Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Skorża: Mój najwspanialszy dzień w życiu

Wykładowca na AWF mówił, że trener może sobie tak wybrać klub jak drzewo ogrodnika. W Legii coraz lepiej się odnajduję, świetnie dogaduję się z zawodnikami, ale w polskich realiach trener rzadko pracuje przez trzy lub więcej sezonów - mówi ?Gazecie? trener Legii. Maciej Skorża opowiada też o sytuacji młodych zawodników w stołecznym klubie.
Dyskutuj z ludźmi, nie z nickami. Nie bądź anonimowy na Facebook.com/Sportpl »

Robert Błoński, Kuba Dybalski: W 17 kolejkach Legia zdobyła o 2 pkt więcej niż w poprzednim sezonie. Ale ocena pracy trenera i zespołu jest o niebo lepsza niż rok temu o tej porze. Zdecydował awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej?

Maciej Skorża: Jesteśmy na drugim miejscu w lidze, osiągnęliśmy sukces w pucharach. Wcześniej chyba tylko Lechowi Franciszka Smudy udało się pogodzić te dwie sprawy. Kiedy w dramatycznych okolicznościach wyeliminowaliśmy Spartaka, wygrywając w Moskwie 3:2 po golu w doliczonym czasie, na lotnisku witał nas tłum kibiców, choć lądowaliśmy w środku nocy. Grupowy mecz w Bukareszcie, wygrany 1:0, sprawił mi największą satysfakcję, bo zagraliśmy świetnie taktycznie. To wzór, do którego powinniśmy dążyć.

Zdarzyły się też porażki ze Śląskiem, Podbeskidziem, Polonią i Koroną oraz remisy z Jagiellonią i Cracovią.

- To irytujące straty, ale wciąż walczymy na trzech frontach. Nie pamiętam, kiedy ostatnio na koniec roku Legia miała o 5 pkt więcej od Lecha i o 6 pkt więcej od Wisły. Gdyby nie puchary, punktów byłoby więcej. Ze Śląskiem przegraliśmy trzy dni po meczu ze Spartakiem i tuż przed rewanżem, w którym nie mogli grać Manu, Radović i Komorowski. Na środku obrony musiałem sprawdzić Dicksona Choto. To był jego jedyny ligowy występ w rundzie. W 55. min zdjąłem go z boiska, bo wiedziałem, że w Moskwie zagra Inaki Astiz. Mecz ze Śląskiem poświęciliśmy, by w Rosji wystawić najmocniejszy skład. Z Eindhoven wróciliśmy w piątek, a już w niedzielę graliśmy derby i po przerwie zabrakło nam sił. Z Koroną przegraliśmy tuż przed rewanżem z Holendrami. W głowach piłkarzy była potyczka z PSV, nie chcieli ryzykować kontuzji. Jednak meczów w pucharach i doświadczenia, które zdobyła drużyna, nie zamieniłbym na punkty w lidze. Czasem brakowało nam cierpliwości i umiejętności do ataku pozycyjnego.

Czego brakuje?

- Przynajmniej jednego zawodnika w ofensywnego. Dwóch byłoby ideałem. Takich, którzy w trudnych momentach potrafiliby utrzymać piłkę i spokojnie rozegrać akcję.

Legia potrzebuje egzekutora, którego będzie można ustawić przed Danijelem Ljuboją?

- Egzekutora, który umie grać kombinacyjnie. To musi być ktoś, kto będzie pasował do naszego stylu. Dziś nasz sposób gry w ataku jest łatwy do rozszyfrowania. Potrzebuję piłkarzy o innej charakterystyce. Przydałby się sprinter do kontr. To będzie szczególnie ważne na wyjazdach - we Wrocławiu, w Lizbonie czy Krakowie.

Jeden szybki zawodnik niedawno odszedł z Legii.

- Oczekiwaliśmy, że Manu - były piłkarz Benfiki - zostanie gwiazdą. Zabrakło mu wyrachowania pod bramką rywali. Gdyby strzelił więcej goli, a okazje miał, jego ocena byłaby inna. Źle znosił rolę rezerwowego, dlatego jest w Chinach. Z zawodników, którzy doszli do Legii półtora roku temu, w klubie zostali tylko Ivica Vrdoljak, Marijan Antolović i Srdja Kneżević, ale tylko pierwszy gra. To pokazuje, jak się wtedy pomyliliśmy przy transferach. Z perspektywy czasu uważam, że chyba zbyt łatwo rozbito drużynę, którą stworzył Jan Urban. Mniej radykalne ruchy byłyby lepsze.

Minionego lata transfery były bardziej udane - doszli Danijel Ljuboja, Michał Żewłakow i Duszan Kuciak. Na jakiej pozycji właściwie gra Serb? Biega wszędzie.

- I w Legii zawsze będzie grał w ten sposób. Po co nam środkowy napastnik? Żeby stał w polu karnym? Tam ktoś musi wbiec w decydującym momencie i strzelić gola. Lepiej mieć dodatkowego człowieka do rozegrania piłki.

