Sport.pl

Jak Zieloni Kanonierzy odbudowują koszykarską Legię

Występy w ekstraklasie na Torwarze, wprowadzanie do drużyny wychowanków i minimum 2 mln budżetu - to cele koszykarskiej Legii, ale dopiero na sezon 2015/16. Czy zespół, który w sobotę w meczu IV ligi zagra w hali Koło z Mon-Polem Płock, wyskoczy z dna na szczyt?
Na koszykarskiej mapie Polski Legii nie ma. Amatorski zespół z bilansem 11-0 prowadzi w tabeli, ale to tylko mazowiecka grupa IV ligi. Sytuacja legionistów jest jednak lepsza niż w ostatnich dziewięciu latach, w których nieudolnie zarządzana drużyna balansowała między I, II i III ligą, choć rzeczywisty poziom tych rozgrywek należy obniżyć o jeden, bo pierwszym, najwyższym jest Tauron Basket Liga, której Legia nie widziała od 2003 roku.



Legia, niegdyś siedmiokrotny mistrz Polski, krajowa potęga w latach 50. i 60., była blisko bankructwa. Ba, bankrutem była. Koszykarze grali za darmo lub na wieczny kredyt. Drużyna pewnie już dawno przestałaby istnieć, gdyby nie Robert Chabelski - wieloletni trener Legii, który przyciągał byłych graczy warszawskich klubów i jakimś cudem zgłaszał ją do rozgrywek.

Teraz widać światełko w tunelu - stowarzyszenie Zieloni Kanonierzy, które powstało w 2010 r., by przejąć kompletnie już upadającą sekcję, zaczęło odbudowywać Legię od zera. Profesjonalna oferta przedstawiana sponsorom to produkt modelowy, bo wykonany... na zajęciach z marketingu sportowego.

- Jeden z wykładowców podyplomowego studium marketingu sportu na SGH ocenił ją bardzo dobrze i wiem, że teraz pokazuje ją studentom jako wzór - mówi Paweł Podobas, absolwent studium, wychowanek Polonii, ale od kilku lat zawodnik Legii. 26-letni koszykarz to także absolwent prawa na UW i jeden z najbardziej aktywnych członków zarządu Zielonych Kanonierów.

Legia, wciąż bardziej projekt niż klub przez duże "K", ma problemy podobne do tych, które przeżywała w ekstraklasie upadła kilka miesięcy temu Polonia. Szuka sponsorów, odpowiedniej hali, próbuje organizować szkolenie młodzieży. Ale ma też zapał ludzi, którzy ją tworzą, a przede wszystkim markę - jedną z najsilniejszych wśród klubów sportowych w Polsce - która przyciąga kibiców.

- Wielkie zainteresowanie i frekwencja na meczach to nasz największy atut - przyznaje Podobas. Legia zwykle gra w hali na Bemowie, ale w grudniu i w styczniu organizowała spotkania w hali Koło. Na mecze z Mazowszem Grójec (warszawiacy wygrali 128:51) i AZS UW (87:57 dla Legii) przyszło odpowiednio 1,3 i 1,5 tys. kibiców. - To wydarzenie niespotykane w I lub II lidze, a co dopiero na poziomie, na którym gramy - cieszy się Podobas. Politechnika, która występuje w TBL, o takiej frekwencji może pomarzyć.

- Potencjał jest niesamowity, bo Legia to wielki klub z tradycjami, który kochają kibice - dodaje zawodnik. Fani to w tej chwili dla Legii wielki atut - kibicem jest np. Jarosław Jankowski, prezes holdingu Waryński, jedynego w tej chwili sponsora klubu.

Ale kibice Legii to także tykająca bomba - większość z ponadtysięcznej publiczności podczas meczów na Kole tworzyli nie tyle fani koszykówki, ile klubu. Hasło "Parkiet, lód czy trawa - dla nas liczy się zabawa" obowiązuje, mecze traktowane są jako próby dopingu przed spotkaniami piłkarzy, a na meczu z AZS UW największy aplauz wywołał "Staruch", Piotr S., który ma zakaz stadionowy, ale na halę wejść mógł i w drugiej połowie kierował dopingiem.

Czy to może mieć wpływ na postrzeganie klubu przez sponsorów? - Dopóki wspomniana sytuacja nie jest nagminna, a doping pozytywny, to nie powinno mieć to większego znaczenia - mówi niezależny ekspert marketingowy Jakub Kacprzak, który pomagał tworzyć legijną ofertę dla sponsorów. - Szczególnie w sytuacji, gdy to kibice są największym wyróżnikiem i atutem marketingowym koszykarskiej Legii, także dla sponsorów.

- Pozycja koszykówki w Polsce jest na tyle słaba, że na poziomie niższym niż ekstraklasa nawet tak silna marka jak Legia byłaby mało interesująca dla sponsorów i mediów bez niezwykłego zainteresowania kibiców - uważa Kacprzak. Podobas dodaje: - Jeżeli nasz poziom sportowy będzie rósł, to zainteresują się nami także inni kibice koszykówki, nie tylko legioniści.

Sobotnie spotkanie rozpocznie się o 18. Bilety można kupić od 16.30 przy wejściu do hali przy ul. Obozowej 40. Dzieci do lat siedmiu wchodzą za darmo.

Pstrokoński wyróżniony

14 stycznia, przed meczem z AZS UW, Zieloni Kanonierzy uhonorowali Andrzeja Pstrokońskiego - 66-letniego obecnie byłego koszykarza i trenera Legii oraz reprezentacji Polski, który na przełomie lat 50. i 60. był wyróżniającym się skrzydłowym Europy. Pstrokoński jako pierwszy został włączony do Galerii Sław Koszykarskiej Legii - otrzymał pamiątkową koszulkę z nr. 9, z którym występował oraz figurkę koszykarza z dedykacją. - Przyjąłem to z ogromnym wzruszeniem. Stary ze mnie człowiek, a łza w oku mi się zakręciła. Było mi niezwykle miło, bo nie spodziewałem się takiego wyróżnienia - mówi Sport.pl Pstrokoński.

Jak ocenia próbę odbudowy Legii? - To proces skomplikowany, trzeba rozłożyć go na lata, ale mają tego świadomość ci, którzy się tego podejmują. Trzeba zdobyć pieniądze i równolegle pracować nad wychowaniem swoich koszykarzy - mówi wielki legionista.

W sobotę do Galerii Sław Koszykarskiej Legii ma zostać włączona kolejna osoba.

Więcej o: