Warszawa piłki ręcznej nie kocha

Kapitan reprezentacji Polski Grzegorz Tkaczyk piłki ręcznej uczył się w Warszawie

Kapitan reprezentacji Polski Grzegorz Tkaczyk piłki ręcznej uczył się w Warszawie (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Grzegorz Tkaczyk w Warszawie uczył się, jak bombardować bramkę, a Piotr Wyszomirski tutaj dowiadywał się, jak takie bomby rozbrajać. Dziś obaj grają na mistrzostwach Europy w Serbii, ale ich następców w stolicy nie widać.
Sport.pl w mocno nieoficjalnej wersji... Polub nas na Facebooku »


- Kiedy we wrześniu rozpoczęliśmy nabór do koedukacyjnej grupy dzieci w wieku do 11 lat, to na pierwszych zajęciach mieliśmy tylko czworo podopiecznych - mówi trener AZS AWF Warszawa Paweł Kapuściński. - Może teraz przy okazji mistrzostw Europy coś się ruszy, bo na razie to przegrywamy na przykład ze sportami walki - dodaje z nadzieją.

Pięć lat temu dowodzona przez Bogdana Wentę kadra zachwycała, zdobywając srebrny medal niemieckiego mundialu, a działacze Warszawianki byli dumni. W ekipie, która sprawiła wielką niespodziankę, grało aż czterech byłych graczy klubu z Mokotowa. - Najlepiej byłoby, jakbyśmy awansowali w 2008 roku do ekstraklasy i grali już w niej w nowej hali - na fali sukcesu kadry snuł plany wiceprezes pierwszoligowej wówczas Warszawianki Janusz Jakubowski.

Ale kilka miesięcy później sekcja piłki ręcznej przestała istnieć. - Plany nie wypaliły, bo miasto nie współgrało z Warszawianką. Wytoczyło nam proces, odebrało wieczyste użytkowanie gruntów, w związku z tym odeszli wszyscy nasi partnerzy - tłumaczy Jakubowski.

Dziś znów zapowiada powrót, ale wykazuje większą ostrożność. - O dalekosiężnych planach nie ma co rozmawiać. Zaczynamy wszystko od początku, możliwości budowania nowego obiektu nie mamy, a zespół na razie chcemy złożyć tylko na II ligę - mówi Jakubowski. Po wstępnych rozmowach z potencjalnymi sponsorami liczy, że na sezon 2012/13 uda się przygotować budżet sięgający 500 tys. zł. - Z zawodnikami jesteśmy po słowie. Chcą do nas wrócić wychowankowie, którzy teraz są rozproszeni po województwie - dodaje Jakubowski.

Jedynym męskim klubem z Warszawy w rozgrywkach centralnych jest obecnie Zepter AZS UW. Duże ambicje miała Politechnika, ale z braku pieniędzy wycofała się niedawno tuż przed startem rozgrywek I ligi. - Nam pomaga miasto. W tym roku dostaliśmy 86 tys. zł na I ligę i 24 tys. na drugą - mówi Witold Rzepka, trener uniwersyteckiej drużyny. Pierwszy zespół na półmetku rozgrywek zajmuje bardzo dobre, trzecie miejsce w tabeli.

Rzepka, który przed laty jako wychowawca młodzieży w Agrykoli odkrył talent Tkaczyka, teraz też stawia na zawodników ukształtowanych przez ten klub. I nic dziwnego, bo choćby w minionym sezonie chłopcy z Agrykoli zdobyli złote medale mistrzostw Polski w kategoriach młodzików i młodzików młodszych.

- Piłka ręczna w Warszawie żyje, ale nie żyje jej się łatwo - mówi Robert Bliszczyk, który w Agrykoli prowadzi mistrzowski rocznik 1996, a także roczniki 1993 i 2001. - Drużyn mamy sporo, sukcesy są cały czas, bo choćby w niedzielę zawodnicy urodzeni w 1993 roku awansowali do ćwierćfinału mistrzostw Polski, ale problemów też nie brakuje. Podstawowym jest brak własnej hali, często upychamy się w szkołach - mówi trener.

Z Agrykolą, która szczypiornistów kształci do wieku juniora, a później przekazuje im karty zawodnicze, pozwalając w ten sposób odejść do dowolnej drużyny, o wykształcenie późniejszych mistrzów piłki ręcznej ściga się między innymi UKS Wilanowia, gdzie karierę rozpoczynał dzisiejszy bramkarz reprezentacji Wyszomirski. - Naszą wychowanką jest też Paulina Piechnik z KSS Kielce - mówi jeden z trenerów Wilanowii Adam Królak, który występuje w zmierzającym do I ligi KPR Legionowo.

