Kim jest ten dzieciak i co on tu robi, czyli jak 21-letni Rafał Juć trafił do NBA

Skaut Denver Nuggets, 21-letni Rafał Juć

Skaut Denver Nuggets, 21-letni Rafał Juć (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Rafał Juć ma 21 lat i jest najmłodszym w historii pracownikiem koszykarskiej NBA, której sezon właśnie się rozpoczął. Jeździ po świecie i obserwuje młodych zawodników, oceniając, czy Denver Nuggets, jego pracodawcy, powinni się nimi zainteresować. Dlaczego NBA zainteresowała się nim?


24 stycznia 2013 roku, zimny wieczór w litewskich Szawlach. Jest już po 20, właśnie skończyły się mecze turnieju zorganizowanego przez Nike dla koszykarzy do lat 18. Grupa skautów, czyli poszukiwaczy talentów, z NBA i czołowi agenci z Europy spotykają się na kolację w restauracji w centrum miasta. Do stołu siada także Rafał Juć, który na Litwę jechał nocnym autobusem, prosto z dworca poszedł na halę, a potem dzięki kilku znajomym osobom udało mu się wejść na wspomniane spotkanie.

- Kim jest ten dzieciak i co on tu robi? - pyta nagle Rich Sheubrooks z Utah Jazz, guru skautów NBA. - Spokojnie, to mój człowiek - odpowiada mu Yarone Arbel, szef skautingu w klubie z Nowego Orleanu, podczas gdy jego polski znajomy niepewnie wierci się na krześle. - Zaufaj mi, on ma sporą wiedzę. Zresztą, jak chcesz, to go o coś zapytaj - dodaje Arbel. Sheubrooks zastanawia się tylko kilka sekund. - Siądziesz z nami, a ja za ciebie zapłacę, ale teraz ma 60 sekund, by powiedzieć mi, którzy zawodnicy spoza USA zagrają w tym roku w Nike Hoop Summit.

Nike Hoop Summit to coroczny turniej w Portland, na którym najlepsi młodzi koszykarze świata trenują, prezentują się skautom i rozgrywają mecz USA - Reszta Świata. Juć nerwowo przełyka ślinę: - Proszę pana, przecież ja wiem, że to pan wybiera i zaprasza tych zawodników, więc to nie jest w mojej kompetencji - mówi. - Zostało ci 45 sekund, lepiej zaczynaj - słyszy w odpowiedzi.

Juć wymienił 12 nazwisk. Cisza trwała tylko moment. Sheubrooks wstał i z nieukrywanym zdziwieniem powiedział: - Nie wierzę, właśnie tych 12 graczy zaprosiłem...

Sheubrooks zapłacił nie tylko za kolację Jucia, ale także za jego wylot do Portland na Nike Hoop Summit. I przez drugą część sezonu 2012/13 Juć obserwował już zawodników dla Jazz. A Sheubrooks, guru amerykańskich skautów, mówił wszystkim, że zna takiego fajnego chłopaka z Polski.

Kim jest Rafał Juć? [SYLWETKA]

Już nie Jordan, tylko Bryant. I Koszarek!

Jest czerwiec 2003 roku. 11-letni Rafał od trzech lat trenuje piłkę nożną w Olimpii Warszawa. Pewnie trochę pod wpływem taty, który był piłkarzem Legii, choć tylko do wieku juniora. Ale w 2003 roku pod blokiem przy Grzybowskiej, gdzie mieszkają państwo Juć z synem i córką, wybudowano boisko do koszykówki. - I zacząłem tam grać, czasem nawet chodziłem porzucać przed szkołą - mówi. Dlaczego, co go zainteresowało? - Mieliśmy okna akurat na to boisko, zawsze ktoś na nim grał. Zacząłem i ja - wzrusza ramionami.

Trenował piłkę, grywał sobie w koszykówkę, na szkolnych zawodach ktoś mu powiedział, że powinien zacząć ćwiczyć w klubie. - Próbowałem w Pułaskim, ale coś mi nie pasowało. Tata, choć niezbyt chętnie, bo wiadomo - legionista, zawiózł mnie na Polonię. Poćwiczyłem tam dwa miesiące, ale w pierwszej klasie gimnazjum, we wrześniu 2004 roku, przeniosłem się do MKS Ochota.

Juć to nie jest już pokolenie fanów koszykówki wychowane na "Hej, hej, tu NBA" i Michaelu Jordanie. Pierwsze finały, jakie pamięta, to starcie Los Angeles Lakers - Detroit Pistons z 2004 roku. - Kupiłem sobie koszulkę Kobe Bryanta i oglądałem wszystkie mecze. Chodziłem też na mecze Polonii, nie opuszczałem żadnego. Kim chciałem być? Łukaszem Koszarkiem, zdecydowanie. Kiedy przez moment ćwiczyłem w Polonii, to podglądałem go, bo trenował po nas - wspomina Juć.

Ale zaznacza: - Nigdy nie byłem takim prawdziwym kibicem, który z zawodników robi idoli. Podglądałem ich, nagrywałem, a potem szedłem na boisko i starałem się wykonywać te same ruchy co oni. Interesowała mnie analiza, konkretne obserwacje.

Dlaczego? - Miałem wielu starszych kolegów, którzy grali w kosza, oni patrzyli na grę już inaczej. A kiedy trenowałem w Polonii, to lubiłem słuchać trenera Adama Latosa, zawsze świetnie mi się go słuchało. W weekendy jeździłem do niego na ranne zajęcia - i w sobotę, i w niedzielę.

Dość typowa historia, prawda? Każdy, kto w wieku nastoletnim grał w koszykówkę, chodził też na mecze lokalnych drużyn, nałogowo oglądał NBA, powtarzał ruchy jej gwiazd, rozmawiał, rozmawiał i rozmawiał o tym z kolegami. Co sprawiło, że Juć - raczej słaby zawodnik, jego najlepszy mecz to występ przeciwko Rosie Radom w 2011 roku w juniorach starszych, gdy zdobył 15 punktów - postanowił zostać skautem?

Cztery kroki ku NBA i dwója z matmy

Rok 2007, w Warszawie odbywają się mistrzostwa Europy do lat 20 dywizji B. - Byłem wówczas w grupie chłopaków, która trenowała u Arkadiusza Miłoszewskiego na Woli, kiedy Polonia 2011 próbowała tworzyć grupy młodzieżowe. I trener zachęcił nas, byśmy byli wolontariuszami podczas tych mistrzostw - opowiada Juć.

W halach na Kole i na Bemowie spędzał wówczas całe dnie. - Strasznie mi się to podobało. W młodzieżowej koszykówce zauważyłem ogromną pasję, chęć osiągnięcia czegoś. I uznałem, że bardzo fajnie jest przewidywać, który z tych młodych graczy po kilku latach może zagrać na wysokim poziomie, a który nie. Interesowało mnie też, dlaczego dany kraj ma dobrych zawodników pod koszem, a inny - lepszych obwodowych - tłumaczy. Ale to był tylko pierwszy impuls.

Rok 2009, Polska jest organizatorem EuroBasketu, a 17-letni Rafał, współpracownik koszykarskich serwisów, składa wniosek o akredytację. FIBA odrzuca jego aplikację, ale wstawia się za nim odpowiedzialny za pracę mediów podczas imprezy Adam Romański z PZKosz. Dlaczego? - Bo wcześniej zapoznawałem się z twórczością Rafała i wiedziałem, że zna się na koszykówce, a do pracy podchodzi ambitnie. Chciał się uczyć, mogłem go polecić jako odpowiedzialną już osobę - tłumaczy Romański.

Juć został najmłodszym dziennikarzem w historii z akredytacją na ME. - Ten turniej był dla mnie doświadczeniem typowo dziennikarskim, w 2009 roku nie myślałem jeszcze poważnie o skautingu, chyba nie wiedziałem jeszcze, na czym to polega. Ale rozwijałem się, poznawałem koszykówkę i nawiązywałem kontakty - wspomina.

Rok 2010, reprezentacja Polski do lat 17, chłopcy młodsi od Jucia o rok, świetnie gra na mistrzostwach świata w Hamburgu, więc PZKosz organizuje wyjazd dla dziennikarzy. - Siedzieliśmy tam przy boisku obok skautów z całego świata, także z NBA. Wielu z nich zobaczyło, że jestem aktywny, że komentuję mecze dla radia PZKosz, że robię rozmówki z zawodnikami, że się z nimi znam, że piszę, że obserwuję treningi. Zaczęli mnie pytać, uznali, że mogę być dobrym źródłem informacji.

- Jeden ze skautów, 31-letni wówczas Yarone Arbel z New Orleans Hornets, zaprosił mnie na obiad - opowiada Juć. - Nie znałem języków, próbowałem mu coś tłumaczyć, mieszając angielski, niemiecki i polski, a także gestykulując. To musiało być komiczne, ale Yarone najwyraźniej był zadowolony, bo nawiązaliśmy kontakt. Chociaż wydaje mi się, że to ja go bardziej pytałem o pracę skauta niż on mnie.

Juć wspomina, że czuł się do tego stopnia zażenowany słabą znajomością angielskiego, że po powrocie do Polski od razu zapisał się na dodatkowe lekcje. - Oglądałem też filmiki na YouTube, słuchałem, powtarzałem - robiłem wszystko, by zrobić postęp. Teraz znam angielski, niemiecki, zapisuję się na hiszpański.

Rok 2011, ME do lat 18 we Wrocławiu. Juć ma 19 lat, ale jest obytym w środowisku, doświadczonym już-nie-dziennikarzem, ale jeszcze-nie-skautem. - Jako pracownik PZKosz prowadziłem oficjalną stronę turnieju, a do moich obowiązków należało również opiekowanie się ludźmi z NBA. Poznałem ich wszystkich, oni wciąż pracują w lidze. Mówiłem już wtedy biegle po angielsku, zaprosiłem ich na obiad, by się podzielić informacjami.

Rok 2011 to także matura zdawana w liceum im. Norwida na Kole - typowo humanistyczna, z rozszerzonego WOS, języka polskiego i angielskiego. Na świadectwie maturalnym - dwója z matematyki. - Liceum przylegało do hali, w której grały Polonia i Polonia 2011, a z sali, w której mieliśmy matematykę, widać było to, co dzieje się na boisku. Siadałem przy oknie i obserwowałem treningi. Dlatego nie uważałem - tłumaczy Juć.

Eksperci o Juciu: Dobry skaut na wagę złota

Twitter, ulotki, a teraz pensja, z której rodzice są zadowoleni

Między kolejnymi turniejami Juć się uczy. Jak być skautem i jak w świecie skautów się poruszać. - Sporo pomogły mi media społecznościowe, szczególnie Twitter. Zorientowałem się, że warto zamieszczać wpisy w języku angielskim, o co sporo osób w Polsce mnie pytało. Ale dzięki temu miałem kontakt z trenerami i skautami z zagranicy, którzy sami do mnie pisali i pytali o pewne rzeczy.

Juć pisał, ale też pytał. Informował, ale też szukał informacji. - Ktoś powie, że byłem upierdliwy, ale w USA takie nawiązywanie kontaktów to cecha, którą się ceni. Poza tym ja nigdy nie pisałem do skautów czy trenerów tylko zwykłego "Hej, co myślisz o tym graczu?". Starałem się utrzymywać niezobowiązujący kontakt, zapraszałem do Polski, pisząc, że tu też są fajni zawodnicy i fajne mecze. A jak przyjeżdżali, to się nimi zajmowałem, pomagałem im. Miałem szczęście, że dość szybko zostałem w tym środowisku zaakceptowany.

Początki były trudne. - W moich pierwszych ocenach, wpisach, mocno było widać podejście dziennikarskie. W skautingu próbuje się odpowiedzieć na pytanie o to, co dany zawodnik osiągnie za kilka lat, a ja na początku opisywałem to, co oni potrafią w danej chwili. Nie miałem też oczywiście wiedzy i doświadczenia, by móc ocenić, na co obecne umiejętności koszykarza mogą przełożyć się za kilka lat.

