Sport.pl

Blogerzy po przegranej Legii: "Skorża może być optymistą", "Zabrakło ognia"

- Mogliśmy narobić hałasu na całą Europę. A my co? A my byliśmy... słabsi niż jesienią - pisze autor bloga Czarna eLka. - Słowo klucz na czwartkowy wieczór to ogień. A właściwie jego brak - twierdzi Bohdan Pękacki, piszący na blogu Marek zostaw, Sokół bij.
Jakub Dybalski, Głód piłki: Legia, Sporting i Margaret Thatcher

Trener Skorża po meczu w Lizbonie powiedział, że "siła Legii jest niewystarczająca, by grać w 1/8 finału Ligi Europejskiej" Ma rację i jednocześnie jej nie ma. Taki paradoks logiczno-językowy. Coś jak powiedzieć, że Margaret Thatcher była mężem stanu. Ma, bo mówimy o zespole, który niewiele się zmienił od tego, który rozpoczynał obecny sezon. A gdyby ktokolwiek powiedziałby mi wtedy, że Legia będzie grała choćby w grupie tych rozgrywek, spojrzałbym na niego z politowaniem i nie byłbym odosobniony. Zmieniła się o tyle, że sprzedano z niej Borysiuka, a za chwilę odejdą Rybus i Komorowski. Czyli w ewentualnym meczu w 1/8 finału byłaby to Legia formalnie niemająca szans na grę choćby w fazie grupowej, minus trzech podstawowych piłkarzy. To o czym mówimy? Postawcie w głowie Legię naprzeciwko maszyn z Manchesteru City...

Ale Skorża również racji nie ma, bo okazja do awansu była wyjątkowa, choć dwa miesiące temu, gdy w klubie usłyszano, że rywalem będzie Sporting, załamano ręce. Legia nie była gorsza. Skorża mimo wszystko może być optymistą.

Czarna eLka: Przestrzelony karny

Do zmarnowanej idealnej okazji strzeleckiej trzeba porównać dwumecz Legii ze Sportingiem Lizbona. Zmierzyliśmy się z drużyną lepiej wyszkoloną technicznie, z klubem od nas bogatszym, wyżej sytuowanym w hierarchii światowego futbolu. Na bój z takim rywalem wypadałoby przygotować się jak do... własnego wesela! Wbić się w garniaka, zaklepać kolejkę u fryzjera i zawziąć się żeby za nic, ale to za nic, nie urżnąć się przy stole. Mogliśmy narobić hałasu na całą Europę.

A my co? A my byliśmy... słabsi niż jesienią. Po prostu, normalnie - słabsi. Nie byliśmy sobą. Gdybyśmy byli Legią z jesieni, samolot przylatujący o 5:00 w piątek z Lizbony byłby witany na Okęciu przez rozśpiewany tłum kibiców fetujących awans do kolejnej rundy. Legia nie była tym zespołem, który oglądaliśmy w Gaziantepie czy Bukareszcie. Nie było w nas tej wiary, pasji, determinacji, odwagi. Nie było takiego bodźca, jakim latem stała się obecność Ljuboji i Żewłakowa. Świadomie bądź nie, 'odpuściliśmy' Sporting.

Bohdan Pękacki, Marek zostaw, Sokół bij: Dajcie ognia

Słowo klucz na czwartkowy wieczór to OGIEŃ. A właściwie jego brak. Większość Legii zagrała poprawnie (z wyjątkiem może Żyry i Kuciaka - i wcale nie chodzi o straconego gola, tutaj winy bramkarza nie ma w zasadzie żadnej. Fajna była ta Liga Europejska i pożegnana bez obciachu, śmiem twierdzić, że gdyby zamiast Sportingu trafiłby się Legii taki, powiedzmy, Standard Liege, to też byłoby więcej radości. A do tych gdyby dorzucam jeszcze jedno - gdyby drużynę zamiast osłabiać tuż przed rozgrywkami, na przykład - ot, dziki pomysł - wzmocnić... och, to już w ogóle...

Te osłabienia może i nie są w kontekście Sportingu znaczące - nie zagrał w nich tylko Borysiuk - ale zgasiły legijny ogień, na którym sparzyły się Gaziantepspor, Spartak, Hapoel i Rapid. Pytanie na najbliższe tygodnie o Legię to nie pytanie o to, czy Blanco i Novo dadzą radę, ale czy z tego, co się w Legii ewidentnie tli i żarzy, Skorża będzie w stanie wydmuchać porządny płomień.

Więcej o: