Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Jedenastka zbyt mała dla Legii

- Mam kłopot bogactwa - mówi o kadrze Legii trener Maciej Skorża. Sadza na ławce piłkarzy, którzy nie odstają umiejętnościami i formą od grających w pierwszym składzie. O takim komforcie w poprzednich sezonach trenerzy mogli pomarzyć.
- Mam w zespole 14, może 15 piłkarzy, którzy zasługują na to, by wyjść w pierwszym składzie. To np. Michał Żyro czy Michał Kucharczyk. Również Kuba Rzeźniczak jest w tej grupie. Dziś postanowiłem dać szansę innym - mówił po zwycięstwie nad Lechią (3:0) trener Legii.

Gdy na początku sezonu w pierwszym składzie występowały nastolatki z Akademii Piłkarskiej, traktowano to jako manifest trenera, któremu nie sprowadzono do drużyny piłkarzy na kluczowe pozycje - skrzydłowego czy drugiego napastnika. Szybko się okazało, że najmłodsi nie są najsłabsi i wiele dają drużynie. Żyro, wchodząc z ławki w meczach z Lechem czy Jagiellonią, był najlepszy w zespole. - Nie traktuję ich jak młodzież, tylko jak pełnoprawnych piłkarzy z drużyny. I na tej podstawie wymagam - mówi trener.

Młodzi spełniają wymagania. Rafał Wolski w sobotę zaskakująco znalazł się w pierwszym składzie i strzelił jednego z najładniejszych goli jesieni. We wszystkich rozgrywkach trafiał już cztery razy, choć w lidze, Pucharze Polski i Lidze Europejskiej rozegrał raptem 341 minut.

Komfort Skorży nie wynika jednak wyłącznie z dobrej gry młodzieży. Trener od początku sezonu sadza na ławce Dicksona Choto i Inakiego Astiza - duet wydawałoby się nienaruszalny, bo obaj uchodzą za najlepszych stoperów w lidze. Nie grają, bo lepsi od nich okazali się 35-letni weteran Michał Żewłakow i przesunięty z lewej obrony Marcin Komorowski. Grają tak skutecznie, że warszawiacy nie stracili bramki w lidze od siedmiu meczów.

Podobnie jest na prawej obronie. - Rzeźniczak mógłby z miejsca wskoczyć do jedenastki. Jestem jednak pełen podziwu dla postępów Artura Jędrzejczyka i nagradzam go pozycją w podstawowym składzie - tłumaczy Skorża. Obecna linia obrony całkowicie różni się od tej sprzed roku, choć wszyscy piłkarze, którzy wtedy grali, wciąż są w kadrze.

W wysokiej formie są ci, którzy w poprzednich latach często nie mieścili się na ławce (Jędrzejczyk, Komorowski). Podobnie piłkarze, którzy grali, ale od wielu miesięcy najwyżej przeciętnie. Maciej Rybus jest najlepszym asystentem w lidze. Miroslav Radović strzelił już 12 goli, w tym siedem w Lidze Europy, choć jeszcze nie tak dawno ciułał po dwa-trzy trafienia w sezonie.

Serbski skrzydłowy, oprócz Komorowskiego, jest najbardziej wyrazistym przykładem sukcesu Skorży w zmienianiu piłkarzom pozycji i roli na boisku. Jeszcze rok temu był bliski odejścia z klubu i grał w Młodej Legii. Skorża ze skrzydła przestawił go za napastnika i Radović stał się najskuteczniejszym piłkarzem zespołu. Ale nie tylko jego nauczył wszechstronności.

Skrzydłowi i ofensywni pomocnicy są wystawiani na każdej pozycji w ataku, a w czasie meczu swobodnie wymieniają się pozycjami. Żyro sam siebie nazywa "piłkarzem ofensywnym", bez wskazania na konkretną pozycję. Danijel Ljuboja, choć formalnie jest środkowym napastnikiem, po piłkę biega na oba skrzydła i cofa się blisko środkowej linii.

Dzięki temu nie ma kłopotu, gdy przydarzy się kontuzja. Gdy w meczu z Lechią z powodu urazu musiał zejść z boiska Komorowski, w obronie zastąpił go środkowy pomocnik Ivica Vrdoljak. Chorwacki kapitan na tej pozycji grywał już w zeszłym sezonie. W odwrotnym kierunku podąża wspomniany Astiz. W niedawnym sparingu z ŁKS Łódź zagrał jako defensywny pomocnik. - Próbowałem go tam, bo to za dobry piłkarz, by nie grał. Ale nie mam powodu, by posadzić na ławce któregoś ze stoperów - tłumaczy trener.

Skorża zbudował skład, jaki chciał mieć od początku pracy w Warszawie. - Rywalizacja to najlepszy bodziec do rozwoju. Kiedy widzisz obok kogoś, kto może zająć twoje miejsce, to dajesz z siebie wszystko. Chcę, żeby każdy z piłkarzy miał realną konkurencję w Legii - mówił półtora roku temu. Wtedy sytuację miał złą. Radović, Rybus czy Ariel Borysiuk pogrążali się w przeciętności. Wśród napastników grał ten, który akurat był zdrowy, czyli zwykle jeden. Teraz każdy musi bić się o miejsce w składzie. I każdemu wychodzi to na dobre.

Więcej o: