Puchar Polski. Legia - Widzew. Wydanie drugie, poprawione

W niedzielę Legia ograła Widzew w lidze 2:0. W środę w Pucharze Polski pokonała łodzian 3:0 i awansowała do marcowego ćwierćfinału. Drugiego gola w drugim kolejnym meczu strzelił Rafał Wolski, a setny mecz w barwach warszawskiej drużyny rozegrał Jakub Wawrzyniak.
2:0, 1:0, 1:0, 2:0, 3:0 - to wyniki pięciu ostatnich meczów warszawskiego zespołu. Legia powoli odzwyczaja się od tracenia bramek i nerwowych końcówek. Za to przyzwyczaja się do wygrywania i kontrolowania przebiegu gry. W środę przy Łazienkowskiej zdominowała łodzian jeszcze bardziej niż w niedzielę

Oba zespoły zagrały rezerwami. W pierwszym składzie Legii zagrało tylko trzech piłkarzy, którzy zaczęli niedzielny mecz z Widzewem, a pod koniec spotkania, spośród tych którzy biegali po murawie tylko Marcin Komorowski mógł być pewien występu w najbliższym meczu w lidze. Po raz pierwszy od ponad miesiąca w pierwszym składzie zagrali m.in. obrońcy Dickson Choto i kończący w środę 25 lat Jakub Rzeźniczak. Ale w grze warszawiaków braku jakości nie było widać.

Pierwszego gola chwilę przed przerwą strzelił z rzutu wolnego Jakub Wawrzyniak. Obrońca do Legii trafił z Widzewa cztery lata temu, a w środę grał setny mecz w barwach warszawskiej drużyny. Strzelił z 20 metrów tak, że kibice na stadionie mogli się zastanawiać, czy to jednak nie Tomasz Kiełbowicz - specjalista od takich uderzeń - biega na lewej obronie Legii. Po meczu uderzenie Wawrzyniaka chwalili obaj trenerzy.

Ta bramka uspokoiła gospodarzy. Wcześniej Legia zdecydowanie przeważała, ale niewiele z tego wynikało. Trener gości Radosław Mroczkowski postanowił oszczędzić siły najlepszych piłkarzy na mecze w lidze. Legioniści to wykorzystywali. Swobodnie wymieniali podania w środku boiska, skutecznie akcje rywali przerywał grający kolejny bardzo dobry mecz Janusz Gol, który wyrasta na piłkarza niezbędnego zarówno w ataku jak i w obronie. Ale im bliżej bramki Widzewa tym częściej gospodarze grali niedokładnie i marnowali kolejne akcje.

Ataki napędzali warszawscy nastolatkowie. Podobać się mogła zwłaszcza akcja Michała Żyry i Rafała Wolskiego, w której trzy razy zagrywali piętą, mijając przy tym kilku rywali. Tuż przed przerwą ten drugi minimalnie chybił strzelając głową po dośrodkowaniu Manu, a po kilku minutach po faulu na nim sędzia podyktował rzut wolny, po którym padł gol.

Ale choć nieliczne, to groźniejsze akcje w pierwszej połowie stwarzał Widzew. Celne strzały Sebastiana Madery i Piotra Grzelczaka z łatwością obronił Wojciech Skaba. Za to w 23. minucie bramkarz Legii, były gimnastyk, popisał się wyjątkową zwinnością najpierw wybijając po rzucie wolnym piłkę na poprzeczkę, a potem łapiąc ją w zamieszaniu przed linią bramkową. Po bramkarzu Legii nie było widać, że zwykle siedzi na ławce rezerwowych. Bronił pewnie, dobrze współpracował z obrońcami i mógł się spodobać skautom duńskiego Odense, którzy obserwowali go z trybun. Skaba we wrześniu był na testach w duńskim klubie i niewykluczone, że trafi tam w zimie.

Nie minęło dziesięć minut drugiej połowy a sprawa awansu była rozstrzygnięta. Strzał Gola bramkarz Widzewa Bartosz Kaniecki jeszcze obronił, ale wobec dobitki Manu był bezradny. Widzewiakom nie pomogła ani przerwa, ani zmiany - w drugiej połowie na boisko weszli Panka i Budka. Grali bojaźliwie. W obronie często wybijali piłkę poza boisko, nie ryzykując starcia z rywalem. Ich akcje ofensywne po kilku podaniach kończyły się stratą.

Za to gospodarze im bliżej końca tym grali swobodniej i rzadziej opuszczali połowę rywali. W 62. minucie Rafał Wolski ośmieszył obronę Widzewa jednym zwodem mijając całą linię defensywną i ze spokojem strzelił obok bramkarza. To już trzeci gol 19-latka w tym sezonie. Wcześniej trafiał do siatki w 1/16 finału Pucharu Polski z Rozwojem II Katowice (4:1) i w niedzielnym meczu z Widzewem.

Legia, która broni Pucharu Polski, na razie pewnie wygrywa, ale najtrudniejsza przeprawa dopiero przed nią. W niedzielę legionistów czeka prestiżowe spotkanie w Poznaniu z Lechem, potem w Lidze Europejskiej zmierzą się z Rapidem Bukareszt, a następnie pojadą do Białegostoku zagrać z Jagiellonią. Dla trenera Macieja Skorży będzie to najważniejszy tydzień tej jesieni, bo trzy wygrane najprawdopodobniej zapewnią Legii pierwsze miejsce w ligowej tabeli i wyjście z grupy w pucharach. Na razie nie ma powodu do zmartwień, za to kłopoty bogactwa, bo część z piłkarzy, którzy w środę zagrali będzie musiał posadzić na ławce rezerwowych. A właściwie nikt na to nie zasłużył.

liczba

8 - tyle meczów z rzędu wygrała we wszystkich rozgrywkach Legia. To najlepsza seria Macieja Skorzy w warszawskim klubie