Piłkarz Polonii z Francji: Od małego uczą nas profesjonalizmu

- Moi koledzy z Polonii mieli i mają za mało treningów, bo nie mogą połączyć szkoły z piłką, tak by trenować po cztery godzinny dziennie - o różnicach w szkoleniu dzieci we Francji i Polsce mówi zawodnik z młodzieżowego zespołu Polonii Loic Lo Bello.
18-letni piłkarz przez 12 lat trenował w uważanych za najlepsze na świecie francuskich szkółkach piłkarskich - w Nicei i Clermont. To w tych centre de formation wychowywał się również nowy reprezentant Polski debiutujący dziś w meczu z Grecją Ludovic Obraniak. Lo Bello ma polskie obywatelstwo, postanowił więc spróbować sił w Polsce. Od kilku tygodni jest zawodnikiem drużyny Młodej Ekstraklasy Polonii. Zadebiutował w poniedziałkowym meczu ze Śląskiem Wrocław wygranym przez "Czarne Koszule" 3:2.

Olgierd Kwiatkowski: Kiedy zaczął pan grać w piłkę?

Loic Lo Bello: Miałem pięć lat. Rodzice zapisali mnie do klubu amatorskiego, po roku wypatrzyli mnie trenerzy Nicei, strzelałem dużo bramek, wyróżniałem się. Od szóstego roku życia byłem zawodnikiem Nicei. W wieku 16 lat przeniosłem się do centre de formation [szkółki piłkarskiej] Clermont Foot. Tam spędziłem ostatnie dwa lata.

Rodzice płacili za pana treningi?

- W Nicei nic. Wszystkie koszty: treningów, wyjazdów, nawet wyżywienia, ponosi klub lub federacja. Wyjazdów na różne turnieje mieliśmy mnóstwo, graliśmy na przykład w Afryce. Tym programem - darmowego szkolenia - we Francji objęte są wszystkie kluby Ligue 1 i większość drugiej ligi. W Clermont rodzice musieli płacić około 80 euro miesięcznie, ale miałem prawo do przelotu samolotem do Nicei raz na sezon. Za przedwczesne zerwanie kontraktu lub za nieprofesjonalne zachowanie klub domaga się zwrotu kosztów wyszkolenia.

Jak wygląda życie młodego piłkarza w centre de formation?

- Od 8 rano do 10 szkoła, potem przez dwie godziny trening, po południu odpoczynek lub odnowa, znów szkoła i od 18 znów trening. Mamy czas na naukę i szkolenie. Trenerzy są w stałym kontakcie z rodzicami. Jeśli jakiś zawodnik nie przyjdzie na zajęcia albo coś przeskrobie, od razu jest telefon od trenera. O 22.30 musi już być zgaszone światło w pokoju.

Nie jest to zbyt drastyczne podejście do młodzieży?

- Od młodego uczy się nas profesjonalizmu, również tego, jak mamy się odżywiać. Jemy głównie makarony i ryby.

Jak długie są przerwy w treningach?

- Dwa tygodnie na święta, ale czasami tylko tydzień. W wakacje najwyżej miesiąc. Trenujemy przez 11 miesięcy w roku.

Dużo uczy się was taktyki?

- Już w szóstym roku życia miałem pierwsze zajęcia taktyczne. Jako obrońca musiałem się nauczyć, jak zachowywać się wobec napastnika, jak ustawiać i poruszać się po boisku, od 12. roku pracujemy intensywniej nad kondycją.

Dużo chłopaków odpada, rezygnuje z treningów?

- Selekcję robi się na zakończenie roku, a nie na początku. Takiemu piłkarzowi daje się ostatnią szansę. Jeśli ktoś odstaje, trenerzy w końcu wykluczają go z drużyny.

Leo Beenhakker mówi, że polskim zespołom młodzieżowym brakuje zaciętych meczów z wymagającymi rywalami. Juniorzy Polonii grają z juniorami Legii tylko dwa razy w sezonie. Beenhakker twierdzi, że tak nie nauczy się ducha rywalizacji.

- Grając w Clermont, miałem w lidze juniorów Marsylię, Lyon, Saint-Etienne, Niceę, Monaco, świetne drużyny z dobrymi szkółkami piłkarskimi. W poprzednim sezonie dwukrotnie grałem przeciw Thimothée Kolodziejczakowi czy też Yannisowi Taferowi, zwanym w Lyonie nowym Benzemą. Obaj są z mojego rocznika, zadebiutowali już w Ligue 1. Mecze z takimi drużynami są ekscytujące i dużo uczą.

Nie przeżył pan szoku, widząc, w jakich warunkach trenuje się w Polsce?