- Nad pierwszym raportem w 2011 roku pracowałem tydzień, a napisałem go o Łukaszu Bonarku i Aleksandrze Machowskim na podstawie meczu Znicza Pruszków z Polonią Przemyśl. Obrobiłem go, z pomocą znajomych, graficznie i wysłałem do wszystkich skautów, których znałem. Był odzew, dostałem wskazówki, które spisałem sobie w zeszycie i mam je do dziś. To było niezwykle cenne.

W 2011 roku twitterowe wpisy Jucia zostały docenione, jego osobę zarekomendowano do agencji Eurohopes, która zajmuje się właśnie skautingiem. - Jej szefem był wówczas Hiszpan Marti Artigas. Pracowałem dla niego przez rok, do momentu, kiedy on został skautem Orlando Magic. To było coś niesamowitego, Marti został pierwszym w historii skautem z internetu, bez jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z klubem NBA.

- Wcześniej, przez rok współpracy, zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, byłem u niego w Hiszpanii, razem lataliśmy na turnieje, wynajmowaliśmy hotele, dzieliliśmy koszty. I kiedy Martiego zatrudnili Magic, to po raz pierwszy poczułem, że zostanie skautem w NBA może być naprawdę blisko - wspomina Juć.

Właśnie, pieniądze. Podróżowanie po Europie na kilkudniowe turnieje to rzecz kosztowna. Szczególnie dla nastolatka. Jak organizował je Juć? - Wykonywałem różne prace, starałem się, żeby były związane z koszykówką. Pomagały mi zadania dziennikarskie w PZKosz czy zadania w Polonii 2011 lub Polonii. Ale wykonywałem też zwykłe studenckie prace, np. roznoszenie ulotek. Wszystko, by zbierać na wyjazdy.

- Bez wsparcia rodziców byłoby jednak ciężko, dlatego jestem im niesamowicie wdzięczny. Teraz powoli staram się im wszystko spłacać - mówi. Ale jak pytam o pieniądze, które płacą mu Nuggets, tylko się uśmiecha. - Rodzice są zadowoleni - ucina. Można tylko zgadywać, czy pensję liczy w tysiącach czy dziesiątkach tysięcy dolarów.

W Chorwacji samochód na lotnisku. A w Polsce?

- Kiedy odszedł Marti, ja zostałem dyrektorem i współwłaścicielem Eurohopes. Byłem swoim szefem, miałem budżet na niektóre podróże. Naszymi klientami zostały kluby NBA, zacząłem dostawać od nich zlecenia i pytania. Pomogło mi, że raz w tygodniu wszystkie kluby dostawały raport wykonywany przeze mnie. Arturas Karnisovas, który zatrudnił mnie w Denver, nigdy mnie nie widział, ale znał moją pracę - mówi Juć.

Dla ostatniego etapu, czyli przejścia z Eurohopes do NBA, kluczowa była zawarta w Szawlach znajomość. Na kwietniowym Nike Hoop Summit Juć, dzięki pomocy Sheubrooksa, jako jedyny człowiek, który nie pracował w NBA, miał dostęp do skautów, agentów, zawodników. - Starałem się nawiązywać kontakty i poznałem m.in. Tima Conelly'ego, czyli obecnego menedżera Nuggets, mojego szefa, który wówczas był asystentem menedżera w Nowym Orleanie. Byliśmy razem na obiedzie, Tim opowiadał mi, jak dostał pierwszą pracę w NBA w wieku 19 lat jako wolontariusz. Powiedział mi też, że widzi we mnie siebie sprzed lat i chciałby mi kiedyś dać szansę.

Ale jeszcze z Sheubrooksem i menedżerem Jazz Dennisem Lindseyem Juć udał się na znany kamp do Treviso. - Obserwowaliśmy koszykarzy, dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami, m.in. na temat Greka Giannisa Antetokounmpo, którego w drafcie wybrali Milwaukee Bucks. Ale on grał 50 km od Treviso, więc pojechaliśmy tam we trójkę samochodem.

- Po meczu z udziałem Giannisa mieliśmy z nim prywatne spotkanie w jego pokoju w hotelu. Rozmawialiśmy z nim we trójkę, każdy z nas zadawał pytania, zresztą przez cały pobyt trwała wymiana spostrzeżeń i każdy z nas zabierał głos. A ja wszystkie obserwacje czy też sposoby obserwowania pewnych rzeczy sobie notowałem, zapisywałem w specjalnym pliku i wciąż zdarza mi się przeglądać te notatki - mówi Juć.

Młody, niewysoki chłopak, o którym Magda Mołek w Dzień Dobry TVN powiedziała, że przypomina raczej szachistę, uczestniczy w szukaniu graczy do najlepszej ligi świata na równych prawach razem z ligowymi weteranami. A w Polsce... - Myślę, że do dzisiaj nie wszyscy traktują mnie poważnie - przyznaje Juć. - Ludzie znają mnie i pamiętają jako młodego chłopaczka, który biega wokół koszykarzy, prosząc o wywiady, który szuka informacji. A w Europie? Sama praca dla klubu NBA to ogromna nobilitacja. Niedawno poleciałem do Chorwacji i klub, do którego jechałem, Cedevita Zagrzeb, wysłał po mnie samochód na lotnisko, a na treningu trener Jasmin Repesa wszystkim mnie przedstawił.

- Ale ja nie szukam szacunku, nie zgrywam ważnego pana z NBA. Wykonuję swoją pracę - zaznacza.

"O, to fajnie. Świetnie, baw się dobrze synku"

Od niespełna czterech miesięcy jego praca to skautowanie koszykarzy dla Nuggets. Jak do tego doszło?

Jest 17 lipca 2013, Juć obserwuje w Tallinie mistrzostwa Europy do lat 20. Dzwoni telefon, wyświetla się amerykański numer. - Odbieram, a tu przedstawia się Arturas Karnishovas, asystent menedżera Nuggets. Ledwo w to uwierzyłem, bo oglądałem go na filmikach na YouTube i był to jeden z moich ulubionych graczy. W filmie "The Other Dream Team" o ówczesnej litewskiej drużynie widać, jak podczas igrzysk w Barcelonie robi zdjęcia Amerykanom.

- Arturas powiedział, że choć nigdy mnie osobiście nie poznał, to wiele o mnie wie, bo zbierał informacje na mój temat. I że chciałby mnie zaprosić do udziału w konkursie na stanowisko skauta Nuggets. Zapytał, czy jestem zainteresowany. Byłem. I byłem bardzo podekscytowany.

Juć po ostatnim tego dnia meczu wrócił do hotelu i przez całą noc pracował nad aplikacją, którą miał wysłać do Denver. Telefon do rodziców? Dopiero gdy dokumenty zostały odesłane. - Mama zawsze mocno mi kibicowała, ale nigdy nie dowierzała, że mogę do czegoś dojść, obserwując i oceniając koszykarzy. Zresztą moi rodzice nie mają dużego pojęcia o koszykówce. Mieszkałem z nimi, a jak wyjeżdżałem, to dzwoniłem i mówiłem: "Hej mamo, jestem w Izraelu, obejrzałem pięć meczów, napisałem dwa raporty". A mama na to: "O, jak fajnie. Świetnie, baw się dobrze, synku". Jak powiedziałem o propozycji z Denver, to usłyszałem: "Cieszę się, może ci się uda w tym konkursie". Ale ja już byłem pewny, że mi się uda.

Poza Juciem w konkursie wzięły jeszcze trzy osoby, ale później okazało się, że Nuggets najbardziej zainteresowani byli właśnie Polakiem. I go wybrali. Juć podpisał roczną umowę, w lecie 2014 roku obie strony mają ocenić współpracę. Klub NBA zostawia sobie furtkę, bo zatrudnienie tak młodego chłopaka to mimo wszystko ryzyko. Juć też nie zamyka sobie drzwi, bo myśli o studiach w USA, które chciałby łączyć z miejscem w sztabie szkoleniowym drużyny grającej w NCAA.

Od czego zaczął pracę w Nuggets? - Musiałem przygotować sześciogodzinną prezentację z materiałem wideo, na podstawie której wspólnie wybraliśmy 20 koszykarzy z roczników 1992-95, którymi Nuggets powinni się interesować w kontekście przyszłorocznego draftu. Teraz muszę każdego z nich odwiedzić, porozmawiać z nim, z agentem, z ludźmi w klubie, zdobyć na jego temat określone informacje, obejrzeć mecz i trening z jego udziałem i przesłać specjalny raport do bazy. Nazwisk tych zawodników zdradzać nie mogę.

W październiku miał już tydzień, w trakcie którego odwiedził Hiszpanię, Francję, Chorwację, Niemcy i Włochy. W Denver mieszkać nie musi, klub zgodził się, by jego bazą była Warszawa, gdzie Juć kończy trzeci rok dziennikarstwa. W klubie musi pojawić się w lutym, kiedy kończy się okno transferowe, oraz przed czerwcowym draftem.

W środę wieczorem Juć oglądał trzecioligowy mecz swojego MKS Ochota z drużyną Shmoolky. Gdzie będzie za 10 lat? Niech nic was nie zdziwi.

Zobacz także
  • Puchar za mistrzostwo NBA Menedżer klubu NBA przyznaje, że jego zespół ma przegrywać
  • Chris Andersen z Miami Heat chwali się bicepsami i tatuażami. Kolejność dowolna. NBA. Ranking faworytów Sport.pl. Czy ktoś zatrzyma Heat i co osiągnie nowy klub Gortata?
  • Jakub Pawlak (Polonia) Koszykarskie derby bez kibiców Legii. Polonia wpuści tylko wybranych fanów
Komentarze (30)
Kim jest ten dzieciak i co on tu robi, czyli jak 21-letni Rafał Juć trafił do NBA
Zaloguj się
  • jozefnarwani

    Oceniono 563 razy 543

    Gratulacje. Dobrze się czyta o ludziach, którzy osiągnęli sukces przy większym udziale pracy niż przypadku :).
    --------

    Przegląd najbzdurniejszych publikacji prasowych poprzedniego tygodnia. Zobacz na NO LOOK, NO PASS

  • cometto-pl

    Oceniono 348 razy 304

    "Wykonywałem różne prace, starałem się, żeby były związane z koszykówką. Pomagały mi zadania dziennikarskie w PZKosz czy zadania w Polonii 2011 lub Polonii. Ale wykonywałem też zwykłe studenckie prace, np. roznoszenie ulotek. Wszystko, by zbierać na wyjazdy.
    - Bez wsparcia rodziców byłoby jednak ciężko, dlatego jestem im niesamowicie wdzięczny. Teraz powoli staram się im wszystko spłacać"

    A w tym czasie różne biurwy rozdają setki tysięcy złotych (z podatków, a więc odebranych temu chłopakowi i jego rodzicom) na różne g... warte "szkolenia" czy "innowacyjne projekty" stron internetowych z szablonu...
    Powodzenia, chłopaku - i precz z komuną!

  • ffstv

    Oceniono 227 razy 211

    A ja zamiast uczyć się niemieckiego siedze przy kompie. Głupio trochę.

  • republique

    Oceniono 102 razy 94

    american drea ! Super :) w Polsce ludzi zaleje zazdrosc ... W ameryce nakrecili by o tym 100 filmow, a ja szczerze chlopakowi gratuluje :)

  • jozek48

    Oceniono 97 razy 91

    brawo i popatrz, nie ma rodziny w KGHM

  • himils

    Oceniono 85 razy 85

    To ładna opowieść o tym jak warto mieć pasję. Gratuluję Rafał.

  • radaz97

    Oceniono 66 razy 60

    Historia jak nie z tej ziemi O.o . Świetna rzecz !

  • malpapolska2

    Oceniono 51 razy 51

    Na przekor staropolskiej definicji "skromnosci"-"nie pchaj sie na afisze..."- zycze -powodzenia! Szczescia- bo cala reszte juz posiadasz Mlody Czlowieku!!!

  • b0sy

    Oceniono 56 razy 44

    nic mnie nie zdziwi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX