Sport.pl

Portugalczyk w Warszawie. Trener pełen szczęścia

- Przychodzę do klubu o 9 rano, wychodzę o 19. Ale to nie jest praca, to pasja - mówi Goncalo Feio. 21-letni Portugalczyk trenuje dzieci w piłkarskiej akademii Legii.
Feio o piłce i trenowaniu mógłby mówić godzinami. O tym, skąd się wziął pomysł na karierę trenerską - też. Uśmiechnięty chłopak przeprasza za słabą znajomość języka polskiego, choć tej umiejętności mógłby mu pozazdrościć niejeden obcokrajowiec mieszkający w Polsce. Nastolatek z lizbońskiego Belem ciekawie opowiada o tym, jak trafił do Warszawy i jak mu się tutaj pracuje.

Skąd wziął się w Legii? Pracę pomogła mu dostać... mama jego dziewczyny. Skąd wziął się w Warszawie? Przyjechał na studia z Lizbony i tak mu się spodobało, że postanowił tu zostać. Dlaczego jest trenerem? Nie wyszła mu kariera piłkarska. Ale nawet gdy jeszcze grał w piłkę, chodził z notesem na treningi Belenenses. - W życiu właściwie cały czas miałem mnóstwo szczęścia - mówi Goncalo Feio.

Notatki czternastolatka

Szczęśliwie pochodzi z kraju, w którym trenerów ceni się nie mniej niż piłkarzy i jest się od kogo uczyć. Jose Mourinho czy Andre Villas-Boas to dwóch z wielu docenianych tam szkoleniowców. - Z Mourinho spotkałem się po raz pierwszy w szkole. Jakoś tak wyszło, że stanęliśmy na korytarzu. On pewnie tej rozmowy nie pamięta, ale ja - doskonale. Musiałem coś powiedzieć, więc zapytałem, skąd bierze taką pewność siebie. Tylko się uśmiechnął. Więcej powiedział, gdy spytałem, jak się dochodzi do takiego mistrzostwa. Przyznał, że każdy wypracowuje sobie własne metody pracy. Zależą od tego, z kim, ale też gdzie się pracuje - wspomina Feio.

Legijny Portugalczyk nie ma w rodzinie żadnych piłkarskich tradycji. Jako chłopak grał najpierw na podwórku, potem w Belenenses i krótko w Benfice. Był defensywnym pomocnikiem, ale kariery nie zrobił. - Po prostu okazałem się za słaby - mówi z rozbrajającą szczerością.

Już jako czternastolatek zaczął robić notatki z treningów i meczów. - Teraz boję się do nich zaglądać - mówi ze śmiechem. - Ale prawdą jest, że dość szybko bardziej od własnych meczów zaczęły mnie interesować rozgrywki lizbońskich drużyn i treningi Belenenses - mówi. Tam podglądał pracę Jorge Jesusa, obecnego trenera Benfiki. Okazało się, że to nie tylko hobby. Krótko po rozpoczęciu studiów (nauka o sporcie, specjalizacja - trening piłki nożnej) trafił do Benfiki. Klub ogłosił konkurs, nagrodą był staż trenerski w akademii. - Z trzech tysięcy prac wybrano moją. To było 70 stron o tym, jak się zmieniły metody treningowe i gra w ciągu ostatnich 30 lat i co z tego wynika dla szkolenia młodzieży. Początkowo pracowałem z dziećmi w wieku szkolnym, potem byłem asystentem w zespole do lat 15 - opowiada Feio.

Poza pracą w klubie i studiami jeździł po Europie. - Trzy miesiące spędziłem na stażu w Romie. Tam było łatwiej, bo mam we Włoszech rodzinę. Gdy pojechałem do Londynu na staż do Arsenalu, jednocześnie pracowałem w księgarni. Dwa miesiące to dom, księgarnia, treningi. Na nic innego nie miałem czasu, ale nie żałuję. Gdy rano wstaję i wychodzę do pracy, to traktuję to jak pasję, a nie obowiązek - mówi.

"Sen o Warszawie" z YouTube'a

- Do Polski przyjechałem, żeby zobaczyć coś nowego. To niezbędne, żeby się rozwijać. Moja uczelnia współpracuje z AWF. Przyjechałem tylko na pół roku. Języka nie znałem, ale poznałem tu dziewczynę - mówi Feio.

Same studia to byłoby dla niego za mało. Dlaczego nie spróbować dostać się na staż do Legii? Za pierwszym razem do Jacka Mazurka, szefa Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa, zadzwoniła... mama jego dziewczyny. - Pomogła mi, bo wtedy mówiłem parę słów po polsku. Po pół roku, gdy trzeba było przedłużyć stypendium i staż w klubie, rozmawiałem już sam - wspomina. - Również dlatego, że rozstałem się z tą dziewczyną.

Zaczął od treningów z siedmiolatkami. Po kilku miesiącach zwolniło się miejsce w roczniku 2002 i został samodzielnym trenerem. Jednocześnie pomaga Tomaszowi Sokołowskiemu w pracy z piętnastolatkami.

- Żeby gdzieś pracować, trzeba poznać kulturę, historię, środowisko, wszystko, co jest związane z tym miejscem. Kiedy przyjechałem, zacząłem z YouTube'a uczyć się "Snu o Warszawie", żeby móc śpiewać na meczach. Początkowo tylko nuciłem. Jeszcze w Portugalii, gdy byłem chłopakiem, przeczytałem trzy wielkie tomy historii FC Porto, Benfiki i Sportingu. To niezbędne, żeby dobrze wykonywać tę pracę - opowiada Feio.

W Legii mu się spodobało. - To w Polsce taki klub jak Benfica w Portugalii. Kiedyś, gdy włączałem komputer, moją stroną startową był serwis Benfiki. Teraz to jest serwis Legii. Dopiero potem sprawdzam, co się dzieje w Portugalii - mówi trener.

Ostatecznie tak porozumiał się z uczelnią w Lizbonie, że może skończyć studia, jednocześnie pracując w Warszawie. Czasem tylko nachodzą go wątpliwości. - Rodzice zostali w Lizbonie, oboje są na emeryturze i czasami zastanawiam się, czy nie jestem samolubny, że mieszkam tak daleko. Początkowo dziwili się, że chcę tu zostać. Ale odwiedzili mnie i teraz największym kibicem Legii w całej Lizbonie jest mój tata.

Jak reprezentować Legię

Jak sam mówi: trener to ktoś, do kogo zawsze mogą się zwrócić z jakimś problemem. Z rodzicami trenowanych chłopców też się dogaduje. - Nigdy nie miałem problemów z takimi, którzy np. krzyczeliby na dzieci w czasie meczów. Oni zdają sobie sprawę, że w ten sposób odbieraliby im przyjemność z gry - mówi.

- Dla dzieci, które trenują w Legii, to też jest pasja. Czasami sam jestem zaskoczony, z jak szczegółowymi pytaniami się do mnie zwracają. Ktoś w czasie El Clasico zauważył, że Marcelo, stojąc naprzeciwko Pedro, miał ręce schowane za plecami. I pyta mnie: dlaczego. Ktoś inny dopytywał się, dlaczego Van Persiemu podczas jednego z meczów zaliczono gola, chociaż był na spalonym - przypomina.

Przyznaje jednak, że w tak młodym wieku wyniki i rywalizacja mają drugorzędne znaczenie. - Treningi to w pierwszej kolejności wychowanie. Nawet jeśli taki chłopak nie będzie w przyszłości piłkarzem, to ważne, żeby był dobrym człowiekiem. Tego nauczy się na boisku. Odpowiedzialności, współpracy w grupie.

W przyszłości chciałby spróbować swoich sił w pracy z dorosłymi piłkarzami. Jeśli się nie uda, to, jak mówi, nie będzie tragedii. Jeśli wciąż będzie pracował z młodzieżą i będzie robił to dobrze, będzie spełniony. Ale znając jego szczęście, pewnie się uda.

Więcej o: