Turcja przestaje kochać Formułę 1

Po trzech zamorskich wyścigach w Australii, Malezji i Chinach europejską część sezonu Formuła 1 zacznie prawdopodobnie pożegnaniem z Grand Prix Turcji.


Formuła 1 jeździ pod Stambułem od 2005 roku, ale siedmioletnia umowa z szefem wyścigów Berniem Ecclestonem wygasa po tym sezonie i - jak podają tureckie media - nie zostanie przedłużona. Ecclestone podnosi opłatę za Grand Prix z 13 na 26 mln dol., a turecki rząd tyle płacić nie chce.

Nie chce, bo tureckie zauroczenie F1 już dawno minęło. Pierwsze wyścigi przyciągały na nowiutki, wybudowany za 230 mln dol. Istanbul Park tłumy. Inaugurację oglądał komplet 150 tys. kibiców. Dwa lata temu Fernando Alonso pół żartem, pół serio komentował już jednak pustki na trybunach, mówiąc, że pod koniec weekendu wszystkich kibiców będzie znał z imienia, a zeszłoroczny, dramatyczny wyścig, w którym zderzyli się jadący na czele Sebastian Vettel i Mark Webber z Red Bulla, z trybun obejrzało niewiele ponad 30 tys. osób.

- Turcy nie identyfikują się z wyścigami - tłumaczy burmistrz Stambułu Kadir Topbas. - Tu wszyscy interesują się piłką nożną, a w maju jest właśnie finisz sezonu. Kiedy w latach 2005-06 wyścig odbywał się w sierpniu, zainteresowanie było większe - mówi Bulant Aslan z Anatolian News Agency.

- Frekwencja nie jest jednak tak ważna jak pieniądze - dodaje turecki dziennikarz. - Rząd chce, żeby w Turcji odbywał się wyścig F1, ale nie chce podwyżek dyktowanych przez Ecclestone'a.

Kluczowe negocjacje mają odbyć się w niedzielę. Ecclestone'owi, który dzierżawi tor pod Stambułem od rządu, może zależeć na przedłużeniu umowy, ale Grand Prix Turcji i tak jest najpoważniejszym kandydatem do opuszczenia wyścigowego kalendarza. Na jej miejsce znajdą się inni, bo ekspansja F1 trwa w najlepsze - w ciągu dekady pojawiły się Grand Prix Malezji, Bahrajnu, Chin, Singapuru, Abu Zabi i Korei, w tym roku zadebiutuje wyścig w Indiach, za rok do kalendarza wróci Grand Prix USA, w 2014 roku kierowcy będą rywalizować w Rosji.

Formuła 1 szuka dużych rynków zbytu dla producentów samochodów (Chiny, Indie, Korea, Rosja czy USA), państw, które mają obecnie swoich przedstawicieli w wyścigach, co gwarantuje zainteresowanie (Rosjanin Witalij Pietrow czy Hindus Narain Karthikeyan i zespół Force India z tego kraju) oraz krajów, które za dziesiątki milionów dolarów chcą się promować na świecie (Bahrajn czy Abu Zabi). Chętnych jest wielu i dlatego Ecclestone może sobie pozwolić na podnoszenie stawek za organizację.

W walce o kibiców Turcja przeprowadza obniżki biletów - za najtańszą trzydniową wejściówkę na trawiaste miejsca trzeba zapłacić ok. 120 zł - lecz ich efekty są mizerne. Dla porównania - taki sam bilet w Barcelonie kosztuje 660 zł, a w Budapeszcie 489 zł. Węgry mają lepszą pozycję niż Turcja - tam wyścig odbywa się od połowy lat 80., kraj leży w środkowej Europie, a wysoką frekwencję wspomagali ostatnio fińscy fani Kimiego Räikkönena czy polscy Roberta Kubicy.

Sama Turcja nigdy nie miała klasowego kierowcy - w uznawanej za przedsionek Formuły 1 serii GP2 w latach 2006-07 ścigał się Jason Tahincioglu, syn prezesa tureckiej federacji, ale w 40 wyścigach nie zdobył ani jednego punktu, jego najlepsze miejsce to 11. Tłumów nie porwał.

Nikłe zainteresowanie wyścigiem tłumaczone jest jednak także brakiem promocji. - Przejdźcie się po mieście i sprawdźcie, ile jest reklam zachęcających do przyjścia na tor - zwrócił ostatnio uwagę Martin Whitmarsh z McLarena, szef stowarzyszenia zespołów Formuły 1.

I ma rację - pięć lat temu, przed drugim Grand Prix Turcji, wiadukty i słupy na drodze prowadzącej z lotniska do centrum miasta obwieszone były plakatami i flagami, po tankowaniu pracownicy stacji benzynowych machali przed samochodami flagami z szachownicą. Teraz Formuły 1 w Stambule nie widać.

Kierowcy na Istanbul Park ścigać się lubią, słynny Zakręt 8 - długi, lewy łuk, który składa się z czterech wierzchołków - uznają za jeden z najlepszych w kalendarzu, ale ich zdanie nie ma dużego znaczenia. Formuła 1 to biznes, którego w Turcji najwyraźniej zrobić się nie da.

Dzisiejsze treningi, być może ostatnie na Istanbul Park, odbędą się o 9 i 13 czasu polskiego. Transmisje w Polsacie Sport Extra