Przyjdźcie na Polonię, bo rugbiści nie udają

W niedzielę w Warszawie wielkie święto rugby, mecz Polska - Czechy w eliminacjach do Pucharu Świata. - Przyjdźcie i dopingujcie, a się nie zawiedziecie. Każdy z chłopaków da z siebie tyle, ile może - zapewnia Grzegorz Kacała, polska gwiazda tego sportu
Rugby zarazi każdego - czytaj na blogu Przemysława Iwańczyka »

Mecz na stadionie Polonii rozpocznie się o godz. 15 (transmisja od godz. 14.30 w Polsacie Sport Extra). Polacy zajmują drugie miejsce w Dywizji 2A. Jeśli chcą marzyć o dalszej walce o występ w Pucharze Świata, muszą wygrać wszystkie mecze eliminacyjne i liczyć na potknięcie Ukraińców, z którymi biało-czerwoni przegrali dwa razy.



Przemysław Iwańczyk: Co robi obecnie polski rugbista wszech czasów?

Grzegorz Kacała: Jadę do Warszawy. W niedzielę w południe Lechia Gdańsk, której jestem trenerem, zagra w Pucharze Polski ze Skrą. Później, najszybciej, jak tylko będę umiał, przemieszczę się na stadion Polonii, gdzie mam zamiar zagrać w zespole Barbarians. Chciałbym przypomnieć się kibicom, zwłaszcza tym, którzy są z rugby od niedawna. To tylko pokazowe spotkanie, bo przecież najważniejszym punktem imprezy przy Konwiktorskiej będzie mecz Polska - Czechy w eliminacjach do Pucharu Świata.

Rugby to w Polsce sport niszowy. Jak zachęci pan warszawiaków, by przyszli na stadion?

- Gra reprezentacja, orzełek, biało-czerwony strój, wiadomo. Do tego nieudawana walka twardych jak tury facetów. Czy trzeba dodawać coś więcej?

Mam nadzieję, że będzie to przynajmniej tak samo wielkie widowisko jak w maju, kiedy rugbiści zagrali na Polonii po raz pierwszy. Widziałem mnóstwo ludzi, którzy nie mieli dotąd naszego sportu, a obserwowali rugbistów z wielkim podziwem.

O szansach polskiej reprezentacji na awans do Pucharu Świata 2011 nie bardzo chcę mówić, bo tak po prawdzie są one już niewielkie. Nie spodziewam się, żeby prowadząca w tabeli naszej grupy Ukraina dała się wyprzedzić. Ale przecież rzecz nie tylko w awansie. Chodzi o dobrą zabawę, wspaniałą walkę, bo to - jestem w stanie zaręczyć - na pewno zobaczymy. To będzie kawał wielkiego sportu.

Jak zmieniło się polskie rugby, odkąd skończył pan karierę?

- Zmieniło się wiele: rugby zainteresowały się media, kiedy gra kadra, na stadiony ściągają tysiące widzów. Sportowo reprezentacja jest bardziej poukładana taktycznie, zawodnicy są lepiej wyszkoleni technicznie. Ale za to odstajemy fizycznie od rywali, nawet tych, z którymi Polska mierzy się w grupie eliminacyjnej. Kiedyś było odwrotnie - były same chłopy na schwał, choć nie zawsze umieli poprawnie podać piłkę. Dziś, prowadząc Lechię, lidera ekstraklasy, nie mam żadnego gracza powyżej 190 cm wzrostu. Dla mnie przykładem rugbisty, jakich potrzebujemy, jest Kacper Ławski z Budowlanych Łódź. Zobaczymy go zresztą w niedzielę w akcji. Wysoki, potężnie zbudowany, dobrze wyszkolony technicznie.

Tak szczerze - wierzy pan, że kiedyś awansujemy do finałów Pucharu Świata?

- Trudne pytanie, bo ja chcę, pan chce, trener kadry Tomasz Putra chce, ale czy wszyscy inni chcą tego naprawdę? Mówić a robić to dwie różne sprawy. To nie jest tak, że zbiera się zespół, pstryk, i mamy zespół na Puchar Świata. Potrzebny jest plan - szkoleniowy i finansowy. Portugalczycy, których odwiedzałem przy okazji różnych sympozjów, w 2001 r. dali sobie 10 lat na awans do największej imprezy w rugby. Wszystko temu podporządkowali i byli w tym tak zdeterminowani, że już w 2007 r. wystąpili w Pucharze Świata. U nas na razie nie ma planu. Są tylko zawodnicy pochodzący z Francji, na których trener Putra buduje kadrę. Gdyby nie oni, nie byłoby nawet takiego wyniku jak teraz. Nasi zawodnicy są jeszcze za słabi na ten poziom.

Szczerze mówiąc, pewnie łatwiej byłoby się dostać do mistrzostw świata w rugby siedmioosobowym, które stało się dyscypliną olimpijską. Ale zróbmy coś z tym, żeby tam się dostać, przygotujmy jakiś plan. Bo ucieknie nam parę lat do 2016 r., kiedy w Rio de Janeiro odbędą się igrzyska, i znów będziemy biadolić nad straconą szansą. Samo się nie zrobi, nikt kasy na stół nie wyłoży i nie powie: macie.

Taki mecz jak Polska - Czechy może zwrócić uwagę sponsorów. Widzi pan w tym szansę?

- Pewnie. Kibice też mogą być kopem dla zawodników. Przyjdźcie - i zwracam się z tym apelem nie tylko do mieszkańców Warszawy - dopingujcie, a się nie zawiedziecie. Każdy z chłopaków da z siebie tyle, ile może, nikt nie przejdzie obok gry. Stwórzmy angielski model social rugby, wokół którego buduje się społeczność. Później zastanówmy się, jak osiągać sukcesy.

Wioślarze czy siatkarze - Wybierz Sportowe Przeżycie 2009 »


Zobacz także
  • Wydarzenie roku w rugby: powrót Jonny Wilkinsona!
  • Rugby. Smutek Anglików na Twickenham. Czarna armia pobiła Wilkinsona
  • Mecz rugby Polska - Belgia na stadionie Polonii Warszawa Młoda Ekstraklasa kontra rugby. Polonia przegra walkowerem