakończyła rundę jesienną na najlepszej pozycji od trzech lat, właściciel Józef Wojciechowski znów grozi palcem piłkarzom i klubowi, ale przede wszystkim stołecznym władzom.

Właściciel "Czarnych Koszul" dementuje plotki o zakupie udziałów w Lechii Gdańsk, ale przyznaje, że wycofa się z Polonii, jeśli drużyna na koniec roku nie zajmie czwartego miejsca. Czy tym razem to realna groźba dla warszawskiego klubu, czy może próba mobilizacji piłkarzy przed ostatnimi tegorocznymi meczami - z Lechią w Gdańsku i Wisłą w Krakowie? To nic nowego. Prezes "Czarnych Koszul" stawiał podobne ultimatum i wywiązywał się z obietnicy.

W 2008 roku, jeszcze w II lidze, Wojciechowski zapowiedział rozwiązanie drużyny w przypadku braku awansu. Słowa w pewnym sensie dotrzymał. Dawna Polonia, która była częścią holdingu J.W. Construction, krótko pograła w IV lidze i przestała istnieć. W ekstraklasie zagrała nowa Polonia powstała na bazie Groclinu Grodzisk Wlkp., w większości z jego piłkarzami oraz trenerem Jackiem Zielińskim. Właścicielem został Wojciechowski. To ten zespół (choć bez zwolnionego Zielińskiego) osiągnął największy sukces za czasów obecnego prezesa - zajął czwartą pozycję, awansował do europejskich pucharów.

Idąc tym tropem, jeśli Polonia nie zajmie przynajmniej czwartego miejsca w lidze na koniec roku lub nie awansuje do pucharów na koniec sezonu, przeniesie się do Gdańska. Wojciechowskiego namawia Jerzy Klockowski, były działacz Lechii, ostatni prezes dawnej, rozwiązanej w 2008 roku Polonii. Jest też grupa odsuniętych przez właściciela klubu Andrzeja Kuchara ludzi liczących na powrót do klubu, kiedy zmieni się w nim sponsor.

Wojciechowski w Gdańsku miałby to, czego nie dała mu Warszawa - piękny, duży stadion (zapełniony w razie sukcesów), poparcie władz miasta, łącznie z prezydentem. Wróciłby do miejscowości, w której mieszkał i studiował. Głodnego natychmiastowego sukcesu właściciela Polonii może zniechęcać do tego kroku niska pozycja w tabeli Lechii i niechęć do futbolu. Może zmusi go też do biznesowej refleksji fakt, że większość inwestycji prowadzi w Warszawie.

Być może więc właściciel klubu z Konwiktorskiej daje sygnał, że potrzebuje pomocy kompletnie obojętnego wobec Polonii miasta, które na stadionie przy Konwiktorskiej konserwuje sportowy skansen i nie zezwoliło również jakiś czas temu - w zamian za dzierżawę - na budowę ośrodka treningowego.

Dwa lata temu, po spadku Górnika Zabrze z ekstraklasy, Wojciechowski zgłosił chęć przeniesienia Polonii na Górny Śląsk. Władze Górnika odmówiły, powołując się na szacowną historię "Czarnych Koszul", a warszawskie podjęły (na krótko) rozmowy o modernizacji stadionu.

Wiosną ubiegłego roku Wojciechowski zapowiedział, że wycofuje się z futbolu, jeśli Polonia spadnie z ligi. Utrzymanie w ekstraklasie sprawę rozwiązało. Sponsor został w klubie, a latem dokonał najbardziej spektakularnych transferów ostatnich lat w Polsce - za milion euro kupił Artura Sobiecha, za 2,7 mln złotych - Macieja Sadloka, sprowadził do Polski Euzebiusza Smolarka i dał mu najwyższy wówczas kontrakt w lidze.

Jeśli Polonia na koniec roku zajmie miejsce w czwórce, piłkarze otrzymają pensje, dojdzie do nowych transferów, ucichnie medialna wrzawa związana z przeprowadzką do Gdańska.

Prezes "Czarnych Koszul" dotychczas reagował spontanicznie. Po każdej porażce rzucał wszystko w diabły, po kolejnych zwycięstwach sypał groszem. Na to, co się stanie z Polonią, trzeba poczekać do wyniku kolejnego meczu... w Gdańsku.