Czy Warszawianka wróci do ekstraklasy?

- Awans do ekstraklasy to tylko kwestia czasu - twierdzi Tomasz Porzeziński, który niemal z samych wychowanków zbudował drużynę piłkarzy ręcznych Warszawianki
Gdy Polacy walczyli o brązowy medal mistrzostw świata, w ciasnej hali Warszawianki odbyły się pierwszoligowe derby stolicy. Gospodarze po ciekawym meczu, w którym nie brakowało tzw. wkrętek i innych widowiskowych akcji, pokonali AZS AWF Warszawa 30:23. Świadkiem tego było ledwie kilkudziesięciu widzów. To najwierniejsi kibice czołowego niegdyś klubu ekstraklasy. Oprócz nich mecze pierwszoligowej Warszawianki oglądają też znajomi piłkarzy i byli zawodnicy. - Fajnie by było znów zobaczyć Warszawiankę w ekstraklasie - mówi Michał Reszko, były szczypiornista klubu z Mokotowa, dziś oficer Biura Ochrony Rządu. - To klub z duszą, w którym panuje niemal rodzinna atmosfera. Może po sukcesie Polaków na mistrzostwach świata wzrośnie zainteresowanie piłką ręczną? Może znów Warszawianką zainteresują się sponsorzy i jeszcze wrócimy do gry o najwyższe cele?

W 1994 i 2002 r. klub z Merliniego zdobył wicemistrzostwo Polski, a w 1993 i 1999 r. brąz. Tu karierę zaczynał jeden z najlepszych środkowych rozgrywających świata Grzegorz Tkaczyk, urodzony na Targówku. Tu występowali bohaterowie ostatniego mundialu Sławomir Szmal i Artur Siódmiak, którego rzut przez całe boisko w ostatnich sekundach spotkania przeszedł do historii nie tylko polskiej, ale także światowej piłki ręcznej. Tu grali również srebrny medaliści mistrzostw świata w Niemczech Rafał Kuptel i Marcin Wichary. - Piłka ręczna była w tym klubie zawsze - wspomina Tomasz Porzeziński, obecnie pierwszy trener, niegdyś szkolący juniorów (m.in. Tkaczyka).

W 2002 r., zaraz po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw Polski i zwycięstwie w Pucharze Polski, Warszawianka, zamiast walczyć o upragniony tytuł... rozpadła się. Zbankrutował jej jedyny sponsor, a wraz z nim w tarapaty finansowe popadł klub, który miejsce w ekstraklasie oddał AZS AWF Warszawa. Tam też odeszła część zawodników. Najlepsi, jak Tkaczyk, podpisali kontrakty z klubami zachodnimi.

W II lidze (faktycznie III lidze) pozostał oparty na wychowankach (mistrzach i wicemistrzach Polski juniorów i młodzików) drugi zespół. Dziś to już właściwa Warszawianka, która od 2006 r. gra na zapleczu ekstraklasy.

Po 13. kolejkach zajmuje trzecie miejsce, tracąc do Śląska Wrocław i Nielby Wągrowiec sześć punktów. Czy jest szansa na powrót do ekstraklasy? - Na pewno nie w tym sezonie - twierdzi Tomasz Porzeziński. - Na razie nasza sytuacja kadrowa i organizacyjna gwarantuje grę na dobrym, lecz jedynie pierwszoligowym poziomie. Większość zawodników ma 18-20, góra 22 lata, gros z nich to nasi wychowankowie. Mam jednak nadzieję, że w nieodległej przyszłości będą walczyć nie tylko o awans, ale i o pewne miejsce w ekstraklasie.

Wcześniej należałoby pozyskać kilku doświadczonych zawodników. - Przede wszystkim rosłych rozgrywających, którzy potrafią huknąć zza 9 m. Bez nich nie mielibyśmy szans na utrzymanie w ekstraklasie - mówi Porzeziński.

Niezbędny jest też sponsor, dzięki któremu klub będzie stać na profesjonalne kontrakty, bo dziś Warszawianka to drużyna amatorska, w której grę łączy się najczęściej ze studiami. Gracze dostają jedynie kilkusetzłotowe stypendia. Dla porównania w dwóch czołowych drużynach pierwszej ligi najlepsi zawodnicy zarabiają od 5 do 8 tys. zł miesięcznie.

Na razie rośnie jedynie liczba chętnych do uprawiania szczypiorniaka. - Coraz więcej dzieci trenuje na Agrykoli, z którą współpracujemy i z której najczęściej trafiają do nas młodzi zawodnicy - mówi Tomasz Porzeziński. - Także w Zespole Szkół Sportowych nr 2 przy Gubinowskiej otwarto kolejne klasy o profilu piłki ręcznej. Jest ich już sześć. Na całym Mazowszu gra sześć drużyn seniorskich. Dwie z nich występują w pierwszej lidze, pozostałe poziom niżej. Coś więc się dzieje.