Ekstraklasa. Leszek Miklas: Legia to teraz zupełnie inna drużyna

- Od lutego jesteśmy na swoim i nie zadłużamy się w koncernie ITI. Żeby spłacić cały dług, potrzebujemy trzech kolejnych lat występów w grupie Ligi Mistrzów - mówi Sport.pl wiceprezes Legii
Robert Błoński: Rozglądam się po pana gabinecie, ale nie widzę lektyki dla trenera Macieja Skorży.

Leszek Miklas: Może trzyma ją u siebie?

Pytam o lektykę dla trenera, bo niespodziewanie, ale w świetnym stylu wprowadził Legię do 1/16 finału Ligi Europejskiej. To największy sukces klubu od gry w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

- Po losowaniu faworytem wydawał się PSV Eindhoven. Spodziewałem się więc, że o awans będziemy walczyć z Hapoelem Tel Awiw i Rapidem Bukareszt. Nie pomyliłem się. Jednak to, że pewni występu w 1/16 finału będziemy już po czwartym meczu, dwie kolejki przed końcem fazy grupowej zaskoczyło mnie. Jestem szczęśliwy, tym bardziej że nie zawsze graliśmy porywająco. Widziałem jednak ogromny wysiłek i zaangażowanie zawodników, czego wcześniej Legii brakowało. Nie byliśmy faworytem i może to nam pomogło? Nie mieliśmy nic do stracenia, ambicją zniwelowaliśmy różnicę w umiejętnościach.

Co ten awans oznacza dla Legii?

- 15 lat czekaliśmy na taki sukces. Ma on ogromny wpływ na to, co dzieje się w klubie. Awans spadł nam jak z nieba. Od lutego nie zadłużamy się u właściciela, czyli w koncernie ITI. Naszym zadaniem jest zbilansować sezon bez pożyczania pieniędzy, a sukcesy w pucharach zbliżają nas do celu. Jeśli awansujemy do 1/8 finału, dopniemy budżet. To sukces sportowy i ekonomiczny, choć pieniądze w Lidze Europejskiej są niewielkie, w porównaniu z tym, ile zarabia się w Champions League. Za zwycięstwo klub dostaje od UEFA 140 tys. euro, w LM to 800 tys. Awans do 1/16 LE to 200 tys. euro premii, w LM - 3 miliony.

Nie mogę ujawnić, na ile, ale jesteśmy zadłużeni w ITI. Nie mam pewności, w jaki sposób będziemy spłacać dług. To zależy od właściciela. Najważniejsze, że od lutego dług nie rośnie. Nie wzięliśmy od ITI złotówki, ale nie zaczęliśmy jeszcze spłacać zobowiązań. Kilka dodatkowych milionów złotych musimy wydać na wyposażenie stadionu. Z drugiej strony nie ma wpływów, które zakładamy, że będą w następnych latach, Głównie z wypełnienia klubu biznesowego kibicami oraz w związku z imprezami w dni niemeczowe.


Mecz z Rapidem Bukareszt, który dał Legii awans, obejrzało na stadionie rekordowe 30 786 widzów.


- Organizacja spotkania w Lidze Europejskiej kosztuje 300 tysięcy złotych, przychody wyniosły prawie 2 mln zł. Tylko że mamy wiele innych wydatków. Gdybyśmy chcieli grać tylko w polskiej lidze, wystarczyliby zawodnicy zarabiający 1/3 tego, ile mają u nas najlepsi. Ale gdyby byli słabi, na Pepsi Arenę przychodziłoby średnio 5 tys. ludzi, a nie 25. Mamy ambicje, dlatego podpisujemy umowy z kosztownymi, jak na nasze warunki, zawodnikami. Zysków z meczu nie można traktować w oderwaniu od całości kosztów funkcjonowania klubu. Chcę uniknąć uproszczeń, że z każdym meczem kasa pęcznieje. Na przykład 20 mln zł rocznie kosztuje nas utrzymanie stadionu - czynsz, podatki, organizacja meczów, prąd, ochrona itd. Część dostajemy od Pepsi w ramach kontraktu, na resztę musimy zarobić.

Podczas meczu z Rapidem wreszcie w szwach pękały miejsca biznesowe.

- Bilet do "gold clubu" kosztował 1000 zł, do "silver" - 850 zł. Sprzedaliśmy wszystkie. Zajęte były również wszystkie loże. Swoje mają już m.in. Ernst & Young PriceWaterhouse Coopers, Bank BPS, Warbud, Orange, TVN, Dom Development czy kilka renomowanych kancelarii adwokackich. Te, które nie zostały wykupione na stałe, sprzedajemy na pojedyncze mecze.

Podczas spotkania z Rapidem potencjalni sponsorzy na własnej skórze odczuli coś, czego nie da się opisać, próbując namówić ich do kupna stałych miejsc. To trzeba przeżyć. Tych, których zaprosiliśmy, nie musimy więcej przekonywać. Już wiedzą, co znaczy miejsce w loży i jak można na nim zarabiać dla firmy.

Martwi pana, że na żadnym meczu nie było kompletu?

- Nie. Do tej pory wszystkie warszawskie kluby piłkarskie zarabiały rocznie kilka milionów złotych. Z dnia na dzień, po wybudowaniu stadionu, tylko Legia ma potencjał do zarobienia kilkudziesięciu milionów. Tyle dodatkowych pieniędzy musi przepłynąć z budżetów domowych do klubu. Kibice muszą z czegoś zrezygnować, by przyjść na mecz. To trudne, tym bardziej że widowisko sportowe wciąż nie kojarzy się z rozrywką, jak np. kino. Stadionowe emocje wzbudzają negatywne skojarzenia, np. brak bezpieczeństwa. Tak uważa wiele osób, ale zmieniają zdanie po pierwszej wizycie. Tylko najpierw muszą przyjść.

Bilety nie są za drogie?

- Moim zdaniem nie. Ceny są dobre wtedy, gdy jesteśmy w stanie zapełnić stadion, ale nie staje się to tak od razu. W niektórych krajach proces trwa kilka lat. Kiedyś do wypełnienia obiektu potrzebowaliśmy 8-12 tysięcy. Dziś musimy znaleźć 30 tysięcy ludzi, którzy będą chcieli przyjść na stadion 25 razy w roku. Poza tym trudniej jest zapełnić stadion, ludzie mają więcej atrakcji w mieście. Moje pokolenie, gdy nie miało co robić, biegało za piłką. Dziś wiele osób nie interesuje się futbolem, nie zna sportowych emocji.

Jestem jednak przekonany, że grupowy mecz z PSV 30 listopada i pojedynek 1/16 finału obejrzy w lutym komplet. Ale dla nas celem jest Liga Mistrzów, przychody w LE to 15 procent tego, co jest w Champions League. Zwycięzca Ligi Europejskiej otrzymuje mniej pieniędzy niż uczestnik fazy grupowej LM. Liga Europejska nie daje oddechu, premiami za zwycięstwa w fazie grupowej dzielimy się z zawodnikami po połowie. Nie widzę jednak sensu zatrudniać lepszych i droższych piłkarzy tylko po to, by grać tylko w LE. Ona nie może być wyłączną perspektywą. Musi nią być Champions League. Gdybyśmy grali w niej trzy lata z rzędu, spłacilibyśmy dług u właściciela.

Na razie pojawiły się zaległości wobec piłkarzy.

- Mamy kilkutygodniowe opóźnienia w wypłatach, ale staramy się je regulować jak najszybciej. Dotąd nie mieliśmy takich kłopotów. Gdy w kasie brakowało, zwracaliśmy się do właściciela z prośbą o pożyczkę. Do końca roku nie będzie już żadnych zaległości.

Jak piłkarze zareagowali na informację o zaległościach?

- Wiedzą o wszystkim. Zarabiają na tyle dobrze, że opóźnienie - mam nadzieję - nie zakłóca im codziennego życia. To są przejściowe problemy. Nie ma obaw, czy stać nas będzie na premię za mistrzostwo Polski. Obyśmy tylko musieli ją wypłacić.

Jaki jest system płacenia w Legii?

