Sport.pl

Jan Urban: Faworyci? Lech i Wisła

Piłkarze dostosowują się poziomem do atmosfery na trybunach. Mecz z FK był jak międzynarodowy sparing, a nie poważny mecz - mówi trener Legii po porażce 1:2 z FK Moskwa w pierwszym meczu II rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA
Robert Błoński: Dlaczego Legia zagrała tak słabo ze słabym FK?

Jan Urban: Nie wszyscy sprostali wyzwaniu. Grali poniżej moich oczekiwań i swoich możliwości. Rosjanie mieli dwie okazje i obie wykorzystali. Baliśmy się ich kontr, ale gole straciliśmy po własnych błędach. Przed przerwą graliśmy asekuracyjnie i Rosjanie nie oddali strzału. My im też nie zagrażaliśmy. Po przerwie wyprowadzili akcję, ale to my mieliśmy przewagę liczebną. Kuba Rzeźniczak miał wygraną pozycję i bliżej do piłki niż rywal. Niestety, odpuścił i było 0:1. Potem Pancze Kumbev poszedł wślizgiem na raz, gdzie wślizg jest zawsze ostatecznością. Gdyby pobiegł za przeciwnikiem, nie byłoby sprawy. Zaczęliśmy grać od stanu 0:2. Za późno.

Nie jesteśmy w formie. Roger gra nierówno, Szałachowski wraca po półtorarocznej przerwie, w drugiej połowie musiał grać jako najbardziej wysunięty napastnik, choć to nie jest jego pozycja, Hiszpanie są jeszcze nieprzygotowani do gry. Rybus to młody chłopak, mecz z FK go przerósł, dlatego został zmieniony. Szukamy optymalnego składu. Nie wyolbrzymiam tej sytuacji, bo przygotowania były zgodnie z planem. Porażka z FK boli, bo byli w naszym zasięgu. Z nowych zawodników tylko Iwański jest w niezłej formie, reszta musi do niej dojść.

Jak piłkarzy Legii mogła przerosnąć potyczka z FK?

- Wielu ma problemy. Chinyama był latem na zgrupowaniu kadry Zimbabwe. Potem leczył kontuzję. Jest nieprzygotowany i widać jego braki fizyczne. Trudno było od niego oczekiwać czegoś wyjątkowego, ale zmiennika nie ma. Bartek Grzelak jest kontuzjowany i niezgłoszony do tej fazy rozgrywek, a Mikel Arruabarrena nieprzygotowany do gry.

Dlaczego Legia nie kupiła Roberta Lewandowskiego ze Znicza?

- Bo kupiła innych piłkarzy. Nie ma co mówić o Lewandowskim, bo on gra w Lechu. Preferuję ustawienie 4-5-1 i Robert jako najbardziej wysunięty napastnik miałby małe szanse na grę. Nie wiem, ile kosztował, ale wydawało nam się, że przy naszym stylu Chinyama, Grzelak i "Aru" są lepszym rozwiązaniem.

Na razie to Arruabarrena siedzi na trybunach.

- Kupiliśmy go z II ligi. To, że ktoś jest Hiszpanem, nie oznacza, że od razu musi grać. Jak każdy musi wywalczyć sobie miejsce w składzie. To nie jest dziwne, że nie zaczynam składu od Hiszpanów. Zaczynam od tych, którzy są w formie. To nie są wielkie gwiazdy, Tito jest z rezerw Espanyolu.

To może trzeba było kupić kogoś innego.

- Wzięliśmy tych zawodników, którzy byli dostępni. Descarga będzie dobrze grał. Pamięta pan, ile czasu Żurawski potrzebował, by zaaklimatyzować się w Wiśle po transferze z Lecha?

Półtora roku.

- Dajmy więc czas Hiszpanom. Teraz chcemy jeszcze obrońcę. Nie da się grać przez cały sezon tylko trzema środkowymi obrońcami. Nie wiem, jak poważna jest kontuzja kolana Dicksona. W piątek było święto, nie mieliśmy jak zrobić USG, ale nie zagra przez jakiś czas. Kumbeva stać na więcej, niż pokazał z Polonią i FK, kiedy zawinił przy utracie dwóch bramek. Tito dochodzi do formy, znajdzie się w kadrze na niedzielny mecz z Odrą. Zabraknie Kuby Rzeźniczaka. Już w niedzielę leci na wtorkowy mecz młodzieżówki. Tego nie rozumiem. Descarga może zadebiutuje w Moskwie.

Hernani to jest ten środkowy obrońca, którego chce Legia?

- Jest to jedna z opcji.

Nie denerwuje pana atmosfera na trybunach?

- I to jak! Ale trwa to tak długo, że gorzko żartując, przyzwyczaiłem się, że każdy mecz na Legii przypomina atmosferą sparing. A ten czwartkowy, to nawet międzynarodowy. Ogromnie zazdroszczę Lechowi. W czwartek kibice w dwie godziny przenieśli się do innego świata. Ze smętnej Łazienkowskiej do rozśpiewanego Poznania. Niebo a ziemia. Moja drużyna dostosowuje się do atmosfery na trybunach. Gra ospale, smętnie, wolno, źle. Ostatnio kibice nie wyzywają właścicieli, ale podczas meczu z Polonią było jedno wielkie przekleństwo. Do tego w czwartek każdy błąd legionisty to śmiech i szyderstwo z trybun. Trudno się gra w tych warunkach. Kibice wymagają, jakby wspaniale dopingowali.

Wierzy pan w awans do I rundy UEFA?

- Słyszałem, że tam na trybunach jest gorzej niż u nas. Bo kibice w ogóle nie chodzą na mecze. Tak czy inaczej musimy strzelić dwa gole. Zobaczymy, czy jesteśmy w stanie. Na pewno zaryzykujemy, już więcej stracić nie możemy. Pierwsze mecze sezonu pokazały, że faworytami ligi są Lech i Wisła. Nas nie wolno skreślać, ale na razie to jeszcze nie ten sam poziom. Postaramy się to zmienić. Wyniki i gra weryfikują oczekiwania.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama