Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Miroslav Radović: Gdybym strzelał tylko w lidze, nikt by nie zwrócił uwagi

- Mógłbym strzelić 20 goli w ekstraklasie i nikt by nawet nie zwrócił uwagi. A na bramki w Lidze Europejskiej patrzy się zupełnie inaczej - tłumaczy powołanie do reprezentacji Serbii pomocnik Legii Miroslav Radović.
Kuba Dybalski: Dwa lata temu odmówiłeś trenerowi Czarnogóry. Wierzyłeś wtedy, że przyjdzie powołanie z serbskiej kadry?

- Oczywiście. Trzeba wierzyć. Jestem człowiekiem, który wierzy do końca. Podobnie źle wyglądała wtedy moja sytuacja w klubie. Byłem w rezerwie, osiemnastym, czy dwudziestym piłkarzem do gry. Wierzyłem do końca, walczyłem i efekty widać. Czasami opłaca się wierzyć.

Dla ciebie to szczególny moment kariery, bo obok tak dobrej gry w kadrze przyszło jeszcze powołanie z reprezentacji Serbii...

- Drużyna dobrze gra i wygrywa. Powołanie przyszło, ale na razie jest tylko na papierze. Trzeba jeszcze zagrać mecz.

Co przekonało trenera Serbii?

- Na pewno gole w europejskich pucharach. Mógłbym strzelić 20 goli w ekstraklasie i nikt by nawet nie zwrócił uwagi. A na bramki w Lidze Europejskiej patrzy się zupełnie inaczej.

Skąd w Legii taka dobra gra w obronie? W Poznaniu zremisowaliście z Lechem 0:0. Idziecie na rekord jeśli chodzi o mecze bez straty bramki. To już szósty z rzędu

- Drużyna dorosła. Dołączyło kilku doświadczonych piłkarzy i to zupełnie inaczej wygląda. Wyciągnęliśmy wnioski z błędów popełnianych w poprzednim sezonie. Chyba trzeba było trochę czasu, żeby trener wszystko poukładał. W tym sezonie naprawdę jestem przekonany, że możemy zdobyć mistrzostwo, na które wszyscy tak długo czekali.

Więcej czytaj w najbliższym wydaniu "Gazety Stołecznej"

Lech dominował, Legia » go zatrzymała


Więcej o: