Ostrowski: Śląsk się Legii postawi

Zna ten zespół doskonale, spędził w nim siedem lat. - Nie odpuszczą - mówi o swoich kolegach z Wrocławia pomocnik Legii Krzysztof Ostrowski. W sobotę legioniści zagrają ze Śląskiem.
O transferze 27-letniego pomocnika na Łazienkowską zdecydowała udana runda jesienna. Wystąpił w 16 spotkaniach, w każdym z nich był wyróżniająca się postacią w zespole z Wrocławia, w meczu z Wisłą Kraków strzelił zwycięskiego gola. Wpadł w oko odpowiedzialnemu za transfery w Legii Mirosławowi Trzeciakowi. Dyrektor sportowy warszawskiego klubu nie raz jeździł do Wrocławia przyglądać się mu z bliska. Wysyłał też w tym celu Marka Jóźwiaka.

Dlaczego nie gram? Przez kontuzje i szybką grę.

Kontrakt z Ostrowskim Legia podpisała w styczniu. Piłkarz miał przyjść na Łazienkowską pół roku później, kiedy kończyła się mu umowa ze Śląskiem. Jan Urban, trener Legii nalegał na przyśpieszenie tego transferu, bo potrzebny mu był piłkarz, który mobilizowałby do lepszej gry Macieja Rybusa, był też dla młodego lewego pomocnika alternatywą. Po podpisaniu nowej umowy skomplikowała się też sytuacja Ostrowskiego. Trener Ryszard Tarasiewicz przesunął go do rezerw. Oba kluby porozumiały się. Transfer doszedł do skutku jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej.

Do dziś Ostrowski w Legii nie błysnął. Jest rezerwowym - Czemu nie gram. Bo brakuje formy - przyznał Ostrowski. Tłumaczy się też dlaczego. Nękały go kontuzje, w lutym miał zapalenia ścięgna, niedawno narzekał na ból mięśnia dwugłowego. - Już jestem zdrowy i do dyspozycji trenera - zapewnia piłkarz.

Co jeszcze nie pozwala mu występować w pierwszym składzie Legii. - Gra w Legii wygląda inaczej. Szybciej gra się piłką. Zawodnicy sa też lepiej wyszkoleni technicznie. Przychodząc tutaj musiałem się dostosować to takiej sytuacji - mówi.

Odejścia z Wrocławia nie żałuje. Mimo że w ubiegłym tygodniu świętowałby z kolegami zdobycie Pucharu Ekstraklasy - Tu przecież walczy się o ważniejsze trofea - tłumaczy.

Najmocniejsza jest pomoc

Ostrowski przekonał się o tym na własnej skórze. Jesienią doznał ze swoją byłą drużyną druzgocącej porażki na Łazienkowskiej. Legia pokonała Śląsk aż 4:0. - Staraliśmy się grać otwartą piłkę. Gdy przyjechaliśmy do Warszawy skończyło się wysoką porażką - wspomina.

W sobotę, w meczu rewanżowym legioniści będą musieli przede wszystkim powstrzymać duet braci Janusza i Marka Gancarczyków, grających na obu skrzydłach. - W Śląsku gra się dużo szerzej niż w Legii, ale myślę, że prawdziwą trudność będziemy mieli w środku. Tu rządzi Sebastian Mila, ale bardzo niedocenianym piłkarzem jest Sebastian Dudek. Oni dwaj i Krzysztof Ulatowski tworzą tercet przez który naszym środkowym pomocnikom trudno będzie się przedrzeć - uważa pomocnik Legii. W ataku z rosłymi obrońcami Śląska walczyć będzie prawdopodobnie Adrian Paluchowski, bardziej wątły od silnego Chinyamy. - To dwaj zupełnie inni napastnicy. Takesure bazuje na swojej sile i waleczności, ale Adrian jest bardzo szybki. Niezależnie od tego kto zagra, obrońcy Śląska będą mieli z nim problemy - ocenia Ostrowski.

Teoretycznie jednak Legia nie ma się co bać tego meczu. To spotkanie nie ma dla Śląska żadnej wartości. Wrocławianie mogą być pewni że zajmą na koniec sezonu 6. miejsce, na którym są obecnie. Legia przeciwnie, musi wygrać, jeśli chce liczyć się w walce o mistrzostwo. Traci punkt do prowadzącej Wisły Kraków, a z Lechem przegrywa bilansem meczów.

Sam Ostrowski nie pozostawia złudzeń co do nastroju w Śląsku. We Wrocławiu nie będzie łatwo. Ostrzegali go o tym jego koledzy. - Oni już są nastawieni na ten mecz. Na pewno go nie odpuszczą, a są w trochę lepszej sytuacji. Będą rozluźnieni, a my musimy wygrać. Sądzę, ze Legii może być nawet trudniej niż gdyby Śląsk bronił się przed spadkiem.

1308 - tyle minut w 16 meczach w lidze zagrał jesienią Krzysztof Ostrowski w barwach Śląska

42 - tyle minut zagrał wiosną w Legii w 4 meczach