Sport.pl

Jak zrobić kosz z niczego? Udany turniej streetballa

Dwie osoby, kilku sponsorów i kilka tysięcy złotych wystarczyły, by zorganizować na Agrykoli turniej koszykówki ulicznej dla 150 osób Warsaw Madball Classic.
Rozgrywki trwały całą sobotę - turniej rozpoczął się o godz. 10 rano, finałowy mecz rozegrano o 17. W finale zagrali Kicks przeciwko TC Team. Wygrali Kicks, z czego najbardziej chyba ucieszył się Michał Beta. - To moja drużyna, ale ja, niestety, nie mogłem zagrać - mówi. Dlaczego? Michał jest jednym z dwóch organizatorów turnieju. W takiej sytuacji gra byłaby wbrew fair play. To Michała jednak nie martwi - większą radością od gry był sukces turnieju, który urodził się właściwie z niczego.

- Jestem fanatykiem koszykówki. Od dawna chodziła mi po głowie myśl, by zorganizować turniej streetballa. Coś w rodzaju nowojorskiego Ruckerpark, mekki koszykówki ulicznej, czy paryskiego Quai 54, którego organizatorzy mają wsparcie samego Michaela Jordana - opowiada Michał. - Ale na przeszkodzie stała praca: razem z przyjacielem z liceum prowadzimy Kicks, sklep z butami i ubraniami do kosza na podwórku przy Chmielnej obok braci Jabłkowskich.

Pomógł przypadek - przez wspólnego znajomego Michał dowiedział się, że o turnieju myśli też Konrad Budka, trener działający w Warszawskim Okręgowym Związku Koszykówki (WOZK). W czerwcu zabrali się do roboty - na początku wystarali się o patronat Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z takim wsparciem było łatwiej przekonać urzędników, by na jeden dzień nieodpłatnie pozwolili zająć kompleks dwóch boisk do koszykówki w parku przy Agrykoli. Później uparcie zabiegali o sponsorów. Udało się - ich sklep podarował po parze butów dla każdego zawodnika zwycięskiej drużyny. Inna firma, DIIL, przekazała ubrania, a studio tatuażu Pylson ufundowało wykonanie (nieobowiązkowo) tatuażu dla zwycięzcy turnieju w konkurencji "one on one". Gadżetami i piłkami wspomogli też Polski Związek Koszykówki i Polska Liga Koszykówki, a na turnieju pokazali się zawodnicy Polonii 2011.

- Pieniądze też były potrzebne, musieliśmy wprowadzić wpisowe - wzdycha Konrad Budka. Ale w finansowaniu pomógł znowu WOZK i sklep Michała. Wystarczyło na nagłośnienie, komentatora, wodę dla zawodników i czarnoskórego DJ-a ze Stanów, który umilał turniej miksowaniem hiphopowych kawałków. Później wystarczyło rozesłać wici po licznych stołecznych ligach amatorskiej koszykówki. Do turnieju zgłosiło się 16 drużyn, w tym nawet z Iławy i Sochaczewa. Był prowadzony nietypowym, pucharowym systemem - przegrany odpadał z dalszej gry. Bezkonkurencyjną drużyną okazali się Kicks - wygrali turniej. W ich ręce powędrował też piętrowy puchar - taki sam, jakim w USA nagradza się zwycięskie drużyny.

Michał już myśli o następnym turnieju. - Chcę, by była to najważniejsza i największa tego typu impreza w tej części Europy, by tutaj - tak jak gdzie indziej - również pokazywali się celebryci promujący modę na kosza. - deklaruje.

Są na to szanse, bo turniejowi przyglądał się Tomasz Andryszczyk, zapalony fan koszykówki, w przerwach między meczami rzecznik ratusza. - Być może miasto może pomóc - mówi. Warto zacząć od modernizacji boisk na Agrykoli - tartan pod koszami powycierał się, tylko jedna obręcz jest uchylna, pozostałe trzy są za to powykrzywiane. Z pewnością można to poprawić do następnego sezonu i kolejnego turnieju Warsaw Madball Classic.