- Piłkarze dostają przelew raz w miesiącu. Podstawą jest bazowa kwota wynikająca z kontraktu oraz od kilku do kilkunastu tysięcy złotych "wyjściówki" za mecz. Żeby ją dostać, piłkarz musi zagrać minimum 45 minut w wygranym spotkaniu. Za remisy nie płacimy. Za Ligę Europejską uregulujemy płatności na początku przyszłego roku po otrzymaniu premii z UEFA.

Co z kontraktem Macieja Skorży, który kończy się w czerwcu?

- Sprawa jest prosta. Jeśli zdobędzie mistrzostwo Polski, umowa zostanie automatycznie przedłużona o rok. Trener wie nawet, jaką dostanie podwyżkę. Zapewniam, godną. Żeby kontrakt był zerwany, muszą tego chcieć obie strony.

A jeśli trener powie w maju: "odchodzę"?

- Nie bardzo sobie wyobrażam, żeby - jeśli zdobędzie mistrzostwo - nie chciał spróbować powalczyć o Champions League.

O nowym kontrakcie w ogóle nie ma rozmów?

- Jesteśmy zadowoleni z tego, jak pracuje trener i jak gra Legia. Kiedy wiosną 2010 roku podpisywaliśmy umowę, strony powiedziały sobie, że w drugim roku pracy celem jest tytuł. Jeśli go zdobędzie, pracuje dalej. Nie wiem, dlaczego miałby nie chcieć?

W ubiegłym roku przeżył wiele upokorzeń.

- Jeśli przyjdzie i powie "absolutnie nie interesuje mnie dalsza praca w Legii, źle się tutaj czuję i chcę odejść", siłą go nie zatrzymamy. Zdemotywowany człowiek może zrobić więcej szkód, niż pomóc. Nie wierzę, że nie będzie chciał podjąć wyzwania, tym bardziej że nowy kontrakt jest dużo atrakcyjniejszy od obecnego. Już osiągnął sukces na poziomie międzynarodowym, ma szansę zdobycia mistrzostwa. Jeśli jednak zgłosi się po niego, powiedzmy PSV, pewnie będzie musiał zastanowić się co wybrać.

Czy awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej może być dla trenera alibi, jeśli nie zdobędzie tytułu.

- Jeśli przegra jedną bramką czy jednym punktem nie oznacza, że umowa nie wejdzie w życie. Obie strony ocenią współpracę i jeśli dojdziemy do wniosku, że ma sens ją ciągnąć, podpiszemy kontrakt. Jaką mamy gwarancję, że następca będzie lepszy od Macieja Skorży, który awansował do 1/16 finału LE? Każdy kolejny sukces daje mu lepszą pozycję negocjacyjną, nie tylko z nami.

To może warto porozmawiać teraz?

- Porozmawiamy po sezonie. Zobaczymy rundę wiosenną. Dziś nie umiem odpowiedzieć, czy wyjście z grupy LE to krok do sukcesu w lidze. Puchary są ważne na dziś i jutro. Każdy wygrany mecz przybliża nas do rozstawienia w coraz wyższych rundach kolejnych kwalifikacji europejskich pucharów. Jeśli wygramy jeszcze dwa spotkania w LE, może się zdarzyć, że zostaniemy rozstawieni nawet w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.

Skorża był blisko zwolnienia po poprzednim sezonie?

- Bardzo. Rozczarowań było mnóstwo. Nadziei, że w następnym sezonie będzie lepiej, mało. Dlatego rozmawialiśmy ze Słowakiem Weissem. Zdecydowaliśmy jednak, że Skorża zostaje, bo zdobył Puchar Polski i wywalczył trzecie miejsce w lidze. Wsparliśmy go transferami doświadczonych zawodników. Sprowadzenie Kuciaka, Ljuboi i Żewłakowa sprawdziło się. Kręgosłup zespołu stanowią zawodnicy z doświadczeniem, wspiera ich młodzież z Akademii Piłkarskiej.

Zimą będą transfery?

- Nie mamy środków. Ale ostatnie wzmocnienia pokazują, że można pozyskać dobrych piłkarzy bez wielkich kwot na transfery. Mamy listę, ale - gdy w kasie nie ma przysłowiowego miliona euro - to rozglądamy się za zawodnikami, którym za rok czy pół kończy się umowa.

Legia naprawdę chce rozgrywającego Semira Stilicia, któremu w czerwcu kończy się umowa z Lechem?

- Gdyby chciał grać w Legii, widziałbym go na Łazienkowskiej. Wierzę, że niedługo doczekamy się transferów między najlepszymi polskimi klubami. Dotąd właściciele podchodzili do tej kwestii ambicjonalnie i nie chcieli wzmacniać konkurencji. Niedługo nie będzie klubów, w których hojny właściciel daje dziesięć milionów euro rocznie. Zespoły będą musiały same na siebie zarabiać i, jeżeli np. okaże się, że Legia gra w Lidze Mistrzów i potrzebuje zawodnika za 3 miliony euro, który gra w Lechu i nie chce go klub zagraniczny, to do transferu dojdzie.

Legia gra coraz lepiej, pokazała się w Europie. Zimą nie grozi jej rozpad?

- Cieszę się, że piłkarze grają dobrze, a cena za nich rośnie. Zainteresowanie też. Mamy propozycje dla pięciu-sześciu zawodników. Nie rozmontujemy drużyny.

Na sprzedaż, w pierwszej kolejności, są Maciej Rybus i Ariel Borysiuk?

- Niekoniecznie obaj. Nie po to podpisaliśmy z nimi nowe kontrakty i daliśmy od stycznia podwyżkę, żeby ich sprzedawać. W Legii nie ma zwyczaju wpisywania kwoty odstępnego. Nie jesteśmy klubem nastawionym na sprzedaż. Jeśli przyjdzie dobra oferta dla jednego młodego piłkarza, skorzystamy z niej.

A Miroslav Radović, który w Lidze Europejskiej strzela bramki jak na zawołanie?

- Prawdopodobnie to jego najlepszy czas. Gdyby oferta była niesłychanie atrakcyjna, to się zastanowimy.

Niesłychanie atrakcyjna, czyli?

- Zbliżona do rekordu transferowego polskiej ligi. Latem turecki Trabzonspor kupił z Polonii Adriana Mierzejewskiego za 5,25 mln euro. Uważam, że w Legii co roku powinno nastąpić "odświeżenie" zespołu. Mamy szeroką kadrę, w której jest kilku zawodników niezadowolonych, bo nie gra. I chcą odejść. Są i tacy, od których my wymagamy więcej. Chcemy, żeby zimą odeszło dwóch-trzech graczy i tyle samo przyszło.

Legia z jesieni 2010 roku i jesieni 2011 to...

- ...zupełnie inna drużyna.

Piłkarze niemal ci sami.

- W bramce uzyskaliśmy pewność, której brakowało. Kupiony roku temu Chorwat Marijan Antolović będzie zimą drugim bramkarzem lub zostanie wypożyczony. Słowak Duszan Kuciak nie jest gorszy od Janka Muchy i miejsca w bramce szybko nie odda. Michał Żewłakow i Danijel Ljuboja mają roczne umowy. Z Serbem chcieliśmy podpisać dłuższy kontrakt. Ale za sukces uważam nawet roczną umowę. Przekonywaliśmy go do Legii przez wiele miesięcy. Myślał, że to zaściankowy klub i liga. Że w Warszawie jest szaro i buro, a śnieg leży na ulicach przez jedenaście miesięcy. Ciężko go było namówić na przyjazd. W końcu się zgodził, a na pierwsze spotkanie przywiózł ojca. Wszyscy chcieli się przekonać, jak tu jest. Trener Skorża dostał listę kilku napastników i wybrał z niej Serba. Dziś chyba nikt nie żałuje tego transferu.

Są w Legii piłkarze nie na sprzedaż? Na przykład Michał Żyro.

- Nie ma. Oferty leżą od półtora miesiąca. Niektóre nie do końca nas satysfakcjonują albo chcielibyśmy dać szansę wyjazdu najpierw innemu zawodnikowi. Do europejskiego klubu Michał powinien "dojrzeć" w Legii. Na pewno nie będziemy sprzedawać młodzieży za wszelką cenę.