Sport.pl

Liga Europejska. Legia - Sporting taktycznie. Pressing się opłacił

Niemal perfekcyjna pierwsza połowa i przyzwoita druga dały Legii remis. Wariant trenera Skorży z trójką defensywnych pomocników sprawdził się prawie w stu procentach. O stratach goli zadecydowały indywidualne błędy w kryciu.
Kosztowny pressing

Piłkarzem, który dawał sygnał do tego kiedy i gdzie legioniści mają nacisnąć rywala był Danijel Ljuboja. Wysoki lub średni pressing przynosił gospodarzom najwięcej korzyści w pierwszej połowie.

Lizbończycy nie mieli przez to zbyt wiele miejsca i nie mogli grać swojej ulubionej kombinacyjnej piłki. Gracze Legii świetnie się asekurowali, czasami podwajali krycie rzadko przegrywali pojedynki jeden na jeden, a nawet kiedy tak się działo, przed piłkarzem Sportingu, jak spod ziemi, wyrastał kolejny zawodnik gospodarzy, który odbierał piłkę, spowalniał akcję lub w najgorszym wypadku przerywał ją faulem.

W drugiej części podmęczony zespół Skorży nie funkcjonował już tak dobrze. Momentami powstawała ogromna luka pomiędzy formacjami, ale i w tym boiskowym chaosie Legia potrafiła stworzyć sobie okazję do zdobycia gola (podanie Vrdoljaka do Ljuboji)

Sporting również próbował na Legię "usiąść". Gospodarze lepiej od lizbończyków czuli się na trudnej murawie.

Dużą rolę w ofensywnych poczynaniach Legii odegrał Vrdoljak. Chorwat miał chyba najwięcej przechwytów. Z defensywnych pomocników to on najczęściej cofał się po piłkę w okolice "szesnastki i brał na siebie odpowiedzialność za zawiązywanie akcji próbując dryblingu. Robił to skutecznie, przez co zdobywał teren i Legia miała więcej swobody w wyprowadzaniu ataków.

Świetna współpraca Legii

Za grę w destrukcji trzeba pochwalić całą linię pomocy. Żyro i Rybus w razie potrzeby wspomagali graczy środka pola. I odwrotnie - Rzeźniczak, Vrdoljak i Gol często w walce o piłkę schodzili do bocznych sektorów boiska.

Nieco mniej pracy niż mieli środkowi obrońcy. Działo się tak głównie przez to, że Van Wolfswinkel, w przeciwieństwie do Danijela Ljuboji nie pomagał swoim kolegom w konstruowanie akcji. Palce jednej ręki starczyłyby, aby wyliczyć ile razy wracał sie do środkowej strefy boiska. Zanim piłka do niego dotarła już miał na plecach Komorowskiego lub Żewłakowa.

Wysoko za "swoim" zawodnikiem wychodził Artur Jędrzejczyk. W pierwszej połowie łatwego życia nie miał z nim Izmajłow, w drugiej Polak dał się wprawdzie kilka razy ograć Carillo, ale z większości pojedynków jeden na jeden wychodził zwycięsko. W drugiej połowie wszyscy warszawscy obrońcy mieli jednak problemy z wyprowadzenie akcji i często kończyło się to niepotrzebnymi stratami.

 

Zgubione krycie

Oba zespoły straciły pierwsze bramki po zagraniach z rzutów wolnych. Sporting padł ofiarą sposoby w jaki kryli legionistów we własnym polu karnym. Lizbończycy bronili strefą. Przy golu, gdy Artur Jędrzejczyk zgrywał piłkę głową, w jednym miejscu znalazło się aż trzech zawodników gości. Onyewu, Polga i Rinaudo wpadając na siebie nie mogli skutecznie interweniować.

Za bramkę gości nie można chyba winić Michała Żewłakowa (był zasłonięty przez Insuę). Bardziej na słowa krytyki zasłużył Kuciak, który chyba odważniej powinien wyjść na szósty metr.

 

Trafione zmiany Sa Pinto

Wynik gościom uratowali gracze wprowadzeni z ławki. W Legii dobrą zmianę dał asystujący przy bramce Wolski, ale tego samego nie można powiedzieć już o Koseckim. Młody skrzydłowy Legii był zagubiony, nie potrafił grać bez piłki. Niepotrzebnie schodził do środka zawężając pole gry, co ograniczało jego kolegom rozciągnięcie linii pomocy lizbończyków. Hubnik zagrał krótko, ale to on - na spółkę z Żyrą - dał dograć Pereirze do Andre Santosa, który popisał się pięknym strzałem i ustalił wynik. Za bramkę zdobytą przez Portugalczyka odpowiedzialność ponosi też Jakub Wawrzyniak, który pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji, dzięki czemu Santos miał sporo miejsca na wykończenie akcji.

Wymienność pozycji

Legioniści byli przez dziewięćdziesiąt minut bardzo ruchliwi. Szukali gry i umiejętnie wymieniali się pozycjami wykonując zadaniami w ataku i obronie. Przykładem była akcja, po której padł drugi gol dla gospodarzy. Ljuboja wyciągnął wysoko obrońców Sportingu, a akcję po podaniu Wolskiego wykończył Gol, który dynamicznie wbiegł w pole karne pełniąc rolę snanjpera.

Czy taktyka obrana przez trenera Skorżę na mecz ze Sportingiem sprawdziła się?