Sport.pl

Kamiński: Żal play-off

- Apetyty rozbudził nadzwyczaj udany początek sezonu, ale żal, że nie awansowaliśmy do play-off, jest spory - mówi Wojciech Kamiński, trener Polonii Gaz Ziemny, która w preplay-off przegrała 0:2 z Atlasem Stal Ostrów Wlkp.
We wtorek "Czarne Koszule" przegrały na wyjeździe ze Stalą 67:77 i zakończyły sezon na dziewiątej pozycji. To niespodzianka, bo przewagę parkietu w tej rywalizacji miała Polonia, a na dodatek rywale grali bez trzech obcokrajowców, którzy odeszli ze względu na brak pieniędzy.

Łukasz Cegliński: Jest pan zaskoczony, że nie awansowaliście do play-off?

Wojciech Kamiński: Na konferencji po drugim przegranym meczu ze Stalą powiedziałem, że jesteśmy największymi przegranymi tego sezonu, ale na spokojnie rozgrywki podsumuję tak: apetyty rozbudził nadzwyczaj udany początek sezonu. Mieliśmy idealnie dobrany skład, w którym każdy wypełniał swoją rolę, i nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że odejście Tommy'ego Adamsa [najlepszy strzelec zespołu dostał lepszą propozycję z Anwilu Włocławek i Polonia zwolniła go z kontraktu] aż tak rozbije zespół. Po jego odejściu ważniejszą rolę w ataku miał odgrywać rozgrywający Greg Harrington, ale wobec braku zagrożenia trójkami Adamsa obrona rywali w większym stopniu koncentrowała się na nim. Gregowi grało się trudniej.

Czy tylko dlatego odpadliście ze Stalą?

- Do pierwszego meczu podeszliśmy może nie z lekceważeniem, ale bez chęci do walki. Nie byliśmy przygotowani na taką zadziorność i ambicję, jaką pokazała Stal. W pierwszej kwarcie meczu w Warszawie szukałem zawodników, którzy podejmą walkę i będą grali z pełnym zaangażowaniem, ale ich nie znalazłem. Negatywnym zaskoczeniem Harrington jest jednak na pewno, bo na jego doświadczenie liczyliśmy właśnie w takiej rywalizacji. Tymczasem Greg w spotkaniach ze Stalą popełniał niepotrzebne faule - w Ostrowie zdarzyły mu się dwa w ataku, a w Warszawie przewinienie techniczne przy wyrównanym wyniku.

Harrington zaczął grać słabiej, kiedy dostał propozycję z Asseco Prokom Sopot, ale klub nie pozwolił mu odejść tak jak Adamsowi.

- To był splot kilku wydarzeń. W połowie stycznia Greg rzucił 28 punktów Sportino Inowrocław i wiedział już o propozycji Prokomu. My jednak nie wyraziliśmy na nią zgody. W tym czasie z klubu odchodził Adams, a na dodatek żona Grega wyjechała do USA. Wtedy Harrington przestał grać - chciał, ale efekty były gorsze.

Kto jeszcze zawiódł?

- Nie chcę o tym mówić, podobnie jak nie mam zamiaru zrzucać całej winy na Grega, któremu w drugiej połowie sezonu grało się po prostu ciężej. On był mózgiem drużyny i miał na nią największy wpływ, ale przegraliśmy jako zespół. Inni gracze mieli przebłyski i na nich się koncentruję, myśląc powoli o kolejnym sezonie. Mam np. bardzo pozytywną opinię o Kevinie Johnsonie, który zrobił duży postęp, jeśli chodzi o rozumienie gry. W ostatnich spotkaniach grał tak, jak powinien.

Kogo chciałby pan zostawić na przyszły sezon?

- Za wcześnie, żeby o tym mówić, ale ważne kontrakty będą mieli młodzi zawodnicy. Będziemy się starali grać szybciej.

W tym sezonie waszym znakiem rozpoznawczym była spokojna, kontrolowana gra. Czy to dało efekty?

- W porównaniu z poprzednimi rozgrywkami zrobiliśmy postęp tylko o jedno miejsce, ale zamiast walki o uniknięcie spadku do ostatniej kolejki mieliśmy spokojne utrzymanie. Gdybyśmy grali tak jak na początku sezonu, to w play-off bylibyśmy na pewno. Proszę pamiętać, że mieliśmy jeden z najniższych budżetów w lidze, a na Harringtona stać nas było tylko dlatego, że w składzie mieliśmy kilku juniorów. PBG Basket Poznań dysponowało milionami, ale sezon skończyło za nami. Żal z powodu braku awansu do play-off jednak jest spory, szczególnie że przegraliśmy ze Stalą, którą mogliśmy pokonać.

Polonia 2011 walczy o awans do PLK. Jak ocenia pan pomysł ewentualnej fuzji?

- Dwa lata temu, kiedy oni zaczynali, a my walczyliśmy o przeżycie, spłacając długi, klimatu do porozumienia nie było. Teraz wszyscy chyba do tego dorośli. Od działań organizacyjnych są prezesi - mnie zależy tylko, żeby Polonia była jak najmocniejsza. Pewne jest, że razem z Polonią 2011 mielibyśmy najmocniejszych młodzieżowców w kraju [warszawskie zespoły spotkały się w finale mistrzostw Polski juniorów starszych].