Sport.pl

Gdybym był krokodylem

Zielono mi. Felieton kibica Legii
O tym, że zima będzie dla Legii niezbyt udana, byłem przekonany już przed sylwestrem. Ostatnie dobre zimowe transfery Legii to import Rogera i Edsona. Wtedy jednak wszystko było jasne już w grudniu i piłkarze mieli wystarczająco dużo czasu, żeby wkomponować się w zespół.

Od tamtej pory zimą nikt mocarny Legii nie zasilił. Informacje o wunderwaffe mającym pojawiać się na kolejnych testach były miłym, lekkim przerywnikiem zimowego smutku posiadającym taki sam ciężar gatunkowy jak newsy o nowo narodzonym, dwugłowym cielęciu bądź lądowaniu UFO. Nawet jeśli gracze, którzy byli testowani przez trenera Urbana robili potem jakieś kariery, to nie w Legii, ale w innych klubach, gdyż żaden z nich trenerowi nie przypadał do gustu. Może gdyby w Afryce bardziej popularne było nazwisko Giza, to jacyś gracze mieliby szanse na angaż w klubie. Tak, niestety, nie jest.

Zdziwiła mnie za to aktywność "last minute" i informacje o wielkich pieniądzach szykowanych na Chorwata z Dynama Zagrzeb. Niestety, kontrahenci nie zgodzili się na 50-procentową obniżkę ceny wywoławczej i z transferu wyszły nici. Okazuje się, że kluby starają się sprzedawać dobrych piłkarzy jak najdrożej. Zawierają z nimi na czas kontrakty i mogą dyktować ceny. Jednym z nielicznych wyjątków jest Legia, która właśnie oddała za darmo swojego naj, naj, najlepszego piłkarza. Nie podzielam optymizmu prezesa Miklasa twierdzącego, że takie jest życie i raz się kogoś za darmo oddaje, a raz bierze. Oddaje i owszem - Lewandowskiego i Muchę. Ale bierze? Hm... Descarga!? Naprawdę trudno jest zrozumieć politykę transferową Legii. Może dlatego, że trudno zrozumieć coś, czego nie ma.

Nie ma również komunikacji między ważnymi osobami w klubie. Piłkarz Kumbev, jak twierdzi, udał się na testy za zgodą Legii, po czym został ukarany przez trenera tegoż samego klubu. O co w tym chodzi? Czy traktowanie Kumbeva jak śmiecia to najlepsza droga do budowania wizerunku klubu? Czy nawet jeśli zawinił, trzeba było robić skandal na lotnisku, zamiast wysłać go do Polski cichcem następnym samolotem z Cypru pod byle jakim pozorem? Zgoda, Kumbev nie jest podstawowym piłkarzem, ale to wciąż legionista, któremu należy się godne traktowanie. Być może nadejdzie taki dzień, że Kumbev w jednym meczu będzie bardzo potrzebny (zdarzyło się to już jesienią), czy po tym wszystkim będzie chciał poświęcać się dla trenera? Jeżeli nawet istnieją jakieś tarcia na linii Urban - Trzeciak - Miklas, to niech panowie załatwiają sprawy między sobą, a nie wykorzystują do tego piłkarzy. A trener niech zaprzestanie szerzenia folkloru, tylko zachowuje się przyzwoicie, nawet jeśli nikt mu jeszcze nie wytłumaczył, co to jest Legia.

Myślicie, że Phil Collins był pierwszym perkusistą, który po pewnym czasie zajął się muzyką popularną? Nic bardziej błędnego. Długo przed łysym Philem mieliśmy naszego, rodzimego Andrzeja Dąbrowskiego. Będąc świetnym bębniarzem jazzowym, zajął się śpiewaniem popu. Na stronie B jego singla "Spotkanie z Marią" znajduje się kompozycja "Gdyby dyrygent był krokodylem". Opowiada historię o tym, jak sfrustrowany dyrygent dokonuje rzezi na swojej fałszującej orkiestrze, pożerając wszystkich muzyków. Oglądając pierwsze 60 minut meczu z Cracovią, po raz pierwszy w życiu żałowałem, że nie jestem krokodylem.