Pierwsza liga przerasta Znicz. Beniaminek spod Warszawy szoruje po dnie tabeli

Po siedmiu kolejkach rozgrywek beniaminek z Pruszkowa jest ostatni w tabeli. - Czego nam brakuje? Umiejętności - mówi trener Andrzej Prawda.
Dwa zdobyte punkty, cztery strzelone gole i aż 14 straconych - to dorobek Znicza Pruszków w pierwszym miesiącu po powrocie do I ligi. Beniaminek w tym sezonie nie wygrał jeszcze meczu, zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, w sobotę przegrał u siebie z Zagłębiem Sosnowiec 1:4. I trzeba przyznać, że wynik mógł, a nawet powinien, być dużo wyższy.

- Trzeci raz z rzędu byliśmy tylko tłem dla przeciwników. Tracimy seryjnie bramki - w trzech meczach straciliśmy ich dziewięć. Na spotkanie z Zagłębiem dokonaliśmy kilku zmian w składzie, ale one nic nam nie dały. Rywale szybko strzelili nam dwa gole i później mogliśmy tylko przyglądać się ich kolejnym akcjom. Chcieliśmy nawiązać walkę, ale byliśmy bez szans - powiedział trener Andrzej Prawda po starciu z sosnowiczanami.

I od razu dodał: - Liczymy, że wreszcie przyjdzie jeden mecz, który okaże się dla nas przełomowy. Na razie jednak rywale nie chcą nam pomagać. Na pewno nie brakuje nam ambicji. W takim razie czego? Powiedzmy sobie szczerze: umiejętności. Poziom I ligi przerasta niektórych piłkarzy i tego ukryć się nie da.

Sytuacja w Pruszkowie staje się coraz bardziej nerwowa. Po niezłym początku sezonu drużyna gra coraz gorzej. Znicz ligę zaczął od dwóch nieszczęśliwych porażek z Bytovią Bytów i Wigrami Suwałki (oba mecze przegrał 1:2). Później przyszły dające nadzieję remisy z Chrobrym Głogów (0:0) i Chojniczanką Chojnice (1:1). Złudną, bo obecnie zespół notuje serię trzech porażek w kiepskim stylu - 0:3 ze Stomilem Olsztyn, 0:2 z GKS Katowice i wspomniane 1:4 Zagłębiem.

W niedzielę rano drużyna spotkała się z kierownictwem klubu i rozmawiała na temat swojej sytuacji. Coraz słabsza staje się pozycja odpowiadającego za wyniki zespołu trenera Ariela Jakubowskiego, który do protokołów meczowych nie jest wpisywany z powodu braku licencji UEFA Pro. W sobotę mecz z Zagłębiem z trybun obejrzał były szkoleniowiec m.in. Znicza, Dolcanu i Cracovii - Robert Podoliński. Chociaż o zmianie trenera w Pruszkowie nikt jeszcze oficjalnie nie mówi, to wydaje się ona kwestią czasu.

Ale o tym, że Znicz na zapleczu ekstraklasy czeka ciężki rok, wiadomo było jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Z klubu odszedł prezes Adam Krużyński, a także zarządzana przez niego firma Nice - sponsor pruszkowian. Drużynę opuścili też ważni w II lidze piłkarze - kapitan Arkadiusz Jędrych, najskuteczniejszy napastnik Tomasz Chałas i najlepszy asystent zespołu Paweł Kaczmarek.

- Nie chcemy skupiać się tylko na grze defensywnej. Mamy zamiar pokazywać się z dobrej strony w każdym meczu. Chcemy grać piłkę prostą i skuteczną, naszym celem jest też sprawienie, by kibice z meczów Znicza wychodzili zadowoleni. Nie tylko po dobrych wynikach, ale także po ładnej grze - mówił Jakubowski przed startem rozgrywek. Na razie jego słowa to mrzonki. Znicz gra bojaźliwie - jest nastawiony na głęboką defensywę i wyprowadzanie kontrataków.

Kolejne porażki mogą podłamać drużynę, która i tak przed sezonem skazywana była na spadek z ligi. O poprawę wyników w najbliższych tygodniach będzie jednak trudno. W sobotę Znicz zagra u siebie ze spadkowiczem z ekstraklasy Podbeskidziem Bielsko-Biała, a potem czeka go wyjazd do Puław i starcie z silną kadrowo Miedzią Legnica.