Sport.pl

Miroslav Radović: Ból jest "dziwny", ale jest lepiej niż przed tygodniem

- Nie pamiętam kiedy ostatnio tak długo pauzowałem z powodu kontuzji. Teraz kiedy jestem najbardziej potrzebny, nie ma mnie. Ale jakoś sobie z tym poradzimy - mówi pomocnik Legii Miroslav Radović, który w pierwszych wiosennych meczach Legii pauzuje z powodu złamanych żeber. Od piątku jednak już biega dookoła boiska podczas treningów.
Porażka 0:2 z Górnikiem w Zabrzu cię zaskoczyła?

- To było niespodziewane. Jestem zdziwiony, że nie zdobyliśmy nawet jednego punktu. Dobrze byłoby przynajmniej zremisować. Górnik zagrał bardzo dobrze. Tak naprawdę wygrał zasłużenie. Jedziemy dalej. Przed nami dwa naprawdę ważne mecze. Dopiero po nich okaże się, o co w tym sezonie będziemy walczyć.

Jak się czujesz?

- Z żebrami jest coraz lepiej, dochodzę do siebie i niedługo będę zdrowy. Odczuwam taki, jakby to powiedzieć, "dziwny" ból. Ale jest dużo lepiej niż chociażby tydzień temu. Czekam na wyniki rezonansu. Jeśli wszystko będzie w porządku to mam nadzieję, że zagram w Lizbonie.

Na mecz w lizbonie po takiej porażce pojedziecie w nienajlepszych nastrojach...

- W pierwszej połowie meczu w Zabrzu mieliśmy sporo sytuacji do strzelenia gola. Trzeba je wykorzystywać i to musimy poprawić. Jestem pewien, że w Lizbonie zagramy dużo lepiej niż w Zabrzu. Umiemy strzelać gole i przed czwartkowym meczem jestem optymistą.

Czy wpływa na was negatywnie odejście Ariela Borysiuka, Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego?

- To już jest historia. Tak się w piłce dzieje. Całe szczęście że przyszedł Nacho Novo. Liczymy na jego doświadczenie. Na razie krótko z nim rozmawiałem. Na jakieś dłuższe rozmowy przyjdzie czas.

To piłkarz sprowadzony na twoją pozycję...

- No, okaże się, kto i gdzie będzie grał. Życzę mu przede wszystkim, żeby dawał drużynie jak najwięcej.

Dla ciebie to szczególnie trudna sytuacja, że koledzy grają a ty możesz ich oglądać, co najwyżej z trybun.

- Bardzo trudna. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak długo pauzowałem z powodu kontuzji. Tak naprawdę kontuzje zdarzają mi się rzadko. Teraz, kiedy jestem najbardziej potrzebny, nie ma mnie. Ale jakoś sobie z tym poradzimy.

Po meczu ze Sportingiem pożegnacie Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego w jakiś szczególny sposób?

- No, mam nadzieję, że jak się uda przejść Sporting, to przynajmniej postawią jakąś dobrą kolację. W końcu to już majętni piłkarze (śmiech).

Więcej o: