Sport.pl

Jakub Bednaruk: Najlepszy wilk? Maciej Olenderek [ROZMOWA]

- Zaufałem Maćkowi, a on mi się odpłaca. To jeden z najlepszych libero w Polsce - mówi o Macieju Olenderku trener siatkarzy AZS Politechniki Warszawskiej Jakub Bednaruk.


Łukasz Cegliński: Co roku wybieramy siatkarza Warszawy, ale teraz mamy problem. Drużyna w lecie się zmieniła, wielu graczy odeszło, wielu przyszło, a wyróżniający się Artur Szalpuk, który został w zespole, traci kolejne tygodnie z powodu kontuzji...

Jakub Bednaruk: Ale ja też miałbym problem, by wybrać siatkarza roku.

Zdecydowaliśmy więc, że wybierzemy pana.

- Mnie siatkarzem?

Tak, bo stwierdziliśmy, że to pan jest magnesem dla tych młodych, utalentowanych graczy, którzy przychodzą do Politechniki.

- Ale oni nie przychodzą do mnie, tylko do klubu, który jest w stanie coś im zaoferować. I ważne jest to, że nie przychodzą do nas dlatego, że nie mają innych propozycji. Nie, oni zauważyli, że tutaj mogą zrobić postęp. Moim zdaniem nie było u nas w ostatnich latach gracza, który zmarnowałby sezon. Ta opinia idzie w świat, a dodatkowo siatkarze widzą, że ja nie jestem dla nich trenerem przez dwie godziny rano i dwie po południu. Staram się uczestniczyć w ich życiu - nie jako osoba wścibska, ale jako opiekun, z którym zawsze o wszystkim można porozmawiać.

Czasem rozróżnia się szkoleniowców, którzy są wychowawcami koncentrującymi się na nauce podstaw, kształtowaniu indywidualności, oraz trenerów, którzy przede wszystkim zarządzają drużyną podczas meczu, sezonu, którzy "robią wynik". Pan kim się czuje?

- Jednym i drugim, a nawet jeszcze kimś więcej, prezes Jolanta Dolecka dała mi wolną rękę i pozwoliła zajmować się wieloma rzeczami, które dzieją się poza halą - np. wybieram dla zawodników sprzęt, odżywki, przed meczami wyjazdowymi sprawdzam jadłospisy. I chcę to robić, sprawia mi to przyjemność. Zresztą u nas w klubie nie ma ludzi, którzy zajmują się małym wycinkiem jego funkcjonowania. Wszyscy współpracują na wielu polach, co tworzy tę fajną, rodzinną atmosferę. Dobrze się ze sobą czujemy.

Mówi się o was "Wilki Bednaruka", określenie jest popularne już nie tylko na Twitterze, gdzie aktywnie się pan udziela. Skąd ono się wzięło?

- Przed Memoriałem Ambroziaka, w którym zagraliśmy w finale z Resovią, śmiałem się do chłopaków, że my jesteśmy tacy "młodzi wilcy" z filmu "Chłopaki nie płaczą". I jakoś się przyjęło, ktoś wrzucił to na Twittera, wiele osób podchwyciło, ostatecznie określenie zmieniło się w "Wilki Bednaruka". Ale nie byłoby tego, gdyby nie nasza dobra gra. Gdybyśmy grali słabo, bylibyśmy zajączkami albo misiami koala.

Określenie "Wilki Bednaruka" można rozciągnąć na poprzednie drużyny Politechniki, które pan prowadził. Młode, zadziorne, zaskakująco dobre.

- Ale pamiętajmy, że choć mówi się o "Wilkach Bednaruka", to ja nie jestem alfą i omegą. To jest drużyna Politechniki. A zadziorność lubię - na treningach, w siłowni, podczas gry w karty, w ogóle w życiu. Lubię też fantazję i staram się to przenosić na zespół. Gdybym był w życiu zachowawczy i próbował przenosić to podejście na drużynę, to nie wiem, czy kibice chcieliby ją oglądać. Sport bez fantazji jest mniej interesujący. Owszem, ta fantazja powoduje czasem błędy, my przegraliśmy przez nią w tym sezonie ze trzy mecze. Ale nie mogę powiedzieć 19-latkowi, by skupił się na wykonaniu jednego elementu, a o pozostałych nie myślał, bo w ten sposób zabiję go jako zawodnika. Pomyl się, ale spróbuj, zrób coś inaczej, z fantazją. Zresztą to nie dotyczy tylko nastolatków, bo zauważyłem, że gracze po trzydziestce też odżywają na boisku dzięki takiemu podejściu. W poprzednim sezonie świetnie grał 38-letni Marcin Nowak, teraz - właśnie dzięki fantazji - odżył 35-letni Piotrek Lipiński.

Ostatnio wykładał pan na konferencji w Spale swoje spojrzenie na siatkówkę dla trenerów z Siatkarskich Ośrodków Szkoleniowych.

- Najpierw przedstawiałem swój pogląd na grę rozgrywającego - gdzie znajdować problemy, jak je rozwiązywać. Ale słuchaczami byli trenerzy, którzy zajmują się 12-, 13-latkami, więc problemy, o których mówiłem, będą rozwiązywali za kilka lat. Zaczęliśmy więc dyskutować - z Jackiem Nawrockim, który prowadzi kadrę młodzieżową, omawialiśmy koncepcję, według której młodym ludziom nie powinno dawać się na treningu zbyt wielu rzeczy do wykonania. I zgodziliśmy się, by się z nią nie zgadzać, bo ciężko w tej chwili zainteresować młodego człowieka dwugodzinnym treningiem, na którym "hebluje się" jeden element gry. On po dwóch tygodniach będzie miał dosyć monotonii, dlatego uważam, że młodzi powinni móc wykonywać fantazyjne zagrania, mylić się w nich. I to podoba mi się w Politechnice - my nie zabijamy w naszych chłopakach kreatywności! Chcemy, by próbowali wykonywać zagrania, które widzą w telewizji. Nie wykonają ich dobrze, bo jeszcze tego nie potrafią, ale niech się przekonają, czego potrzeba, by to się udało.

Padło też pytanie o to, jak wybrać rozgrywającego w grupie 12-latków. Odpowiedziałem, że nie wiem! No bo jak zdecydować w przypadku takich dzieciaków? Więc zostawmy to, niech oni sobie grają, a my ich obserwujmy. I zwracajmy uwagę na to, kto jest wredny, kto jest boiskowym chamem - to może być dobry rozgrywający. Techniki można nauczyć, pozycję na boisku można zmienić, cechy mentalne się ma od początku.

O fantazji, wychowywaniu, nauczaniu młodych sportowców mówi pan z pasją. Panu nie brakuje wyzwań? Pracy w klubie z medalowymi ambicjami, pod presją wyniku? Komfort, poczucie bezpieczeństwa, które ma pan w Politechnice, mogą hamować rozwój.

- W ogóle o tym nie myślę, bo jako trener jestem odpowiednikiem zawodnika, który ma 20, 21 lat. Pojawił się w lidze, rozegrał dwa, trzy niezłe sezony, ale czy jest gotowy, by grać o mistrzostwo? Oczywiście, każdy by chciał, ale ja pamiętam, że jako pierwszy trener pracuję dopiero trzy lata. I nie chodzi o obawę, czybym sobie poradził czy nie - wyzwania na pewno bym się nie przestraszył. Ale w Politechnice czuję się bardzo dobrze i nie wpadam w rutynę. Nie pracuję też tylko z nastolatkami - praca z Nowakiem czy Lipińskim to wyzwanie inne niż z Arturem Szalpukiem czy Bartkiem Lemańskim. Sprawienie, że w oku doświadczonego gracza widać błysk, że weteran gra z fantazją, dają mi kopa, motywację. Nie zastanawiam się, co będzie za dwa, trzy sezony, nie czekam na telefon z mocniejszego klubu. Wiem, że jestem dużo lepszym trenerem niż rok temu i 100 razy lepszym niż trzy lata temu. Przeszedłem z drużyną momenty dobre, ale też złe. Nauczyłem się, jak można uratować zespół, który pada mentalnie lub fizycznie.

Wszędzie pana pełno - nie tylko na Twitterze, ale także w telewizji w roli eksperta, a nawet w roli pilota w Rajdzie Barbórka.

- Wychodzę z założenia, że jeśli mam w życiu szansę czegoś spróbować, to muszę to zrobić. Nie potrafiłbym odmówić występu w rajdzie, bo to być może jedyna taka szansa w życiu. Niebawem być może będę gotował w show jednej ze stacji telewizyjnych i to też ciekawe wyzwanie. Zdaję sobie sprawę, że za chwilę coś może mi się nie udać, że przegramy kilka spotkań z rzędu i usłyszę: "Niech on się zajmie trenowaniem". Ale mi to w pracy nie przeszkadza i myślę, że takie podejście do życia przekłada się na mój zespół. Jeśli ci gracze mają zaryzykować, to zrobią to. Zachowawczość, brak podejmowania ryzyka, to najgorsze, co może być w sporcie.

Wracając do pierwszego pytania - kogo, pana zdaniem, powinniśmy wybrać na siatkarza roku?

- Na pewno nie mnie. A kogo? Maćka Olenderka. Szalpuk w siatkówkę gra świetnie, ale w regularnych występach przeszkadzają mu problemy ze zdrowiem. A Maciek, który pochodzi z Żyrardowa, ale grał w kilku warszawskich klubach, rozwija się u nas regularnie, z roku na rok. W poprzednim sezonie był za Michałem Poterą, ale gdy pod koniec rozgrywek dowiedziałem się, że ten odchodzi do Olsztyna, to już dzień później powiedziałem Maćkowi, że nie będę szukał nowego libero, tylko postawię na niego. Zadzwoniłem do szefów klubu, do agenta, oznajmiłem wszystkim, że chcę, by Maciek był naszym podstawowym graczem. Zaufałem mu, a on mi się odpłaca. Wiem, że mogę na niego liczyć, Maciek ma fajny charakter do grania, wychodzi na boisko się bić. Uważam, że jest jednym z najrówniej grających, najlepszych libero w Polsce. To ważna osoba w naszej grupie.

Więcej o:
Komentarze (1)
Jakub Bednaruk: Najlepszy wilk? Maciej Olenderek [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • ketor44

    Oceniono 2 razy 2

    Olenderek pochodzi z Międzyborowa, a grał raptem w dwóch warszawskich klubach Metro i Legia, a Politechnika jest jego trzecim klubem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX