Sport.pl

Liga Europejska. Legia wygrała w Turcji!

Drużyna Macieja Skorży blisko IV rundy eliminacji Ligi Europejskiej. Nie przestraszyła się kupowanych za 3,5 mln euro piłkarzy czwartej drużyny ligi tureckiej oraz azjatyckiego upału. Pokonała na wyjeździe Gaziantepspor 1:0, choć przez większość meczu broniła się. Robiła to mądrze i wygrała zasłużenie
Od czwartkowego wieczoru to Legia jest faworytem do awansu, choć wcześniej nim nie była. Pokonała faworyzowany przez bukmacherów Gaziantepspor, który w tym roku nie przegrał meczu na swoim boisku. Ostatnią porażkę w Gaziantep poniósł w listopadzie 2010 roku (1:3 w ligowym spotkaniu z Trabzonsporem). W poprzedniej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej rozbił FK Mińsk 4:1.

Zwycięstwo dała legionistom akcja z 51. minuty i jeden z dwóch celnych strzałów w meczu. Najlepszy wśród gości Danijel Ljuboja podał do wbiegającego w pole karne rywali Miroslava Radovicia. Serb wykorzystał gapiostwo obrońców, popatrzył, jak ustawiony jest bramkarz Zyndrunas Kareemarskas, i strzelił obok niego. Piłka wpadła do siatki. Legia prowadziła, choć w całym meczu to gospodarze mieli lepsze okazje do strzelenia gola.

Pierwsze dwadzieścia minut to szaleńcze ataki Gaziantepsporu. - Nie możemy dać się na początku stłamsić, potem z minuty na minutę będzie lepiej - przestrzegał przed meczem Maciej Skorża. Turcy zepchnęli warszawiaków do obrony, nierzadko odbierali im piłkę już na ich połowie, a środkowi pomocnicy z Warszawy nie mogli nadążyć za wymieniającymi podania gwiazdami rywali - Wagnerem i Ismaelem Sosą. Ale i tak zespół Skorży miał swoją szansę po jednym z nielicznych kontrataków. Radović świetnie podał do Michała Kucharczyka, który w ósmej minucie nie trafił w bramkę z dziesięciu metrów.

Trener Legii miał rację, bo im dłużej trwał mecz, tym akcje gospodarzy były coraz mniej dokładne. Piłkarze Gaziantepsporu zaczęli podawać niecelnie, wdawali się w niepotrzebne dryblingi i przepychanki z legionistami. Gospodarze górowali nad legionistami wyszkoleniem technicznym, ale w walce bark w bark górą byli goście. Zwłaszcza Danijel Ljuboja, który potrafił utrzymać się przy piłce nawet atakowany przez trzech rywali. Serbski napastnik wydaje się być transferowym strzałem w dziesiątkę. Na boisku dużo widzi, każde jego zagranie jest przemyślane, przydaje się zarówno w ataku, jak i w defensywie. Skutecznie zwalniał akcje gości i, czasem nawet faulując, nie pozwalał na szybkie przeniesienie tureckich akcji z obrony do ataku.


Ale za grę defensywną brawa należą się wszystkim legionistom. Gaziantepspor miał przewagę w posiadaniu piłki, ale niewiele z niej wynikało, bo legioniści zmuszali rywali do bezowocnych wrzutek w pole karne. Ani razu Turcy nie posłali groźnego, prostopadłego podania w pole karne Legii, przypominającego zagranie Ljuboi przy golu. 30 metrów od bramki Legii tracili pomysł na atak. Warszawiacy skutecznie blokowali też dośrodkowania. Na prawym skrzydle Manu kilkakrotnie ze spokojem zabierał rywalom piłkę. Najgroźniejszą sytuację stworzyli w 12. minucie, kiedy to Skaba fantastycznie obronił strzał Sosy z 15 m.

W poprzednim sezonie Legia często była na boisku zbieraniną piłkarzy, którzy rozsypywali się przy byle kłopocie. W Gaziantep stanowiła zespół. Legioniści wzajemnie się asekurowali, podpowiadali sobie, nie było momentu, gdy w obronie pojawiła się jakaś luka. Środkowi obrońcy Żewłakow z Komorowskim grali bardzo ofiarnie, rzucali się rywalom pod nogi, by blokować strzały. Byli zdyscyplinowani także w drugiej połowie, kiedy zaczęli tracić siły.

Niepotrzebnie tylko Radović i Vrdoljak dostali kartki za bezsensowne krytykowanie decyzji sędziego.

Rewanż przy Łazienkowskiej we czwartek o 19.

Tak relacjonowaliśmy Z Czuba i na żywo - Legia wygrała w Turcji »


Więcej o: