Claro que si

Zielono mi. Felieton Rafała Zarzyckiego
Mimo ogólnego narzekania muszę przyznać, że mecz z Wisłą mi się podobał. Było to najbardziej wartościowe zwycięstwo ligowe od 1997 roku. A że poziom był nie najwyższy? Co z tego. Legia miała nóż na gardle, było jej znacznie trudniej niż gospodarzom, a mimo to przywiozła trzy punkty.

Nigdy nie zrozumiem dlaczego ta drużyna traci tak wiele swojej wartością grając poza Łazienkowską, ale akurat z Wisłą nie oczekiwałem niczego więcej. Podobało mi się że trener właściwie ustawił drużynę. Po raz kolejny pokazał swoją wyższość taktyczną nad Maciejem Skorżą. A to, że Giza czy Smoliński po udanym odbiorze w wielu przypadkach nie potrafili celnie podać piłki to już nie Urbana wina. Gdyby jacyś bardziej kumaci goście mieli z Wisłą tyle przechwytów w środku, to by ją zlali jak juniorów. Niestety Legia jest niechlujna, trwoni ciężką pracę w defensywie poprzez wiele niewymuszonych strat i obawiam się, że w obecnym składzie nie stanie się nagle bardziej odpowiedzialna. Zbyt wielu piłkarzom brakuje regularności i zdolności utrzymywania formy na przyzwoitym poziomie przez kilka meczy z rzędu. Jak który dobrze gra do przodu to szwankuje przy odbiorze, jak walczy w defensywie, to nie umie celnie kopnąć piłki 10 metrów do przodu. I tak w kółko.

Jednym z chlubnych wyjątków jest Inaki Astiz. Wiele razy zastanawiałem się jak to możliwe, że taki gość z rezerw przeciętnego klubu może być tak jasno świecącą gwiazdą w Legii. Myślę, że kluczem jest koncentracja. Kilka razy przyglądałem się Hiszpanowi, co robi kiedy piłka jest daleko z przodu w posiadaniu jego kolegów. I zauważyłem jak mądrze się przesuwa, jak stara się przewidzieć bieg wypadków i ustawić się tak, aby w razie niebezpieczeństwa być we właściwym miejscu. On po prostu cały czas czyta grę. Bardzo rzadko się zdarza aby się "obciął", źle obliczył lot piłki albo szybkość przeciwnika. Oczywiście mecz z Jagielonią niezbyt mu wyszedł, ale wynikało to raczej ze zbyt wysokiego ustawienia całej drużyny i braku skutecznego pressingu na obsługujących Grosickiego piłkarzy. Poza tym bardzo cenię sobie w Hiszpanie regularność i to że mimo iż gra w Legii to jest wciąż zdrowy (odpukać w niemalowane). Bardzo chciałbym zobaczyć w jakimś sparingu, jak by się spisał jako defensywny pomocnik.

Przykład Astiza pokazuje jak, stosunkowo niewielkim kosztem, zwiększyć jakość drużyny. Wielka szkoda, że zeszłoroczny zaciąg hiszpański okazał się tak tragiczny. Cóż, nie każdy Hiszpan to Astiz. Ale nie przekreślał bym tej drogi wzmacniania składu. W końcu Kalu Uche też został wynaleziony w rezerwach - tyle że Espanolu. Na miejscu Legii zastanowił bym się nad zatrudnieniem jakiegoś stałego współpracownika właśnie na półwyspie Iberyjskim, który stworzył by bazę 100 Astizo-podobnych. Jeśli podejść do tematu naprawdę profesjonalnie i spokojnie (nie załatwiać piłkarzy w ostatniej chwili) przyjrzeć się dokładnie rezerwom, drugiej a nawet trzeciej lidze, to bez specjalnego napinania się finansowego można z Hiszpanii czerpać pełnymi garściami. Trzeba po prostu uniezależnić się od pośredników, zapomnieć podejmowaniu decyzji na podstawie jednego czy dwóch meczy, znaleźć lokalnego skauta, godnie go opłacić i spokojnie czekać. Jestem przekonany że za 2-3 lata inwestycja się zwróci. Inaki Astiz to najlepszy transfer Legii (stosunek jakość/cena) od wielu lat. Czy 2-3 piłkarzy o podobnej klasie wzmocniłoby Legię? Oczywiście że tak.