Jaka była historia transferu Ljuboi do Legii?

- Marek Jóźwiak i Leszek Miklas przysłali mi listę piłkarzy, których miałem zaopiniować. Jednego pojechałem nawet obejrzeć. Wtedy przyszło zapytanie o Danijela. Jego nazwisko znali wszyscy, ale nikt nie wiedział, jak grał przez ostatnie dwa lata. Obejrzałem kilka meczów i szybko zdałem sobie sprawę, że jest najlepszy ze wszystkich kandydatów. Marek i mój asystent Rafał Janas mają kontakty we Francji, więc zadzwonili do jego byłych trenerów. Ci wystawili mu bardzo dobrą opinię. Mówili, że to świetny piłkarz, który mocno pracuje dla zespołu.

Na ile Serbowie ułatwili Danijelowi wejście do szatni?

- Z tego, co wiem, to gdyby nie rozmowa z Miro, Ljuboja w ogóle by tu nie przyjechał. Początkowo nie był entuzjastycznie nastawiony do gry w Legii. Pomogło to, że spotkał rodaków. Kiedy przyjechał, powiedziałem, jaką rolę widzę dla niego na boisku i w szatni. Świetnie się z zadań wywiązał. Zaskoczył mnie tym, jak bardzo interesuje się taktyką. Analizował grę, przychodził do mnie i pytał o detale. Zawsze miał ciekawe spostrzeżenia.



Nie denerwował się pan, gdy podawał wyłącznie do Radovicia?

- Po każdym meczu uczulałem ich na to. Ale zasługi Serbów są niekwestionowane, jesienią byli główną siłą ofensywną Legii. Wygrali nam mecz w Turcji, strzelili dwa gole Spartakowi w Warszawie, trzy Rapidowi. To, że czasem nie znają umiaru w krótkich podaniach, nie jest mankamentem.

Jaki wpływ na zespół, w porównaniu z Ljuboją, ma Michał Żewłakow?

- To jeden z architektów atmosfery w szatni. Ma łatwość żartowania. Wszystko popiera dobrą grą. Nawet kiedy popełniał błędy, nie traciliśmy goli.

Dlaczego nie został kapitanem?

- Przed sezonem, na zgrupowaniu w Austrii, zorganizowałem wybory. Rok wcześniej wybrałem na kapitana Ivicę. Teraz decydował zespół - głosy liczył Artur Jędrzejczyk. Chorwat wygrał z dużą przewagą.

Jest pan rozczarowany jego formą?

- Początek miał trudny, bo grał z kontuzją. Tłumaczę go bólem. Cały czas jest aktywny i zaangażowany w budowanie dobrej atmosfery w szatni.

Co miało największy wpływ na postęp gry Legii?

- Najpierw mecze z Gaziantepsporem i Spartakiem. Rywale grali szybko, ofensywnie, wymieniali sporo podań. Chcieliśmy robić to samo. Drugi czynnik to Ljuboja. Przekonywał kolegów do takiego sposobu grania i to się przyjęło.

Awans do fazy grupowej skomplikował panu sytuację? Okazało się, że Legia będzie musiała rozegrać o sześć meczów więcej.

- Awans był najwspanialszym dniem w życiu. Nic nie zmieniliśmy w planie treningowym. Gdybyśmy nie wyeliminowali Spartaka, mocniej pracowalibyśmy w trakcie przerw na reprezentację. Liczba meczów nie była problemem. Bardziej martwiliśmy się, co będzie, jeśli kontuzji dozna Danijel czy Miro. Piłkarze Legii najlepiej się czują, grając co trzy dni. Kiedy mieli tydzień przerwy, wyglądało, jakby zgubili formę. Dlatego po przerwach na kadrę organizowałem sparingi.

Czasem dawałem zawodnikom dzień z treningiem alternatywnym. Kto chciał, przychodził do klubu, kto nie chciał, miał wolne. Była grupa, która zawsze trenowała. Kubę Wawrzyniaka wręcz musiałem wyganiać z zajęć. Po czerwcowych meczach kadry z Argentyną i Francją dałem mu o tydzień dłuższy urlop. Trzeciego dnia przyszedł i spytał, czy może już trenować. W sierpniu w środę zagrał z Gruzją, a w piątek miał dwie asysty z Górnikiem.

Ale w przegranym meczu z Podbeskidziem zdjął go pan w przerwie. Nie ma pan pretensji, że popełnia zbyt dużo błędów?

- Jak na obrońcę tej klasy to błędów jest za dużo. Ale Kuba ma ich świadomość. Czasem brakuje mu koncentracji, za późno podejmuje decyzję.

W tym sezonie wymienił pan całą obronę i bramkarza. Rzeźniczaka, Astiza, Choto i Kiełbowicza zastąpili Jędrzejczyk, Żewłakow, Komorowski i Wawrzyniak.

- Na początku przygotowań byłem przekonany, że partnerem Michała na środku będzie Inaki. Kontuzji doznał Dickson, a Marcin wygrał rywalizację i nie oddał miejsca przez całą rundę.

Jakub Rzeźniczak zaczynał sezon jako pierwszy prawy obrońca.

- Gorzej zniósł okres przygotowawczy. Jędrzejczyk to piłkarz, który przez ostatnie pół roku zrobił największy postęp. Kuba przeżywa rolę rezerwowego, to wrażliwy chłopak, ale musi sobie z tym poradzić. Niech walczy na treningach.

To jeden z piłkarzy, którym pozwoliłby pan odejść zimą?

- Wolałbym go zatrzymać, ale jeśli będzie bardzo dobra oferta, klub zgodzi się na transfer.

Odejdzie ktoś z duetu Choto - Astiz?

- Jeśli oferta będzie atrakcyjna...

Druga kluczowa zmiana w trakcie sezonu to bramkarz. Wojciech Skaba zaczął bardzo dobrze, ale w rewanżu ze Spartakiem niespodziewanie zastąpił go Duszan Kuciak.

- Początkowo Słowak nie zrobił na mnie wrażenia. W sparingach to on, a nie Wojtek, wpuszczał gole. Potem jednak przyszedł moment, że Duszan zaczął bardzo dobrze wyglądać na treningach, a Wojtek puścił dwie bramki ze Spartakiem i dwie ze Śląskiem. Uznaliśmy, że to dobry moment, żeby odpoczął. Podstawą decyzji o zmianie była naprawdę wysoka forma Kuciaka. Trener bramkarzy Krzysztof Dowhań też był zwolennikiem zmiany.

Na młodych wychowanków Akademii postawił pan, bo...

- ...bo mi kazano (śmiech). Dostali swoją szansę i ją wykorzystali. W ich wykonaniu to była dziwna runda. Nikt nie pamięta, że na początku sezonu Rafał Wolski był zmieniany nawet w przerwie meczu Młodej Legii. Za to wielkie wrażenie zrobił na mnie w meczu z Rozwojem Katowice w PP. Wszedł i strzelił pięknego gola. Dostał szansę w lidze w Bełchatowie i znów zagrał bardzo dobrze. Michał Żyro nie robił postępów, które powinien. W lidze debiutował w 2009 r., ale w pewnym momencie wydawało się, że nie do końca jest skupiony na treningu i futbolu. Stracił za dużo czasu. Miałem wrażenie, że młodzi zadowalają się tym, że są w szatni Legii, ćwiczą z pierwszą drużyną, czasem usiądą na ławce. Nie widziałem determinacji, by wejść do pierwszego składu. Teraz to się zmieniło, ale wciąż muszą dużo pracować.

Widzi pan w nich pazerność na sukces?

- Jestem zły na to, co się wokół nich dzieje. Strzelili gola, zagrali w paru meczach, a już słyszę: "Żyro odkryciem roku, Wolskiego chcą kluby z Włoch, obaj powinni być w kadrze na Euro 2012". Przecież dopiero spróbowali ligowej piłki, są w przedszkolu ekstraklasy. Wiem, że media i kibice tęsknią za młodymi talentami, ale przed nimi jeszcze wiele pracy.

Młodzi mają charaktery, które pozwolą im zrobić dużą karierę?

- Na razie wydaje mi się, że tak. Na styczniowy obóz na Cypr pojedzie z nami 16-letni Olek Jagiełło. Pamiętam ćwiczenie, w którym skrzydłowy miał dograć albo dryblować. On za każdym razem dryblował. Aż wreszcie Rado krzyknął: "Ej, Messi, my też gramy!".

Do żadnego z młodych nie musiał pan powiedzieć: "Nie idź tą drogą"?

- Dotąd nie było potrzeby. Sprawiają wrażenie skromnych.

Wyobraża sobie pan, że Legia zdobywa tytuł, a Maciej Skorża odchodzi z klubu?

- Na razie nie, ale życie jest pełne niespodzianek. Interesuje mnie ciągłość pracy. Dopiero w drugim sezonie widać jej efekty. W trzecim pewnie byłoby jeszcze lepiej.

Poczuł pan wreszcie komfort pracy?

- Z takimi wynikami wszyscy w szatni czujemy się lepiej. Staram się nie stracić czujności. Dwa nieudane mecze i różnie może być. Nie mam poczucia, że jestem nie do ruszenia. Robię wszystko, żeby broniła mnie dobra gra Legii, a nie pojedyncze mecze.

Widzi się pan w Legii na lata czy wolałby pan zmieniać otoczenie i podejmować nowe wyzwania? 

- Mój wykładowca na AWF mówił, że trener może sobie tak wybrać klub jak drzewo ogrodnika. Świetnie współpracuje mi się z piłkarzami. Coraz lepiej odnajduję się w klubie. Ale w polskiej piłce sytuacje, gdy trener pracuje trzy sezony albo więcej są rzadkie.

T-Mobile Ekstraklasa. A mieli grać w Lechu. Historie niedoszłych transferów »


Więcej o: