Sport.pl

Koszykarz roku 2009 w Warszawie: Leszek Karwowski wersja 2.1

W 2006 r. miewał stany depresyjne i był bliski zakończenia kariery. Teraz kipi energią i jest czołowym podkoszowym PLK. ?Gazeta? wybrała Leszka Karwowskiego na najlepszego koszykarza Warszawy.
Karwowski, skrzydłowy Polonii 2011, wydatnie pomógł drużynie w awansie do ekstraklasy, w której jest jej najlepszym podkoszowym. W wieku 35 lat zdobywa po 13,8 punktu, ma po 5,6 zbiórki oraz 2 bloki na mecz. - Jestem już w procesie kończenia kariery, ale on nie wyklucza postępu - mówi Karwowski, rozmówca fascynujący.

Łukasz Cegliński: Cztery lata temu Polonia wpadła w długi i nie płaciła zawodnikom. Powiedział pan niedawno o tym okresie: "czas osobistej transformacji". Dlaczego?

Leszek Karwowski: Jestem człowiekiem ułożonym, dbam o rodzinę i oczekuję regularnych pensji, aby zapewnić jej spokojne funkcjonowanie. W 2006 r. moje konto zostało jednak wyzerowane, bo Polonia nie płaciła, a ja musiałem płacić podatki i realizować wystawiane faktury. Zadłużyłem się, wpadłem w stany depresyjne. Było ze mną źle, a przełom nastąpił w nietypowej sytuacji - zmieniałem uszczelki w kabinie prysznicowej, zdjąłem drzwi i tafla z hartowanego szkła pękła mi w rękach, mimo że nie zrobiłem żadnego ruchu. Pomyślałem wtedy, że jeśli nic ze sobą nie zrobię, to polecę w dół na dobre. Akurat wtedy powstawała Polonia 2011, która stawia na rozwój koszykarski i Leszek Karwowski zaczął przy okazji rozwój osobisty. Teraz cieszę się, że doświadczyłem tamtego stanu. Dzięki tym problemom zrozumiałem, co jest w życiu ważne.

Szkło pękło, Leszek Karwowski się zmienił. Jak?

- Bardzo pomógł mi Walter Jeklin, który nie tylko jest prezesem mojego klubu, ale także bardzo mi bliską osobą. Tamtego dnia jechał do Słowenii, ale przyjechał do mnie i przegadaliśmy całą noc. Krok po kroku zacząłem zajmować się programowaniem neurolingwistycznym, potem ezoteryką. O swojej przemianie mógłbym napisać książkę.

Na czym polega programowanie neurolingwistyczne?

- Programowani jesteśmy od małego - przez rodziców, nauczycieli, cały świat. Ktoś ci mówi, że nie dasz rady czegoś zrobić i choć na co dzień tego nie pamiętasz, to ta informacja tkwi w mózgu niczym na twardym dysku. Nagle, nie wiedzieć czemu, ona do ciebie dociera i stajesz pod ścianą, nie możesz uporać się z problemem. Programowanie neurolingwistyczne polega na tym, że te zapisy w głowie zmieniasz. To działa.

Pan się przeprogramował?

- Można tak powiedzieć, to moja pasja. Przez rok nie oglądałem telewizji, nie odbierałem mediów. Zacząłem czytać książki o samodoskonaleniu - w ciągu trzech lat przeczytałem ich ponad 100.

Ale Pearl Jam ciągle pan słucha?

- Oczywiście. Nie mogę się doczekać 1 lipca, kiedy ten zespół wystąpi na Open'erze w Gdyni, choć zaliczyłem już dwa koncerty Pearl Jam. Słuchanie muzyki może wprowadzić cię w odpowiedni stan, ale czując się dobrze, możesz nieświadomie odbierać negatywny przekaz muzyczny płynący ze słów. Ja umiem to zatrzymać, choć akurat ostatnia płyta Pearl Jam jest totalnie pozytywna.

Cofnijmy się o 20 lat - co robi 15-letni Leszek Karwowski?

- W starszych klasach podstawówki regularnie uprawiałem kajakarstwo w Sparcie Augustów, choć chodziłem do szkoły o profilu koszykarskim. Moja wychowawczyni Jadwiga Rolska uczyła się koszykówki w USA, a potem doświadczenia przekazywała nam. Lewy i prawy dwutakt czy piwot w moim wykonaniu to jej zasługa. Koszykówkę wówczas czułem, ale wyjątkowa dla mnie nie była. Kajakarstwo, sport indywidualny, budował inną siłę, wydolność.

Na dodatek pana krajanami byli Marek Twardowski i Adam Wysocki [mistrzowie świata z 1999 r.].

- Marka nie znam, ale Adam chodził do tej samej szkoły, a nade mną mieszkał juniorski mistrz świata z 1989 r. Marek Kotarski. Ja sukcesów nie odnosiłem, to mój brat był czwarty w Polsce.

Dlaczego koszykówka, a nie kajaki?

- W telewizji zaczęto puszczać pierwsze mecze NBA, zakochałem się w Scottiem Pippenie, a wakacje przed szkołą średnią urosłem 15 cm. Rok później przeprowadziliśmy się do Białegostoku i pojechałem na obóz z Instalem. Zaakceptowano mnie, mieliśmy bardzo fajną grupę, wciąż utrzymujemy ze sobą kontakty.

W wieku 20 lat przeszedł pan do Mazowszanki Pruszków.

- Graliśmy z nimi sparing i trener Adam Wielgosz spytał mnie, czy nie przeszedłbym do ich klubu. Potem meczami o awans do ekstraklasy z AZS Toruń zapowiedziałem rodzicom, że jak się nie uda, to ja wyjeżdżam grać w ekstraklasie. Odpadliśmy i doszedłem do porozumienia z trenerami Jackiem Gembalem i Krzysztofem Żolikiem. Zmieniłem Białystok na Pruszków.

Po pierwszym sparingu w Mazowszance "Gazeta Wyborcza" pisała o panu: "Zaprezentował wiele udanych akcji, walczył pod koszem, czapował rywali, efektownie kończył kontrataki, a nawet celnie rzucał z dystansu". Czy nie przypomina to panu Jarosława Mokrosa, z którym teraz gracie razem w Polonii 2011?

- Coś w tym jest, bo nawet pochodzimy z rodzin o podobnej strukturze - jesteśmy najmłodszymi, ale najwyższymi z braci. Charakterologicznie siebie przypominamy, jesteśmy walczakami.

Kim pan jest w Polonii 2011 dla tych koszykarzy z roczników 1986-91?

- Nie stawiam się ponad nimi, wręcz odwrotnie. Pcham ich do góry, wolę ich wspierać, niż to oni mieliby mnie swoim ciężarem spychać w dół.

Ochrzania ich pan na boisku, ale w dość spokojny sposób.

- Trzy lata temu było dużo ostrzej, ale teraz, po mojej przemianie, faktycznie zachowuję się inaczej. Krzyk, krytyka w ostrej formie może powodować blokadę u tego, kto popełnia błędy, a to negatywnie przełoży się na zespół. Lepiej tłumaczyć i pokazywać lepsze rozwiązania.

Czy samodoskonalenie Leszka Karwowskiego dotyczy także koszykówki?

- Pewnie. Łatwiej mi sobie zaprogramować nieznany mi dotychczas ruch danego zawodnika. Modeluję go w głowie i wiem, jak reagować w następnym meczu. Vladimir Tica z AZS Koszalin bardzo fajnie pokazał mi na jednym z turniejów, jak ustawiać się pod koszem. Zapamiętałem to, próbuję go naśladować, widzę skutki. Jestem świadomy każdego ruchu i się rozwijam. Nie słucham tych, którzy mówią, że jestem już stary.

Trzy lata temu, kiedy Polonia 2011 zaczynała od II ligi, wydawało się jednak, że to początek emerytury Karwowskiego. W wieku 35 lat jest pan tymczasem czołowym podkoszowym ekstraklasy.

- Słucham swojego organizmu i pogodziłem się z tym, że on pewnego dnia powie: "Słuchaj, Lechu, nie damy już rady". Dla mnie to nie będzie katastrofa. Jestem już w procesie kończenia kariery, ale nie wiem, ile on będzie trwał. Ten proces nie wyklucza jednak postępu.

W tym sezonie jest pan najlepszym blokującym i czołowym obrońcą ligi. A może najlepszym?

- Zawsze byli zawodnicy lepsi ode mnie - kiedyś rywalizowałem z Dominikiem Tomczykiem, Adamem Wójcikiem czy Mariuszem Bacikiem, teraz są inni. W 2002 r. przeszedłem operację, po której wszedłem na solidny poziom w zdobywaniu punktów i zbiórek. Byłem tak regularny, że aż się rzygać chciało, ale specjalnie doceniany nie byłem. Kiedyś mnie to bolało, ale dzisiaj się z tego śmieję. Mogę sobie pozwolić na to, żeby mówić o sobie jako o najlepszym obrońcy ligi. Do każdego meczu przygotowuję się pod kątem zawodników, z którymi będę walczył. Oglądam wideo, obserwuję ich mocne i słabe strony. Na boisko wychodzę bardzo dobrze przygotowany przez trenerów i przez samego siebie.

W klubowym folderze napisał pan, że koszykarzem, którego pan podziwia, jest Leszek Karwowski.

- Dokładnie. Jak stanę obok samego siebie, to widzę, że jestem fajnym gościem. Pomagam innym, wspieram drużynę, gram dobrze. Dlaczego nie wzorować się na sobie? Jak wgłębimy się w duchowość i dojdziemy do tego, że wszystko wokół jest iluzją, to kogo mam podziwiać, jak nie siebie?

Czy Polonia 2011 utrzyma się w ekstraklasie?

- Rok temu byliśmy na fantastycznym obozie integracyjnym, na którym za cel postawiliśmy sobie awans do ekstraklasy. Dzięki temu trenowało i pracowało się lepiej, plan zrealizowaliśmy. Przed obecnym sezonem tak kategoryczni nie byliśmy i przeszliśmy obok tematu - może się utrzymamy, a może nie. Dlatego przed świętami spotkaliśmy się jeszcze raz i założyliśmy sobie konkretnie, że potrzebujemy tyle i tyle zwycięstw.

Ile?

- To tajemnica, która spaja wtajemniczonych.

Trener Mladen Starcević powiedział, że cztery.

- To jest pesymistą. Nasz cel jest wyższy - po pierwszej rundzie wiemy, z kim możemy wygrać.

1 stycznia kończy pan 35 lat. Czy to ma jakieś znaczenie?

- Są mistycy, którzy mówią, że ludzkie charaktery, życia zmieniają się co siedem lat. Ja siedem lat temu miałem poważną kontuzję kolana - życie pokazało mi, żebym zaczął się nad nim zastanawiać, i może wtedy miał miejsce początek mojej zmiany. Zobaczymy, co się teraz wydarzy. Jestem doradcą finansowym, kończę podyplomowe studia na SGH, w lutym bronię pracę. Doradzam ludziom w wyborze programów inwestycyjnych, bo w bombardowaniu informacji z mediów bywamy zagubieni i w związku z tym zamierzam zająć się edukacją finansową, która stoi u nas na słabym poziomie. A na razie miło sobie rozmawiamy, zaraz jadę na fantastyczny obiad z żoną i gra gitara.

Leszek Karwowski

Urodził się 1 stycznia 1975 roku w Augustowie. Mierzy 205 cm wzrostu, waży 98 kilogramów. Karierę zaczynał w Instalu Białystok (1992-95), a potem grał w Pruszkowie (1995-2000), Czarnych Słupsk (2000-01) i Polonii Warszawa (2000-06). Od czterech sezonów reprezentuje Polonię 2011, z którą przebił się z II ligi do ekstraklasy.

Wyróżnienia 2009

MICHAEL ANSLEY - Sezon 2009/10 środkowy Polonii Azbud zaczął źle i szybko odszedł do Sportino Inowrocław, ale na początku roku 42-letni "Big Mike" grał wyśmienicie. 7 lutego, dzień przed 42. urodzinami, rzucił 37 punktów Basketowi Kwidzyn, potem 26 Prokomowi i 22 Czarnym Słupsk.

DARDAN BERISHA - pół Polaka, pół Kosowianina z Polonii 2011 wyróżniamy po raz drugi z rzędu. 21-letni rzucający był głównym konkurentem Karwowskiego do zdobycia tytułu Koszykarza Roku, ale nie został nim, bo jest mniej regularny. Berisha potrafi porwać serią fantastycznych trafień, aby chwilę później stracić piłkę, co kosztuje zespół wygraną. Jest jednak zawodnikiem, który za kilka lat może zgarniać wyróżnienia ponadregionalne.

MAGDALENA BIBRZYCKA - symboliczne wyróżnienie dla koszykarek Blach Pruszyńskich Lidera Pruszków, które w kwietniu awansowały do ekstraklasy. Z drużyny, która wywalczyła promocję, pozostało sześć zawodniczek, a najlepsza z nich jest 21-letnia Bibrzycka - siostra Agnieszki, najlepszej polskiej koszykarki. Młoda "Biba" w styczniu przejdzie operację pleców. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!

TOMASZ BRIEGMANN - Znicz Basket Pruszków w poprzednim sezonie ledwo utrzymał się w I lidze, teraz walczy o awans do play-off. 34-letni Briegmann przez cały rok był jednym z największych atutów pruszkowskiej drużyny.

Koszykarz roku



rokzawodnik
2008Greg Harrington (Polonia)
2007Grady Reynolds (Polonia)
2006Łukasz Koszarek (Polonia)
2005Łukasz Koszarek (Polonia)
2004Eric Elliot (Polonia)
2003Walter Jeklin (Polonia)
2002Walter Jeklin (Polonia)
2001Tomasz Suski (Pruszków)
2000Mariusz Bacik (Pruszków)
1999Katarzyna Dulnik (Polonia)
1998Piotr Szybilski (Pruszków)