T-Mobile Ekstraklasa. Mecz Legia - Zagłębie przełożony

Siedemdziesiąt procent boiska było zalane. Płyta nie nadawała się do gry, musieliśmy przełożyć mecz - tłumaczył sędzia Daniel Stefański, który po konsultacji z delegatem, obserwatorem oraz przedstawicielami obu klubów nie rozpoczął pojedynku Legii z Zagłębiem.
Nowy termin wyznaczy Ekstraklasa SA. W kuluarach padła data 22 albo 23 listopada. Tyle że jest to jeden z terminów spotkań fazy grupowej Ligi Europejskiej, o którą walczy Legia.

- Taka jest wiara w naszą piłkę - skomentował z uśmiechem szkoleniowiec Zagłębia Jan Urban. I dodał z kamienną twarzą: - Pierwsza połowa meczu była wyrównana, chcieliśmy zaskoczyć Legię kontratakiem, ale Maciek Skorża był przygotowany na naszą taktykę... Mówiąc serio, to nie było warunków do gry w piłkę. Za dużo było do stracenia, na takiej nawierzchni łatwo o kontuzje czy kartki, bo murawa aż zapraszała do gry wślizgiem. Gdyby były jakiekolwiek szanse, gralibyśmy.

- To nie byłby mecz piłki nożnej tylko wodnej. Wszystko oparte byłoby na przypadku. To element futbolu, ale nie chciałbym stracić w tym spotkaniu dwóch-trzech zawodników - dodał trener Legii Maciej Skorża.

We czwartek jego zespół czeka rewanżowy mecz III rundy eliminacji Ligi Europejskiej z Gaziantepsporem (w pierwszym meczu było 1:0 dla Legii) i w pojedynku z Zagłębiem chciał spróbować nowego ustawienia. Skład na Zagłębie był zaskakujący. Nawet na ławce rezerwowych zabrakło Michała Żewłakowa, Inakiego Astiza i Michała Kucharczyka. Dwaj pierwsi zatruli się w dniu meczu, młody skrzydłowy ma lekki uraz i trener nie chciał ryzykować poważniejszego urazu.

- Na czwartek będą gotowi, chciałem trochę zmienić skład, dać szansę innym - mówił Skorża. - Chciałem zobaczyć, jak po kontuzji wygląda Dickson Choto. Chciałem dać szansę na skrzydle Michałowi Hubnikowi. Plan się nie powiódł.

W Warszawie lało od wczesnego popołudnia. Boisko szybko nasiąkło wodą. Mecz miał się zacząć o 17. Specjalista od murawy twierdził, że jeśli przestanie padać albo deszcz będzie mniej intensywny, murawa przyjmie wodę i mecz się zacznie. Po półgodzinnym oczekiwaniu sędzia Stefański wraz z obserwatorem i delegatem wyszli na boisko. Piłka nie chciała się toczyć, stawała w wodzie.

- Najważniejsze jest zdrowie zawodników, rozpoczęcie meczu wiązałoby się z dużym ryzykiem. Decyzja o przełożeniu była jednogłośna. Czekaliśmy, ile się dało, chcieliśmy grać, ale nie było takiej opcji - powiedział sędzia Stefański.