Mucha: Grałem do końca

- Poziom Legii musi pójść do góry. Ta drużyna jest skazana na grę o mistrzostwo i puchary. Trzeba kupić dobrych i porządnie opłacanych piłkarzy - mówi Jan Mucha.
Po mistrzostwach świata reprezentant Słowacji przechodzi do angielskiego Evertonu. Z Legią pożegnał się meczem z GKS Bełchatów. Na Łazienkowskiej Słowak spędził pięć lat, zdobył Puchar Polski i Superpuchar.

Robert Błoński, Kuba Dybalski: Pięć lat w Legii i...?

Jan Mucha: ...i wystarczy (śmiech). Czułem się tu świetnie, ale przyszedł czas na zmianę. Zawsze chciałem grać w lidze angielskiej. Oferty z Evertonu się nie odrzuca.

Jako jedyny nie musisz się wstydzić występów w ostatnich meczach Legii. Chyba nie przypuszczałeś, że w takich okolicznościach pożegnasz się z Warszawą.

- Kiedy wychodzę na boisko, zawsze chcę wygrać. Nie wierzę, że z moimi kolegami było inaczej. Nie tylko te ostatnie mecze, ale w ogóle cały sezon był nieciekawy. Niczego nie wygraliśmy, a czwarte miejsce to porażka.

Mecze z Wisłą i Polonią były tragiczne.

- Były, ale ja nie oceniam kolegów. I tym bardziej nie będę ich krytykował. Ja grałem do końca, starałem się i angażowałem na maksa. Zależało mi bardzo, na mecz z wicemistrzem Polski przyjechał trener bramkarzy Evertonu Chris Woods. Potem poszliśmy na kolację. Nie chcę powtarzać tego, co mówił o poziomie meczu. Bo nie tylko my, ale i Wisła zagraliśmy słabo. Woods mówił, że to był poziom najwyżej trzeciej ligi angielskiej i dopytywał się, czy to naprawdę były dwa czołowe kluby ligi.

Jak ocenisz poziom ekstraklasy?

- Jest słaba. Tak samo jak słowacka. To dwie naprawdę bardzo słabe ligi. Tylko że wy macie to szczęście, że organizujecie Euro 2012 i powstają piękne stadiony. Ludzie odpowiedzialni za polską piłkę muszą szybko zrozumieć, że w porównaniu np. z Anglią jesteśmy minimum 50 lat do tyłu. Nie mówię tego, bo jestem taki dobry, ale po to, by ludzie zrozumieli, że piłka nożna to najpiękniejsza gra na świecie. W Polsce jest numerem jeden i chciałbym, żeby poziom się podniósł.

Co dalej z Legią? Ośmiu piłkarzom skończyły się kontrakty, przychodzi nowy trener, który będzie musiał zbudować nową drużynę na ruinie starej. Ostatnie trzy lata były stracone?

- Wierzę, że powstanie silna Legia. Dla mnie nie ma innej opcji. To zespół skazany na grę o mistrzostwo i puchary. Mam nadzieję, że wkrótce skończą się problemy wokół klubu, że wróci normalność. O kibicach się nie wypowiadam, nigdy nie miałem z nimi problemów Nigdy nic złego na temat swój czy swojej gry nie usłyszałem. Ale mamy XXI wiek i to, co się dzieje na Łazienkowskiej, to nie są normalne standardy. Chciałbym kiedyś przyjść na Legię z synem i spokojnie obejrzeć mecz.

A może przyczyną kiepskiego sezonu była słabość drużyny? Ty dostałeś ofertę z Evertonu, pozostali legioniści mogą pomarzyć o jakimkolwiek zainteresowaniu zagranicznych klubów.

- Od oceniania są trenerzy działacze i dziennikarze. Ale nie oszukujmy się. Nie trafiłem do Evertonu z Legii, tylko z reprezentacji. Skauci Evertonu widzieli mnie w sześciu meczach: pięciu w słowackiej kadrze i jednym ligowym z Arką [1:0], w którym miałem dwa wybicia i raz wyskoczyłem do dośrodkowania. Kadra jest najważniejsza, nawet jeśli dwa lata temu byliśmy na 69. miejscu w rankingu FIFA. Teraz jesteśmy na 27.

Od dawna było w Legii tak, że gdy odchodził jakiś bramkarz, to w klubie był jego następca. Ty byłeś przygotowany, by zastąpić Fabiańskiego, który z kolei wskoczył do bramki po Borucu itd. Teraz jasnego zastępstwa nie ma.

- Nie do końca tak było. Pamiętam, że kiedy wchodziłem do bramki Legii, wszyscy dookoła mówili, że nie mam szans, by bronić w Legii, że się nie nadaję. Nie skreślajmy młodych chłopaków. Skaba, Machnowski i Gostomski mają czystą kartę. Jeśli ktoś przyjdzie na moje miejsce, będzie musiał walczyć o miejsce. W Młodej Ekstraklasie broni Kuba Szumski. Świetny chłopak, talent ma ogromny. Ale Legia to specyficzny klub. Masz jedną szansę i musisz ją wykorzystać. Inaczej odchodzisz.

Łukasz Fabiański też odchodził jako najlepszy bramkarz ligi, w Arsenalu wiedzie mu się średnio. Za sobą ma słaby sezon. Nie boisz się podobnego scenariusza?

- Idę do Evertonu walczyć o miejsce z Amerykaninem Timem Howardem. Fajny chłopak, poznaliśmy się, kiedy byłem w Anglii w maju. Łukasz to świetny gość i jeszcze lepszy bramkarz. Nie jest łatwo wejść do bramki Arsenalu i bronić po dwóch latach siedzenia na ławce. To nie liga polska. Anglia to zupełnie inne wymagania, poziom i obciążenie. Wierzę, że "Fabian" się odrodzi.

Zimą nie było już szans na przedłużenie kontraktu z Legią, ale czy gdyby półtora roku temu klub zaproponował podobne warunki, zgodziłbyś się?

- Tak. Chciałem przedłużyć umowę chyba dwa lata temu, ale klub nie był zainteresowany i nie był w stanie spełnić moich oczekiwań. A chciałem mniej, niż mi oferował zimą. Potem przyszła oferta z Evertonu. Przedłużenie umowy zimą i tak nie miałoby znaczenia. Na podstawie prawa Webstera zawodnik, który skończył 28 lat, może odejść z klubu po trzech latach. Cieszę się, że w Legii są normalni ludzie. Nie wysłali mnie do rezerw, choć wiedzieli, że odchodzę. W Polsce to się zdarza.

Żałujesz, że nie zabierzesz ze sobą do Evertonu trenera Krzysztofa Dowhania?

- W Evertonie też jest bardzo dobry trener bramkarzy, były reprezentant Anglii Chris Woods. Dużo jeździ po świecie. Mówi się, że Anglicy nie umieją szkolić bramkarzy. W Legii jest inaczej. Szkoda, że rozstaję się z trenerem Dowhaniem, ale takie życie. Na pewno nie zerwiemy kontaktu. Będę odwiedzał Legię, więc kontakt się nie urwie. Zawdzięczam mu bardzo dużo.

To prawda, że polecałeś Legii bramkarza, jednego ze swoich kolegów z reprezentacji?

- Widzę, że macie lepsze informacje niż ja sam. Tylko powiedziałem, co sądzę o czeskich i słowackich bramkarzach. Kto się nadaje, a kto nie. Nikogo nie polecałem, odpowiedziałem na pytanie ze strony Legii o wyróżniających się bramkarzów na Słowacji i w Czechach. Krzysztof Dowhań jest tu trenerem.

W Legii dojrzałeś piłkarsko? Dzięki występom tutaj trafiłeś do kadry?

- Tak. Kiedy grałem na Słowacji, nie byłem reprezentantem. Początek w Legii miałem fatalny. Przez półtora roku siedziałem na ławce, miałem dość i chciałem stąd uciekać. Z tamtego okresu nie mam miłych wspomnień. Potem ciężka praca przyniosła skutek.

Jak oceniasz szanse Słowacji na mundialu?

- Na papierze może wygląda to łatwo. Ale Włosi to mistrzowie świata, Paragwaj gra na MŚ po raz ósmy. My jesteśmy beniaminkiem. Na pewno nie mówimy: "Jedziemy po medal", jak Polska, kiedy leciała do Korei i Japonii. Mamy młody zespół, chcemy zagrać fajne mecze i zrobimy wszystko, by wyjść z grupy.

Nie będziesz miał wakacji...

- Pierwszy obóz jest na Słowacji. Potem jedziemy do Austrii. W czerwcu zagramy towarzysko z Kamerunem i Kostaryką. 8 czerwca wylatujemy do RPA. 15 czerwca pierwszy mecz. Wakacje będą po mundialu.