- Jestem wychowankiem Nicei, klubu Ligue 1, który - muszę przyznać - ma jedne z gorszych warunków do treningów. Ziemia w Nicei jest strasznie droga i klubu nie stać na budowę nowoczesnego centrum treningowego. Mimo to mieliśmy do dyspozycji trzy murawy, siłownię, gabinety odnowy biologicznej. Przez ostatnie dwa lata byłem jednak zawodnikiem Clermont. W tym klubie centrum treningowe to bajka, choć i tak nie taka jak w Rennes czy Le Havre, gdzie stworzono najlepsze warunki do treningu dla młodzieży.

Co pana dziwi, gdy porównuje pan piłkarską Polskę i Francję?

- Wielu młodych zawodników w Polonii ma już kontrakty. We Francji jest to nie do pomyślenia. Przed podpisaniem umowy zawodnika sprawdza się przez długi czas. Wielu naprawdę dobrych zawodników zostaje bez klubu i jeżdżą szukać pracy w Europie. Mój kolega z drużyny jest teraz na testach w drugiej lidze włoskiej w Trieście. Myślę, że spokojnie mógłby grać już w polskiej ekstraklasie.

Dlaczego jednak tak bardzo odstajemy od Francuzów, Holendrów, Hiszpanów...

- Moim zdaniem to nie jest kwestia talentu, moi koledzy z Polonii mieli i mają za mało treningów, bo nie mogą połączyć szkoły z piłką, tak by trenować po cztery godziny dziennie. Ja miałem zajęcia dwa razy dziennie po dwie godziny, ponadto wszystko jest idealnie połączone z nauką. Dziś w Polonii mam zajęcia siedem-osiem godzin w tygodniu plus zajęcia indywidualne, a nie jak w Nicei czy Clermont - ok. 15-20 godzin tygodniowo. Trenowałem przez 11 miesięcy, a w Polsce ćwiczy się tylko 8 lub 9 miesięcy. Treningi prowadzone przez Michała Libicha są bardzo interesujące, robimy praktycznie to samo co we Francji, jedyna różnica jest taka, że jest o kilka godzin mniej zajęć w tygodniu. Podoba mi się jednak to, że sztab szkoleniowy nie zmusza nas za wszelką cenę do zwycięstw - choć wygraliśmy oba mecze - na tym poziomie nie jest to ważne, dziś mamy się jak najwięcej nauczyć.

Będzie pan oglądał mecz reprezentacji Polski, w którym zadebiutuje Ludovic Obraniak?

- Oczywiście. Obraniak to najlepszy przykład na to, jak działają francuskie szkółki piłkarskie. Myślę, że dlatego dziś zagra w reprezentacji Polski. Nie miał szans na powołanie od Raymonda Domenecha, bo jest zawodnikiem Lille, małego klubu. We Francji trenerzy patrzą raczej na te wielkie zespoły: Marsylię, PSG, Bordeaux. Pamiętam, że kiedy był jeszcze w Metz, chciała go Nicea, mówiło się też o jego transferze do Anglii i Hiszpanii. Ma jeszcze czas, by trafić do wielkiego klubu.

Grał pan przeciw Kolodziejczakowi, lewemu obrońcy z polskimi korzeniami. Nadałby się do reprezentacji Polski?

- Świetny piłkarz. Nie sądzę, żeby Francuzi go wypuścili, jest w młodzieżówce, gra w Lyonie. Jeżeli w Polsce brak lewych obrońców, to na pewno wypełniłby lukę.

Jak to się stało, że wychowanek jednej z najlepszych na świecie szkółek piłkarskich trafił do Polski?

- Jestem Polakiem wychowanym we Francji. Moja mama jest Polką, wyemigrowała przed laty z dziadkiem. Dziadek Aleksander Gediga był trenerem siatkówki, z AZS AWF Warszawa kilka razy zdobył mistrzostwo Polski. Byłem w Warszawie wielokrotnie. Bardzo mi się tu podoba, nadal mieszkają tu moja babcia i wujek. Dostałem ofertę z Polonii. Dwa lata temu Michał Libich, wtedy pracujący w młodzieżowej reprezentacji, dziś trener Młodej Ekstraklasy Polonii, powołał mnie na konsultację kadry. Zapamiętał mnie i znowu mnie powołał, tylko że do Polonii.

Nie miał pan propozycji z Francji?

- W poprzednim sezonie trenerem drugoligowego Clermont był Didier Olle-Nicole. Często oglądał nasze treningi. Powiedział mi, że przejdę do pierwszej drużyny, ale odszedł do Nicei. Nie było już chłopaków z mojego rocznika, postanowiłem gdzieś się ruszyć. Ciągnęło mnie do Polski. Postanowiłem spróbować.

Liczy pan na to, że dostanie się do pierwszej drużyny?

- Jeśli będę uczciwie pracował, to na pewno. Mam jeszcze na to czas.

Polonia gra do końca 3:2 ze Śląskiem - czytaj tutaj »