Sport.pl

Liga Europejska. Ivica Vrdoljak: Nie bać się Sportingu

Ze wszystkich drużyn, z którymi graliśmy w Lidze Europejskiej w Warszawie, Sporting pokazał najmniej. W Lizbonie zagra pod presją, a my pokazaliśmy, że potrafimy im strzelić gola - mówi Ivica Vrdoljak
Robert Błoński: Wciąż żal niewykorzystanych okazji i remisu w pierwszym meczu z Portugalczykami?

Ivica Vrdoljak: Żal całego meczu. Powinniśmy osiągnąć lepszy wynik. Michał Żyro i Danijel Ljuboja byli sam na sam z bramkarzem, ale akcje nie skończyły się golami. Zasłużyliśmy na zwycięstwo, co dałoby przewagę przed rewanżem. Nie udało się, ale już raz w Lidze Europejskiej lecieliśmy na ważny mecz po remisie u siebie 2:2 i w Moskwie pokonaliśmy Spartaka 3:2. Rosjanie to zespół przynajmniej na tym samym poziomie, jeśli nie lepszy, co Sporting. Z Lizbony mam nadzieję wracać w podobnie wesołym nastroju jak z Moskwy.

Rundę jesienną miał pan przeciętną, ponoć głównie przez kontuzję pachwiny. Przeciwko Sportingowi i Górnikowi był pan najlepszy na boisku.

- Nic mnie już nie boli, to najważniejsze. Parę tygodni temu jedną nogą byłem na stole operacyjnym, bo nie widziałem innej możliwości, by się wyleczyć. Od kolegów z Bałkanów dowiedziałem się jednak, że w Bośni jest specjalista, który skutecznie potrafi wykurować pachwinę. Bez krojenia, tylko palcami. To była moja ostatnia deska ratunku. Pojechałem, coś poprzestawiał, poprzesuwał i ból przeszedł. Choć sam zabieg był niezwykle bolesny.

Wpływ na moją grę w ostatnich meczach miało również to, że dopiero teraz zacząłem grać na pozycji, na której chciałem występować, odkąd przyszedłem do Legii - jako ostatni defensywny pomocnik, ustawiony przed dwójką środkowych obrońców. Na tej pozycji występowałem przez całą karierę. Wcześniej w tym miejscu grał Ariel Borysiuk, ja byłem ustawiany przed nim.

Nie pasowało to panu?

- Nie o to chodzi, ale przeciwko Cracovii czy PSV grałem ofensywnie i bardzo daleko od swojej bramki. Aż pod Danijelem Ljuboją, a to nie jest moje miejsce na boisku. Nie jestem piłkarzem, który może zrobić dużą różnicę w ofensywie, który potrafi grać tyłem do bramki jak Miro Radović czy Rafał Wolski. Wolę grać z tyłu, wtedy więcej widzę.

Ze Sportingiem Legia zagrała dobrze, ale w Zabrzu słabo i przegrała z Górnikiem 0:2.

- Można powiedzieć, że znowu przez nieskuteczność. Mieliśmy okazje na 1:0, potem na 1:1. Nie chcę jednak mówić, że w Zabrzu zabrakło nam tylko szczęścia. Legia, która walczy o mistrzostwo, musi wygrywać takie mecze. To już za nami, przed nami dwa mecze, od których zależy, o co będziemy walczyć wiosną. Teraz najważniejszy jest Sporting, ale w niedzielę gramy z liderem ekstraklasy - Śląskiem. Mam nadzieję, że pokażemy wszystkim, iż Legia jest dobra właśnie w najtrudniejszym momencie.

W czym upatruje pan szansy na wyeliminowanie Sportingu? 0:0 nie wystarczy.

- I to mnie cieszy. Legia nie umie grać na 0:0, woli atakować. W pierwszym meczu byliśmy lepsi od Sportingu. Moim zdaniem ze wszystkich drużyn, które w Warszawie grały w Lidze Europejskiej, Portugalczycy pokazali na boisku najmniej. Gaziantep potrafił utrzymać się przy piłce, Rapid też, Hapoel prowadził do przerwy, a PSV grał świetnie. A Sporting? Nie mówię, że byli najsłabsi, ale to 2:2 mocno uwiera. Naprawdę nie musimy się ich bać, niewiele pokazali na naszym boisku. Mamy sporo atutów, mam nadzieję, że wykorzystamy je w czwartek. Zobaczymy, jak Sporting zagra u siebie. Będą pod presją, a my pokazaliśmy, że potrafimy im strzelić gola. Liczę, że go nie stracimy.

Jak przyjął pan odejście z Legii trzech piłkarzy z podstawowej jedenastki - Borysiuka, Rybusa i Komorowskiego?

- Duża strata, będzie ich brakowało. Ale taka jest piłkarska rzeczywistość na całym świecie, wszędzie w klubach brakuje pieniędzy. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy już rozmawiać o Kubie Koseckim czy Michale Żyro, którzy ich zastąpią.

Jest pan w Legii drugi sezon. Był moment, że żałował pan przeprowadzki do Warszawy?

- Ani jednego. Czujemy się tu szczęśliwi z żoną i dzieckiem. Chciałbym zostać w Warszawie jak najdłużej. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko mistrzostwa.

Legia gra co trzy dni. To dobrze?

- Dla zawodnika nie ma nic lepszego i przyjemniejszego niż mecz. Pod warunkiem że się wygrywa.

Więcej o: