Sport.pl

Piłka nożna. Żewłakow: chcę zostać w Legii

- Nawet jeśli nie wyeliminujemy Sportingu Lizbona w 1/16 finału Ligi Europejskiej, nikt nie zarzuci nam, że zmarnowaliśmy jesień. W lidze zrobiliśmy mniej, niż powinniśmy, ale sukces lubi cierpliwość i pracę - mówi obrońca Legii
Robert Błoński: Jak wrażenia z polskiej ligi po 12 latach spędzonych za granicą?

Michał Żewłakow: Runda mimo paru wpadek była udana. W lidze i pucharach nie daliśmy plamy, choć zgubiliśmy za dużo punktów. Płaciliśmy za występy w Europie. Gdyby przed sezonem ktoś zaproponował nam pozycję wicelidera z szansami na tytuł i awans do 1/16 Ligi Europejskiej, wzięlibyśmy to w ciemno. Nie mam pełnego wizerunku ligi, bo gram w najlepiej zorganizowanym i wyposażonym, jeśli chodzi o bazę, klubie w Polsce. Ale są zespoły, w których nie skończyły się kłopoty. Poziom nie jest szczególnie wysoki, ale nie ma łatwych meczów. Porażka Legii z Podbeskidziem czy Śląska w Bełchatowie to nie były jedyne wpadki drużyn z czołówki.

Był moment, w którym żałowałeś przyjścia do Legii?

- Ani przez jeden dzień. Moje decyzje, szczególnie pod koniec kariery, są przemyślane. Nawet ubiegłoroczny wyjazd do ligi tureckiej, choć sportowo nieudany, opłacił mi się finansowo. Myślę, że gdybym wcześniej trafił do Legii, to może nie wydarzyłyby się pewne historie, byłbym inaczej postrzegany i moja kariera toczyłaby się bez zarzutów jak wcześniej.

Chodzi o ubiegłoroczne wyrzucenie z reprezentacji za picie wina z Arturem Borucem w samolocie z Kanady do Paryża?

- To jedyna rzecz, którą zaniedbałem. Pobyt w Turcji odbił się na mnie. Brak motywacji destrukcyjnie wpłynął na moje zachowanie. Ale w Legii udowodniłem, że prezentuję niezły poziom. Nie robię sobie nadziei na powrót do kadry, koncentruję się na grze w klubie.

Podobno w szatni Legii koledzy pokładają się ze śmiechu z twoich żartów.

- Atmosferę tam kształtują wyniki. Jest sportowa, przyjacielska i wesoła. Choć bywało w niej cicho jak w grobie.

Starsi zawodnicy musieli prostować młodych?

- Spięcia były, nie jesteśmy idealni. Ale pewne rzeczy oni przeżywają po raz pierwszy i nie można ich karcić. Rozmawiamy, choć tematy nie zawsze są przyjemne, a ton łagodny.

Kiedy przychodziłeś do klubu, oczekiwano od ciebie, że zaangażowanie pokażesz nie tylko na boisku. Miałeś zadbać o atmosferę w szatni. Z tego, co wiem, angażuje się też Danijel Ljuboja.

- Kiedy podpisywał kontrakt, nasłuchałem się o nim wielu nieciekawych historii. Nawet koledzy z reprezentacji Serbii mówili, że jest kontrowersyjny. A można się przyczepić tylko do tego, że na początku grał z kontuzją i nie trenował z drużyną. Wystąpił prawie we wszystkich meczach, miał sporo asyst i goli. Pod każdym względem spisywał się bez zarzutu.

A ty sprostałeś oczekiwaniom?

- Przychodząc, czułem niepokój. Legia to specyficzny wielki klub. Atmosfera jest podobna do tej z Olympiakosu albo Anderlechtu, ale w Polsce ludzie chętniej wytykają błędy, niż chwalą, a jeśli już, to tylko za wyjątkowe dokonania. Udowodniłem, że ci, którzy zaryzykowali, ściągając mnie do Legii, nie popełnili błędu. Gdy porównuję, jak wyglądają wyniki i wizerunek drużyny dzisiaj, a jakie były rok temu o tej porze, bilans jest korzystny.

Zostaniesz w Legii na następny sezon?

- Nie chcę kończyć kariery i zostałbym w Warszawie, ale nie wiem, co na to szefowie klubu. Postaram się sprawić, by przedłużyli kontrakt.

Nie chciałeś być kapitanem?

- Chciałem, żeby młodsi koledzy nie bali się podejść w jakiejkolwiek sprawie. Legia miała kapitana - Ivicę Vrdoljaka.

Młodsi przychodzą się pytać czy się wstydzą? A może sami wszystko wiedzą najlepiej?

- Nie ma z nimi problemów wychowawczych. Choć to zupełnie inna młodzież niż ta sprzed 15 lat. Ja w ich wieku grałem w Polonii, która walczyła, by być jedną z lepszych drużyn w Polsce. Legia taką jest. Młody chłopak, który gra w pucharach, dostaje nieprawdopodobną porcję emocji. Ciężko mu je pohamować i zachowywać się idealnie. Młodzież w Legii, nawet jeśli nie zachowuje się wzorowo, nie przekracza granic rozsądku i rozumu. Poza jednym wypadkiem, który potwierdził tę regułę.

Zrobią kariery?

- Za wcześnie wszyscy się nimi zachłysnęli. Nie ma sensu mówić dziś o reprezentacji, choć jeśli będą się rozwijali tak jak dotąd, to do niej trafią. Na razie rządzi nami euforia, wystarczy spojrzeć, jak spisali się w pucharach. Kosecki, Żyro, Wolski i Łukasik są najbliżej pierwszej drużyny. Górski, Efir i Jagiełło trenują z nami. Potencjał mają duży, liczę, że nie zwariują poza boiskiem. Czasem interweniujemy, szczególnie kiedy ze sobą rozmawiają, żartują czy wymieniają poglądy. Bywa, że któryś powie o słowo za dużo, wtedy trzeba wyjaśnić, że o pewnych sprawach można mówić inaczej. Nie tak drastycznie czy ordynarnie, choć piłkarz nie może być jak ksiądz. Na boisku to ma być pozytywny łobuz.

Kto ma największy potencjał?

- Żyro i Wolski mogą już niedługo tworzyć duet napastników Legii. Żyro ma dobre warunki fizyczne, już dziś ciężko z nim walczyć. Wolski to kapitalnie wyszkolony technicznie cwaniak, nieźle potrafi zakręcić. Potrzeba im stabilizacji, pewności i doświadczenia.

Obecna Legia jest grzeczna czy umie się bawić?

- Napięty terminarz spowodował, że nie było okazji. Ale ciężko byłoby myśleć tylko o treningach i meczach. Wspólne wyjścia cementują zespół. To nie jest kolejny wyjazd na mecz tym samym autokarem. Wszystko trzeba robić na 100 procent. I grać, i bawić się. Tej jesieni meczów było dużo, więc okazji mało.

Także dzięki grze w grupie Ligi Europejskiej.

- W Moskwie byliśmy o krok od odpadnięcia, ale odrobiliśmy dwa gole straty. Dzięki temu w Warszawie znowu zapanowała moda na Legię. W kibicach odżyła wiara. Doczekali się drużyny, która przestała rozczarowywać. Te pół roku dało im tyle przeżyć, ile dwa lata gry w naszej lidze.

To świetny moment dla Legii, żeby pójść dalej: rozwija się akademia, jest zespół, który będzie walczył o mistrzostwo. Warto go wzmocnić, żeby nie zmarnować tych miesięcy.

- Nawet jeśli nie wyeliminujemy Sportingu w 1/16 finału, to nikt nie zarzuci nam, że zmarnowaliśmy jesień. W lidze zrobiliśmy mniej, niż powinniśmy, ale sukces lubi cierpliwość i pracę. Klub rozwija się w dobrym kierunku.

Na razie ma zaległości finansowe.

- Nie spodziewałem się tego, ale jako drużyna okazaliśmy się świadomymi, dojrzałymi ludźmi. Zdaliśmy sobie sprawę, że też musimy coś dać klubowi. Nie chodzi o dwa-trzy gole, tylko wyrozumiałość. Klub był w potrzebie, więc nie komplikowaliśmy sytuacji, nie podejmowaliśmy drastycznych decyzji. Wytrzymaliśmy trudny moment, mimo problemów osiągnęliśmy międzynarodowy sukces, mam nadzieję, że nikt tego nie zapomni.

Wierzysz w wyeliminowanie Sportingu?

- W grupie mieliśmy dwóch średniaków i jednego mocnego przeciwnika, czyli PSV. Holendrzy pokazali nam różnicę, ze średniakami się uporaliśmy. Zobaczymy, czy kolejna konfrontacja z zespołem najwyższej klasy to przeszkoda nie do przejścia.

Jak byłeś przygotowany fizycznie do sezonu?

- Jakby mi odjęto z pięć lat. Trener sam wybierał momenty, w których odpoczywałem. Nie boję się o problemy fizyczne. Każdy musi być świadomy tego, że jeśli ma braki, to ma je nadrobić indywidualnie. A kiedy czuje, że jest przetrenowany - powiedzieć, że jest zmęczony.

Słyszałem, że ostatnio prowadziłeś rozgrzewkę, bo wyjechali asystenci Macieja Skorży. Przygotowujesz się do zawodu trenera?

- Świta mi w głowie, bo prędzej skończę karierę, niż ją rozkręcę. Miałem okazję pomóc trenerowi Skorży, sprawiło mi to przyjemność, czułem, czego potrzeba drużynie, i nikt nie narzekał. Nie wiem, co będę robił za parę lat, ale zastanawiałem się, czy mam predyspozycje, by być trenerem. Doszedłem do wniosku, że jeśli już, to w parze z bratem. Doskonale się uzupełniamy. Marcin jest bardziej opanowany, stonowany, odpowiedzialny, żeby nie powiedzieć: dojrzalszy. Ja mam w sobie więcej odwagi, ryzyka i charyzmy.

Do końca sezonu zostało 13 kolejek. Nie ma miejsca na błąd.

- Naszym celem jest 13 zwycięstw. W dziesięciu ostatnich meczach jesieni straciliśmy jedną bramkę, ale aż dziewięć punktów! Dziś nie wiem, który z rywali będzie najgroźniejszy. Teoretycznie Śląsk, bo ma najwięcej punktów.

Po wielu wygranych meczach Legii przy Łazienkowskiej po boisku szalał z piłką twój syn Kuba. Nie dopytuje się, kiedy wreszcie zespół będzie pierwszy?

- Strasznie się przywiązał do klubu, drużyny. Źle reaguje na nasze remisy i porażki. Zaszczepił w sobie miłość do piłki i Legii. Mam nadzieję, że szybko usłyszy ode mnie: "Kuba, Legia jest liderem". I tak zostanie do końca sezonu.

Więcej o: