Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Jak Ariel Borysiuk dorastał w Legii

Gdy miał 16 lat zadebiutował w Legii. Gdy miał niespełna 17 lat został najmłodszym strzelcem gola. Jako 19-latek zagrał w reprezentacji Polski, a niedawno został ojcem. Teraz 20-letni Ariel Borysiuk ma zostać podstawowym środkowym pomocnikiem w Bundeslidze.
- Niedawno Ariel przyniósł mi zdjęcie sprzed kilku lat z obozu Legii w Białej Podlaskiej. Był wtedy dzieciakiem i robił sobie z nami pamiątkowe fotografie. Mam z nim takie. Ale już wcześniej bardzo polubiłem chłopaka. Na tym etapie potrzebuje wsparcia. Widzę w nim wielkie możliwości - mówił cztery lata temu Aleksandar Vuković. Legia pojechała wtedy na zimowe zgrupowanie do Hiszpanii, a Jan Urban zabrał z zespołem drobnego 16-latka, który raptem pół roku wcześniej trafił do Młodej Legii z TOP Biała Podlaska, i zaliczył jeden mecz w pierwszej drużynie - spotkanie bez żadnej stawki, w Pucharze Ekstraklasy z ŁKS.

Po czterech latach do niemieckiego Kaiserslautern odchodzi 20-latek, który jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników ekstraklasy. 2 mln euro, które otrzyma za niego Legia wydaje się skromną sumą. Ze świecą można szukać w Europie piłkarza, który w jego wieku, na tej pozycji byłby podstawowym piłkarzem drużyny i bił się w europejskich pucharach. - Myśleliśmy o dwóch piłkarzach ze Szwecji. Są w tym samym wieku, ale nie mogli równać się z Arielem doświadczeniem i dojrzałością w grze - mówi szef skautingu Kaiserslautern.

Vuković, wtedy kapitan Legii, wziął pod swoje skrzydła nastolatka, z którym zresztą przyjaźni się do dziś. Dzięki niemu Borysiuk zaaklimatyzował się w drużynie, która w tamtym sezonie była pogrążona w kłopotach. W pierwszym sezonie jako trener Legii Jan Urban bił się o mistrzostwo (ostatecznie zajął drugie miejsce) i o Puchar Polski (wygrał), borykając się z plagą kontuzji i mając tylko jednego napastnika. Trochę z przymusu musiał korzystać z legijnej młodzieży. A oni rewanżowali się świetną grą. O rok starszy od Borysiuka Maciej Rybus strzelił dwa gole w wygranym 2:1 meczu z Wisłą w lidze. Sam Borysiuk trafiając do siatki Odry Wodzisław okazał się najmłodszym strzelcem gola dla Legii w historii (16 lat, 8 miesięcy, 22 dni), a w lidze młodszy był tylko Włodzimierz Lubański. To było prawdziwe "wejście smoka" do dorosłej piłki, tym bardziej, że Borysiuk nigdy nie strzelał dużo goli. W Legii ma na koncie cztery.

Czym nastoletni defensywny pomocnik, grający na pozycji na której zwykle najlepiej radzą sobie wysokie i ciężkie zakapiory zbliżające się do trzydziestki, wpadł w oko Janowi Urbanowi? I nie tylko jemu, bo Borysiuka wyrywali sobie trenerzy reprezentacji młodzieżowych? Od początku gry w Legii nie bał się zagrań, od których oglądania cierpnie skóra. We wślizgach i walce piszczel w piszczel czasem wręcz brakowało mu wyobraźni, ale nigdy zdecydowania. Już pierwszy poważny mecz w Legii - ćwierćfinał Pucharu Polski z Lechią Gdańsk - skończył w czwartej minucie gdy po takim starciu odniósł niegroźną kontuzję. Kolejni trenerzy na boisku musieli go raczej hamować. - Czasami, gdy przy linii bocznej zrobi wślizg, to aż mną wstrząsa - mówił jakiś czas temu obecny trener Legii Maciej Skorża. W tym sezonie Borysiuk był najczęściej faulującym piłkarzem Legii, obejrzał dziewięć żółtych kartek.

Po pierwszym sezonie, choć nie był nawet pełnoletni, już był traktowany jako podstawowy piłkarz Legii. Z każdym sezonem grał częściej, choć nie zawsze w pierwszym składzie. W pewnym momencie wydawało się jednak, że przestał się rozwijać. Na boisku popełniał te same błędy. Z dystansu strzelał wszędzie tyle, ze nie do bramki. Jan Urban, który nie bał się oceniać swoich piłkarzy bardzo ostro, o Borysiuku miał dobre zdanie nawet gdy drużyna grała słabo. - Jemu po prostu brakuje doświadczenia. Nawet sporo. Ma 18 lat, z nami jest już dwa. Spokojnie. W innych zespołach są zawodnicy, którzy zaczynali nie wiadomo jak dobrze, a w drugim sezonie już tak świetnie nie było - mówił pod koniec 2009 r.

W lutym kolejnego roku Urbana zwolniono. Wiosną z tymczasowym trenerem Stefanem Białasem Legia grała w kratkę niezłe mecze przeplatając słabszymi. Borysiuk w sezonie 2009/10 zagrał w lidze 23 razy, ale tylko cztery razy od pierwszej do ostatniej minuty. Gdy do klubu półtora roku temu przychodził Maciej Skorża, musiał zastanowić się co zrobić z dwoma piłkarzami - Borysiukiem i Rybusem - którzy w powszechnej opinii grali tak, jakby obecność w Legii była szczytem marzeń. - W pewnym momencie dopadł ich kryzys. Najedli się Legią. Z ludzi, którzy łakną gry i chcą być coraz lepsi, zmienili się w zadowolonych z tego, co mają. Dopadła ich stagnacja, która w ich wypadku oznacza regres - wzdychał wtedy Skorża. - W pewnym sensie zatrzymali się w rozwoju, ale nie znaczy to, że w nowym towarzystwie nie będą grali lepiej - oceniał.

Trener im zaufał i się nie zawiódł. Obaj tej jesieni byli podstawowymi piłkarzami jego zespołu. Rybus zaliczył najwięcej asyst w lidze, Borysiuk okazał się jednym z najlepszych defensywnych pomocników w lidze, a sam Skorża przyznawał, ze od niego zaczynał ustawianie składu.

Stało się tak, choć przy okazji zatrudnienia Skorży do Legii sprowadzono Ivicę Vrdoljaka - defensywnego pomocnika, którego trener zrobił kapitanem. Chorwat kosztował 1 mln euro i był najdroższym piłkarzem kupionym do polskiej ligi. "Nowe towarzystwo", o którym mówił Skorża, mogło zamknąć Borysiukowi możliwość gry w pierwszym składzie, ale na boisku trener znalazł miejsce dla obu. W ubiegłym sezonie Borysiuk zagrał w lidze 26 razy z czego większość meczów od pierwszej do ostatniej minuty. Tej jesieni więcej minut na boisku spędzili tylko Danijel Ljuboja, Michał Żewłakow i Jakub Wawrzyniak. W powszechnej opinii Borysiuk grał lepiej niż nierówny w tym sezonie Chorwat.

Jeszcze w poprzednim sezonie zadebiutował w reprezentacji Polski (w listopadzie 2010 r. w meczu z WKS). Do tej pory zagrał w niej trzy razy.

Zaliczył tylko jedną, za to poważną wpadkę. I to nie na boisku, a poza nim. W sierpniu tego roku jeden z tabloidów zrobił Borysiukowi i trzem jego kolegom z zespołu zdjęcia na terenie jednej z warszawskich agencji towarzyskich. Cała czwórka został przyłapana rankiem po powrocie z meczu ze Spartakiem w Moskwie, w klubowych garniturach. Brukowce miały o czym pisać, bo sam piłkarz miał niedługo zostać ojcem. W klubie całą czwórkę ukarano.

Na sportową formę piłkarza to jednak nie wpłynęło. Runda jesienna była jego najlepszą w warszawskim klubie. W Legii zagrał łącznie 132 mecze, choć nie skończył jeszcze 21 lat. - Gra w lidze, ma za sobą występu w europejskich pucharach. Ma 20 lat, a na boisku porusza się jak dojrzały piłkarz - nie może nadziwić się szef skautów Kaiserslautern.

Więcej o: