Sport.pl

Derby chamstwa

Mecz Legii z Polonią (2:2) miał być początkiem nowej jakości na trybunach. Nie był. - Kiedyś czara goryczy się przeleje - mówi prezes Legii Leszek Miklas
Protest na trybunach trwa od dawna. Zwłaszcza te otwarte nie dopingowały piłkarzy, obrażani byli właściciele i klubowi działacze. Przed derbami stolicy z Polonią głównie w internecie można było przeczytać, że protestujący chcą dążyć do kompromisu, że skończą się wyzwiska. Właścicieli i prezesa faktycznie oszczędzono, ale festiwal chamstwa na trybunach i tak trwał w najlepsze. Obrażano przede wszystkim piłkarzy i klub z Konwiktorskiej.

- Myślimy, co z tym zrobić. Jeżeli kibice uważają, że będziemy popierać taką formę "dopingu", to są w błędzie. Na pewno też nie damy sobie narzucać niczyjego stanowiska. Jeżeli ktoś ma propozycję, jak usprawnić doping i zasady panujące na stadionie, to może zgłosić się do naszego kierownika do spraw bezpieczeństwa pana Błędowskiego - mówi prezes Miklas. Niecenzuralne okrzyki i śpiewy były inicjowane przez "gniazdowego". - Zauważyliśmy to. Mamy monitoring - dodaje prezes.

W tym tygodniu Miklas ma spotkać się z byłym piłkarzem Legii, obecnie komentatorem Wojciechem Kowalczykiem, który wysunął propozycję, że będzie mediatorem pomiędzy protestującymi a klubem. - Chętnie z panem Wojtkiem podyskutuję. Odpisałem na jego list otwarty, w poniedziałek do niego zadzwonię. Jeżeli tylko będzie miał czas i nadal ochotę, to się spotkamy - obiecuje.

Po wcześniejszych meczach na zachowanie trybun narzekał trener Jan Urban, ujawniając, że piłkarzom gra się fatalnie, gdy zamiast dopingu słyszą drwiny. Tym razem z dopingiem było różnie, nie było natomiast drwin, i to wystarczyło zawodnikom, by po meczu podziękować kibicom. - Nie chcemy wciągać zawodników w te rozgrywki. Każdy może robić to, co uważa - kończy prezes.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama