Sport.pl

Jak Politechnika konstruuje potęgę

Czy za cztery lata Warszawa będzie miała siatkarzy, siatkarki, koszykarzy i piłkarzy ręcznych na najwyższym poziomie? Taki ambitny projekt chce zrealizować AZS Politechnika Warszawska.
- Największym problemem Warszawy jest fakt, że mieszkańcy nie mają wokół czego się integrować. My chcemy stworzyć właśnie taki ośrodek, którego centrum stanowiłyby zwycięskie drużyny - mówi Marcin Bańcerowski, prezes stowarzyszenia Klub Uczelniany AZS Politechnika Warszawska.

Po wielosekcyjnych klubach w stolicy z zespołami w kilku ekstraklasach - Polonii, Legii, AZS AWF czy Skrze - pozostały tylko pojedyncze drużyny, które najczęściej nie mają ze sobą nic wspólnego - jak np. piłkarze i koszykarze "Czarnych Koszul". Jak swoją Politechnika chce budować potęgę?

Siatkarze na pierwszym planie

Cztery zespoły grające pod szyldem AZS PW, o których mówi Bańcerowski, to siatkarze, koszykarze, piłkarze ręczni i siatkarki. Każdy z nich jest na innym etapie sportowym, finansowym i organizacyjnym.

- Wiodący są oczywiście siatkarze, bo gra w PlusLidze przekłada się na transmisje telewizyjne i ekspozycję logo sponsorów nie tylko w Warszawie - mówi Bańcerowski, który jest także członkiem zarządu spółki akcyjnej kierującej drużyną siatkarzy. Jej właścicielem jest KU AZS PW.

Siatkarze Politechniki w minionym sezonie spadli z PlusLigi, ale za pół miliona złotych odkupili w niej miejsce od Jadaru Radom. 24 października drużyna inauguruje sezon meczem w Arenie Ursynów z Jastrzębskim Węglem, a trzy dni później podejmie Asseco Resovię na Torwarze.

- W tym sezonie na Torwarze zagramy trzy razy - informuje Bańcerowski. Zeszłoroczny test siatkarski Warszawa zdała na piątkę - lutowe zwycięstwo z Delectą Bydgoszcz obejrzało na Torwarze ponad 4 tys. kibiców. - To miasto ma sportowy potencjał, ale musi mieć klub i drużyny, z którymi będą identyfikowali się mieszkańcy - mówi prezes AZS PW.

Ambicje koszykarzy i piłkarzy ręcznych

Za siatkarzami w hierarchii klubu są koszykarze. Politechnika kilka tygodni temu podpisała umowę o współpracy z fundacją Polonia 2011, która od czterech lat próbuje zbudować w Warszawie koszykarską piramidę - szereg grup młodzieżowych i drużyny w niższych ligach, mają być zwieńczone zawodowym klubem w ekstraklasie.

- Chcieliśmy włączyć się w nurt polonijny, ale to nam się nie udało - przyznaje Jarosław Popiołek, prezes Mostostalu Warszawa, dzięki któremu firma jest głównym sponsorem Polonii 2011. - Budowę profesjonalnego klubu chcieliśmy odłożyć na później, ale pojawił się projekt AZS PW. Nie wiemy, czy wypali, ale chcemy spróbować - dodaje Popiołek.

- W przyszłości nie wykluczamy połączenia struktur, na razie się badamy - mówi Bańcerowski. Koszykarze AZS PW mają w tym sezonie awansować do Tauron Basket Ligi, z której - jako Polonia 2011 - spadli w poprzednim sezonie. Po trzech kolejkach mają same zwycięstwa.

Wszystkie trzy mecze wygrali też piłkarze ręczni Politechniki, którzy debiutują w I lidze. Czy powalczą o awans do PGNiG Superligi? - Drużyny koszykarzy i piłkarzy ręcznych mają być w tym sezonie na podium swoich lig - mówi tylko prezes KU AZS PW.

Za plecami tych trzech zespołów o awans na zaplecze ekstraklasy walczą siatkarki Politechniki, które ostatnio zajęły piąte miejsce w II lidze.

Marketing i kadry

Ambitny plan rozbija się na razie o problemy z pieniędzmi i infrastrukturą. Na cztery silne zespoły w ekstraklasach potrzeba - lekko licząc - ponad 10 mln złotych. Takich pieniędzy warszawskie kluby - poza piłkarskimi Legią i Polonią - nie miały nigdy.

Utrzymanie czterech sekcji Politechniki już teraz kosztuje kilka milionów. - Uczelnia oczywiście sama tego nie udźwignie, ale ona w tym projekcie ma być przede wszystkim marką, która przyciąga i integruje sponsorów - mówi Bańcerowski.

- Firmy chcemy kusić nie tylko możliwościami marketingowymi projektu dla wszystkich warszawiaków, ale także połączeniem tego ze współpracą naukową. Wiadomo, że np. Imtech czy Mostostal potrzebują wykwalifikowanych pracowników, których regularnie wypuszcza na rynek Politechnika - dodaje prezes.

Klub całej Warszawy

Politechnika nie ma obiektu, na którym mogłyby grać jej flagowe drużyny - siatkarze grają w Arenie Ursynów, koszykarze na AWF, piłkarze ręczni w hali Warszawianki, a siatkarki - w Białołęce.

- To paradoksalnie nie jest wielkim problemem, bo grając w różnych miejscach - na Żoliborzu, Mokotowie, w Białołęce, na Ursynowie i w Śródmieściu - pokazujemy, że jesteśmy klubem całej Warszawy - zwraca uwagę Bańcerowski.

Politechnika od lat planuje budowę hali widowiskowo-sportowej w miejscu stadionu Syrenki, czyli terenów należących do uczelni na skraju Pól Mokotowskich między ul. Waryńskiego i al. Niepodległości. - Projekt hali na 2,5-3 tys. widzów jest gotowy, ale jest problem z pieniędzmi - mówi prezes siatkarskiej sekcji Jolanta Dolecka.

Projekt AZS PW i jego założenia to wyzwanie ogromne, ale Bańcerowski mówi: - Chcemy stworzyć coś, wokół czego mieszkańcy miasta będą mogli się integrować. Najlepiej - wokół zwycięskich drużyn. Najważniejszy jest dla nas kibic, który ma przyjść na mecz i być zadowolonym pod każdym względem. Warszawa zasługuje na sport w najlepszym wydaniu.