Sport.pl

Jaka Legia na Sporting Lizbona?

Za miesiąc Legia Warszawa zagra pierwszy mecz 1/16 finału Ligi Europejskiej ze Sportingiem Lizbona. W klubie po losowaniu nikt nie miał wesołej miny, ale poważnych wzmocnień na razie brak.
Redaktor to dopiero jest kibic! Poznaj nas na profilu Facebook/Sportpl »

Gdyby patrzeć na statystyki i na pensje piłkarzy, to Legia nie ma szans na wyeliminowanie trzeciej drużyny poprzedniego sezonu w Portugalii. Sporting zajmuje w rankingu UEFA 24. miejsce, warszawiacy - dopiero 148. Tylko sprowadzony przed sezonem brazylijski pomocnik Sportingu Elias kosztował ok. 9 mln euro, czyli połowę rocznego budżetu Legii. Trener Domingos Paciencia w ubiegłym roku zagrał z Bragą w finale Ligi Europejskiej, po drodze eliminując Lech Poznań. Ale cała tegoroczna przygoda Legii z pucharami to zwycięstwa z drużynami wyżej notowanymi.

W warszawskim klubie starcie z Portugalczykami potraktowano bardzo poważnie. Na każdym styczniowym meczu Sportingu jest przynajmniej jeden obserwator Legii. Choć runda jesienna skończyła się dla Legii późno, bo ostatni mecz (z Hapoelem w Tel Awiwie) zagrała tydzień przed świętami, to przygotowania rozpoczęto już 5 stycznia. Do końca tygodnia legioniści trenują w cypryjskiej Ayia Napie. Na przełomie stycznia i lutego będą ćwiczyć w tureckiej Antalyi. Zagrają osiem sparingów, a przed pierwszym starciem ze Sportingiem zmierzą się z Wisłą 11 lutego podczas otwarcia Stadionu Narodowego w meczu o Superpuchar.

Pełno pracy mają też dyrektorzy sportowi, choć możliwości dużo mniej. Na zakupy tej zimy nie ma pieniędzy. W zeszłym roku po raz pierwszy, odkąd klub stał się częścią koncernu ITI, nie pożyczono nic od właściciela. Legia sprzedała kilku piłkarzy lub rozwiązała z nimi kontrakty. Chodzi m.in. o pomocników Manu i Moshe Ohayona oraz bramkarza Kostiantyna Machnowskiego. Klub planuje też wypożyczenie lub sprzedanie obrońcy Srdji Kneżevicia. Wszystko to ma spowodować oszczędności na pensjach. Nie zmienia to faktu, że Legia wciąż wysoki kontrakt jest skłonna zaoferować jedynie piłkarzowi, który przyjdzie do niej za darmo.

Najbardziej potrzebny jest dziś napastnik. Przez całą jesień jedynym zdrowym snajperem był Serb Danijel Ljuboja, bo kontuzję leczył jego zmiennik Michal Hubnik. - Chciałbym napastnika lub ofensywnego pomocnika, który da mi większe pole manewru z przodu - mówił już pod koniec poprzedniego sezonu trener Maciej Skorża.

Takiego jednak, miesiąc przed meczem ze Sportingiem, wciąż nie ma. Przez kilka dni testowano 22-letniego napastnika Moussę Traore z Wybrzeża Kości Słoniowej, ale z powodu kontuzji już mu podziękowano. Teraz z drużyną ćwiczy 30-letni Japończyk Daisuke Matsui. To ofensywny pomocnik, który od siedmiu lat gra we Francji, a do tej pory wystąpił 31 razy w reprezentacji, m.in. we wszystkich meczach na ostatnim mundialu. Ale tej jesieni zagrał w Dijon tylko trzy mecze. Nigdy nie strzelał wielu goli i trudno się spodziewać, by w Legii zaczął trafiać w każdym meczu. Teoretycznie można go zatrudnić, bo choć związany kontraktem, to Legia mogłaby pozyskać go za darmo lub za niewielką dopłatą.

Jedynym nowym piłkarzem jest 18-letni defensywny pomocnik Albert Bruce z Ghany, którego wstępnie zakontraktowano już jesienią, ale z podpisaniem właściwej umowy czekano, aż osiągnie pełnoletność.

Skorżę może cieszyć, że żaden z podstawowych piłkarzy na razie nie odszedł. Odrzucono m.in. dwumilionową ofertę z Monaco za Miroslava Radovicia. W Legii powtarzają, że żeby oddać piłkarza, który jesienią strzelił sześć goli w lidze i siedem w europejskich pucharach, musieliby dostać dużo wyższą ofertę.

Niemiec z Kirgistanu. "Mały Eto'o", czyli kogo testuje Legia


Więcej o: