T-Mobile Ekstraklasa. Legia wreszcie ma napastnika

W dwóch ligowych meczach Serb Danijel Ljuboja strzelił dwie bramki i pomysł trenera Macieja Skorży na grę jednym napastnikiem nabiera sensu.
- To napastnik, jakiego chciałem. Drużyna musi nauczyć się jeszcze lepiej z nim współpracować. Danijel pokazał kilka akcji, które rzadko ogląda się w polskiej lidze, znamionujących jego wysoką klasę - powiedział tydzień temu Skorża po wygranej Legii z Cracovią. W tamtym spotkaniu 33-letni Serb nie trafił do siatki, dwa gole w piątkowym meczu z Górnikiem Zabrze dały zwycięstwo 3:1.

Ljuboja grał nie tylko skutecznie, lecz także dla drużyny. Wychodził na pozycję, chciał piłkę niemal w każdej chwili. Potrafił się z nią utrzymać, nawet mając dwóch-trzech rywali dookoła siebie, albo natychmiast, bez przyjęcia oddać ją lepiej ustawionemu koledze. Robił wszystko to, czego brakowało Takesure Chinyamie - jego poprzednikowi na tej pozycji w Legii.

Reprezentant Zimbabwe był nieprzewidywalny dla siebie, kolegów i trenera. Często rozgrywał własny mecz, miał osobne pomysły na rozwiązywanie akcji. Za jego myślami nie nadążał nikt, ale dopóki strzelał gole, był Legii potrzebny. Nawet jeśli wszyscy mieli dosyć jego egoizmu i braku jakiejkolwiek dyscypliny taktycznej. W 2009 roku został królem strzelców ligi, później przez dwa lata walczył z kontuzjowanym i operowanym kolanem. Grał rzadko, trafiał epizodycznie (dwa gole w dwóch ostatnich sezonach), w czerwcu odszedł z klubu.

Trenerzy Jan Urban i Maciej Skorża bezskutecznie szukali następcy. W poprzednim sezonie czterej napastnicy Legii strzelili łącznie ledwie dziesięć goli w lidze. Chinyamy i Mezengi w Warszawie już nie ma. Hubnik walczy z urazami, a Kucharczyk jest wystawiany na skrzydle, bo Skorża chce grać jednym środkowym napastnikiem i dwoma wchodzącymi w pole karne skrzydłowymi.

Ljuboja jest kluczowy i idealnie pasuje do koncepcji trenera, bo potrafi wykorzystywać podania kolegów i jest przydatny w grze kombinacyjnej. Nie daje sobie odebrać piłki, stojąc tyłem do bramki. To był jeden z problemów Legii - wiele jej akcji kończyło się stratą, bo napastnik nie umiał utrzymać piłki. Ljuboja umie. Mierzącego 188 cm i ważącego 82 kg Serba trudno przewrócić. Naciskany przez obrońcę potrafi go zmylić i podać piłkę do kolegi. To po jego podaniu do rodaka Miroslava Radovicia padł gol w wyjazdowym meczu z Gaziantepsporem, który zapewnił Legii awans do IV rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej. - Danijel zawsze gra zespołowo, szuka zawodnika będącego na lepszej pozycji. Dużo rozmawiamy i prosi, aby - kiedy jest z piłką - być blisko niego. Wtedy ma więcej opcji do wyboru przy rozegraniu - opowiada Radović, który tak jak Ljuboja ma już dwa gole w tym sezonie.

Dzięki Serbowi warszawianom gra się łatwiej. W meczu z Górnikiem strzelali na bramkę 21 razy (8 razy celnie). Z Cracovią - 19 razy (9 razy celnie). W całym poprzednim sezonie Legia strzelała na bramkę rywali średnio 11 razy w meczu, z czego mniej niż połowa trafiała w światło bramki.

Rok temu na strzelenie sześciu bramek Legia potrzebowała siedmiu kolejek. Teraz - dwóch.

Serbowie dali Legii Warszawa » wygraną