Ekstraklasa. Lech - Legia, mecz napastników, jakich nie było

Artiom Rudniew zachwyca w Lechu skutecznością, Danijel Ljuboja efektownymi zagraniami, na które kibice Legii czekali od lat. W niedzielę spotkają się w szlagierze ekstraklasy. Relacja Zczuba i na żywo w Sport.pl od godz. 17.
Ludzi, których najchętniej oklaskują kibice w Poznaniu i Warszawie, dzieli wszystko. 33-letni Ljuboja gole w silnych ligach już strzelał, do Polski przyjechał na zakończenie kariery. 10 lat młodszy Rudniew chce dzięki bramkom w ekstraklasie przeprowadzić się do lepszego świata. - Szczyt dopiero przed Łotyszem, życzę mu, żeby osiągnął tyle, co Danijel, ale wątpię, czy mu się uda - mówi serbski pomocnik Korony Kielce Aleksandar Vuković.

Kariera Ljuboji to nie tylko występy we Francji i w Niemczech, to historia konfliktów i skandali w klubach oraz reprezentacji. Zarzucano mu obijanie się na treningach, balangowanie do białego rana, bójki z kolegami z drużyny. Gdy grał w Niemczech, założył się z kolegą, że ufarbuje włosy na "borsuka". Nie chce powiedzieć, co wygrał, ale fryzury nie zmienił do dziś.

Rudniew uchodzi za zdyscyplinowanego pracusia, wolny czas spędzającego z rodziną i bardzo skrytego. Łotewski dziennikarz skarży się, że o napastniku swojej reprezentacji nie może wiele opowiedzieć, bo nie lubi ona rozmawiać z mediami: - Selekcjoner Aleksandrs Starkovs uważa, że piłkarze dzielą się na tych od gadania i od grania. Artiom zdecydowanie należy do drugiej grupy. W kadrze ma kilku kolegów, ale nie jest jej liderem ani gwiazdą. Często zawodzi, w 15 meczach strzelił tylko jednego gola. Trochę tłumaczy go to, że reprezentacja gra z kontrataku, a on do takiego systemu się nie nadaje. Prawdopodobnie dlatego w Polsce uchodzi za lepszego piłkarza niż u nas. Nie wiemy, na czym to polega, ale Artiom ma problemy ze strzeleniem pierwszego gola. Gdy już mu się uda, niemal na pewno dołoży drugiego. Może to kwestia pewności siebie?

Łotysz w tym sezonie strzelał gole w ośmiu meczach, na jednym trafieniu skończył tylko dwa. W lidze uzbierał już 14 goli, tyle samo, co ostatni król strzelców Tomasz Frankowski. Jeśli do końca sezonu będzie trafiał z taką regularnością, pobije ligowy rekord Henryka Reymana, który w 1927 r. zdobył 37 bramek.

Ljuboja trafił w lidze sześć razy, ale jego docenia się głównie za charyzmę oraz efektowne, trudne zagrania, którymi zaskakuje obrońców rywali. Trener Legii Maciej Skorża wybacza mu brak zaangażowania w defensywę i wybuchy wściekłości po nieudanych akcjach. - Podoba mi się, że tak gestykuluje na boisku, wciąż gada, macha rękami. Wielu odbiera to jako złe zachowanie, a ja wiem, że gdyby mu nie zależało, gdyby się nie angażował, tylko by się snuł po boisku. Będę jednak zaskoczony, jeśli utrzyma wysoką formę do końca sezonu - opowiada Vuković. - To zupełnie inny typ napastnika niż Artiom. Ideałem byłoby mieć ich obu. Ljuboja jest stworzony do gry kombinacyjnej, Rudniew do prostopadłych podań za plecy obrońców.

Co ich łączy? Ljuboja wyjechał do Francji, gdy miał 13 lat, nigdy nie grał w serbskiej lidze, francuski uważa za drugi język ojczysty. Rudniew zadebiutował w rodzimej lidze, ale lepiej niż po łotewsku mówi po polsku, co nie podoba się kibicom. - W dodatku latem zażyczył sobie, by przestano go nazywać "Artjomsem Rudnevsem", bo jest pochodzenia rosyjskiego, a nie łotewskiego. Wielu fanów odebrało to za brak szacunku dla naszego kraju - mówi nasz łotewski rozmówca.

Jutro pierwszy raz zagrają przeciwko sobie w klubach, które mają największe budżety w Polsce, mierzą w mistrzostwo, marzą o Lidze Mistrzów, a na razie zbierają punkty do rankingu UEFA w Lidze Europejskiej. Lech grał w fazie pucharowej tych rozgrywek wiosną, Legia wyjście z grupy może sobie zapewnić już w czwartkowym meczu z Rapidem Bukareszt.