Kto wie, czy wkrótce jeszcze lepiej od młodzieżowej reprezentantki Polski nie będą grały zawodniczki Varsovii. W 2008 roku 12-letnie wówczas dziewczynki z tego klubu wygrały nieoficjalne mistrzostwa świata dzieci we Włoszech. Co ciekawe, podopieczne trenera Tomasza Rongiesa pojechały na turniej tylko dlatego, że mama jednej z nich załatwiła autokar.

Warszawscy trenerzy pozazdrościć mogą swoim kolegom z Płocka. Właśnie to miasto uchodzi za stolicę polskiej piłki ręcznej nie tylko ze względu na sukcesy seniorskiej drużyny Wisły (od 1990 roku nie schodzi z podium mistrzostw Polski), ale też na zatrzęsienie medali rokrocznie zdobywanych przez jej najmłodsze zespoły.

- Płock to kopalnia talentów. Tam każdy chłopiec marzy, by kiedyś grać dla Wisły, którą przez lata ogląda w ekstraklasie i w Lidze Mistrzów - mówi Bliszczyk. - Piłką ręczną zajmuje się tam kilkadziesiąt szkół podstawowych oraz gimnazjalnych. W Warszawie, jak się nam uda zebrać grupę, to musimy walczyć, żeby się nie rozpadła, bo tu nie ma się na kim wzorować - dodaje trener.

O tym, jak ważne są pozytywne wzorce, przekonuje Kamil Syprzak, 20-latek z Wisły. - Kilka lat temu, kiedy reprezentacja grała o medale mistrzostw świata, siedziałem przed telewizorem. I marzyłem, że kiedyś też będę walczył o takie cele - mówi obrotowy, który dziś wespół ze swymi niedawnymi idolami walczy na serbskich mistrzostwach Europy.

Warszawskie dzieci do szczypiorniaka przekonać może Sławomir Szmal. Bramkarzowi kadry, który obecnie wraca do formy po operacji kolana, marzy się zorganizowanie obozów treningowych dla najmłodszych. - Chciałbym, żeby wszędzie piłka ręczna była tak popularna jak w Kielcach - mówi zawodnik tamtejszego Vive. - Dzieciakom trzeba pokazać, że to bardzo fajny sport - przekonuje "Kasa", który w tournée promującym piłkę ręczną nie zamierza pominąć stolicy.

Doraźne akcje nie zastąpią drużyny z prawdziwego zdarzenia, z którą młodzież mogłaby się identyfikować. - Lata temu w Warszawiance ja i Jacek Zglinicki jako trenerzy święciliśmy triumfy m.in. z Robertem Lisem. Po latach spędzonych we Francji Lis wrócił i teraz jest moim grającym asystentem. Takich powrotów będzie więcej, zbudujemy mocny zespół - zapewnia Rzepka.

Według niego w Warszawie zagrać ponownie ma też Tkaczyk. - Mówię mu: "Grzesiu, jesteś mi coś winien", i myślę, że przyjdzie do nas za dwa sezony, kiedy skończy mu się kontrakt z Vive. Wtedy będzie miał 34 lata, więc jeszcze ze dwa sezony u nas odpracuje - zapowiada trener warszawskiego pierwszoligowca.



Gdzie pograsz, gdzie popatrzysz

Chłopcy, którzy chcieliby trenować piłkę ręczną, mogą udać się do Agrykoli albo spróbować dostać się do sportowej szkoły na Wilanowie, by jednocześnie ćwiczyć w klubie UKS Wilanowia. Młodych adeptów szczypiorniaka zaprasza też ursynowski UKS Kontra. Dla dziewcząt obok Wilanowii dobrą ofertę ma zlokalizowana w Śródmieściu Varsovia. Tym, którzy chcą oglądać mecze piłki ręcznej w stolicy, polecamy dwa adresy - w hali przy ul. Banacha swoje spotkania w I lidze mężczyzn rozgrywa Zepter UW, a w obiekcie przy ul. Marymonckiej na zapleczu ekstraklasy kobiet gra AZS AWF.

Skomentuj:
Warszawa piłki ręcznej nie kocha
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX