Sport.pl

Kibic Legii: Wielka armada tonie

W piłce klubowej bardzo często zadaje się pytanie, jak długo należy trzymać trenera, pozwalając mu na rozwój, nawet jeśli drużyna gra beznadziejnie słabo. Koronnym argumentem przeciwników częstych zmian jest przykład sir Aleksa Fergusona, który zanim zaczął odnosić sukcesy w MU, przez długi czas zbierał cięgi, z haniebną porażką z City 0:5 na czele. Niewielu pamięta, że zanim sir Alex trafił na Old Trafford, zdobył Puchar UEFA z dosyć przeciętnym Aberdeen. Czyli pokazał, że potrafi naprawdę bardzo wiele. W Legii będącej w polskiej piłce klubem znaczącym o wiele więcej niż Aberdeen w szkockiej, czy Osasuna w hiszpańskiej, panuje ostatnio moda na zatrudnianie działaczy bez doświadczeń. Kubicki, Zieliński czy Urban, zanim zostali trenerami warszawskiej drużyny, nie osiągnęli jako szkoleniowcy dosłownie nic. Nie przeszkadzało to właścicielom powierzać im niesamowicie ważnego stanowiska, jakim jest pierwszy trener. Efekty ich pracy jak na ambicje Legii były i są wielce niezadowalające.

Bieżący sezon, mimo gigantycznych inwestycji, zaczął się na tyle ohydnie, że należy zastanowić się nad przyszłością w klubie pary Urban - Trzeciak. Basel, Jaga, Homel, Polonia, Moskwa, Wodzisław to seria sześciu spotkań, w których drużyna prezentuje się mniej lub bardziej haniebnie. Do tego dochodzi sprawa Lewandowskiego, która wygląda nie jak pomyłka sztabu szkoleniowego, tylko jak jakiś sabotaż. Trener Urban czuje się pewnie i twierdzi, że najzdolniejszy polski napastnik nie pasował mu do koncepcji. Smudzie pasował i strzela mu piękne i ważne bramki. Urbanowi pasuje Grzelak, który jest najbardziej urazowym piłkarzem w kraju. Jeszcze dwóch, trzech Grzelaków i ZUS zbankrutuje za tydzień, a nie za dziesięć lat, jak prognozują fachowcy. Wracając do Lewandowskiego, to dobrze by było się dowiedzieć, kto go z Legii przegnał. Wdowczyk? Urban z fajnego, przyjaznego piłkarzom gościa stał się Piechniczkopodobnym mędrcem udzielającym demotywujących wywiadów. Pal diabli, co on wygaduje, ważne to, co gra jego drużyna. A to jest straszne. Śmierdzi to Valencią z zeszłego sezonu, a może nawet Saragossą.

Była kiedyś Wielka Armada. Miała zniszczyć panowanie na morzu Brytyjczyków. Tylko że jej dowódca Alonso de Guzman El Bueno, siódmy książę Medina Sidonia, obrał złą taktykę, a później popełnił błąd, wybierając drogę odwrotu. Efektem tego była sromotna klęska. Parafrazując, zamiast na topie, Wielka Armada znalazła się w strefie spadkowej.