Sport.pl

Leszek Pisz: Kto lepszy - Iwański czy Garguła? W sobotę Legia - GKS Bełchatów

Druga w tabeli Legia kończy rok meczem z czwartym GKS Bełchatów. To kolejny pojedynek Macieja Iwańskiego z Łukaszem Gargułą. - To najlepsi rozgrywający w polskiej lidze. Ciut lepszy Garguła - mówi Leszek Pisz. Mecz w sobotę o godz. 16.15
Pisz był szefem środka pola Legii przez dziewięć sezonów jeszcze w ubiegłym stuleciu. W latach 1986-91, a potem 1993-96 zdobywał z nią dwukrotnie mistrzostwo i aż cztery razy Puchar Polski. Uczestniczył w najważniejszych sukcesach na europejskiej arenie - w awansie do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów (1991) i ćwierćfinału Ligi Mistrzów (1996). Był kapitanem tamtej Legii. Miał nikczemne warunki fizyczne (ledwie 168 cm wzrostu), za to wspaniale wykonywał wolne.

Garguła oraz Iwański też to potrafią, ale jeszcze nie prezentują tego poziomu. Był czas, że gdy Pisz ustawiał piłkę do rzutu wolnego 20 m od bramki można było spokojnie patrzeć na tablicę wyników. Wiadomo było, że cyfra po stronie warszawian za chwilę się zmieni. - Obaj tę umiejętność też mają bardzo dobrze opanowaną. Który lepszy? Garguła od lat gra w Bełchatowie, zna tę drużynę na wylot i to działa na jego korzyść. Iwański dobrze się wkomponował, ale jest w Legii dopiero od kilku miesięcy - twierdzi Pisz, obecny menedżer Igolopolu Dębica i kapitan zespołu oldbojów Legii.

Obecnie lepszych szefów środka pola w polskiej lidze niż wymienieni nie ma i pewnie długo jeszcze nie będzie (mowa o Polakach, bo w Lechu jest Semir Stilić). Obaj też niewysocy, o podobnych warunkach fizycznych (Garguła 177, Iwański 171 cm). Są rówieśnikami, mają po 27 lat (Garguła niecałe trzy miesiące starszy). Dysponujący podobnymi atutami - dalekim, dokładnym podaniem, a przede wszystkim mocnymi i celnymi uderzeniami z dystansu. Ich mocnym punktem są uderzenia z rzutów wolnych - najczęściej prawą nogą nad murem, w prawy róg bramki. Podczas zaliczanego jeszcze do rundy wiosennej spotkania w Bełchatowie mieliśmy swoisty pojedynek na wolne. Wtedy lepszy był Garguła. Pod koniec pierwszego połowy pokonał w ten sposób Jana Muchę i był to gol decydujący o zwycięstwie drużyny Pawła Janasa. Iwański dwukrotnie był bliski szczęścia, ale do siatki nie trafił.

Obaj w ekstraklasie mają podobny życiorys. W sezonie 2006/07 ich drużyny po latach hegemonii Wisły i Legii rozstrzygnęły między sobą walkę o mistrzostwo. Po tytuł ostatecznie sięgnęło Zagłębie Lubin (zresztą po wygranej w ostatniej kolejce w Warszawie). Do obu od kilku lat po zakończeniu każdej rundy przychodziły oferty zarówno ze stolicy, jak i Krakowa. Garguła do dziś barw nie zmienił. Za to Iwański przed rozpoczęciem tego sezonu odszedł ze zdegradowanego karnie z ekstraklasy Zagłębia i podpisał trzyletnią umowę z Legią. Kosztowało to warszawian 650 tys. euro. W polskiej lidze jeszcze nie było droższego transferu. A Iwański się spłaca. To jedyny udany zakup wicemistrzów Polski.

W dodatku Iwański nawet nie musi przy Łazienkowskiej się aklimatyzować. Od razu jest w Legii najlepszy. Możliwości rozgrywających są porównywalne. Tylko Leo Beenhakker ma na ten temat inne zdanie. Zaufaniem obdarza jedynie Gargułę. Pomocnik Bełchatowa w jego kadrze wystąpił już 13 razy (i strzelił jednego gola), Iwański tylko trzy razy (też jedno trafienie) i dość już to było dawno. W obecnym sezonie ich statystyki wyglądają podobnie: Garguła - cztery gole, pięć asyst. Iwański - dwa trafienia i sześć ostatnich podań. - Obaj świetnie panują nad piłką, grają techniczny futbol. Każdy wie, co ma robić na boisku - mówi Pisz. - Jeden drugiego nie będzie kryć. Zobaczymy, który lepiej poprowadzi drużynę. Po meczu w Bełchatowie lekką przewagę ma Garguła. Jednak sobotni mecz jest w Warszawie.



Pojedynek według Pisza

IwańskiGarguła
4strzał5
3strzał z wolnego4
4podanie4
4drybling4
5odbiór4
------------------------------------

20 SUMA 21

noty w skali 1-6