Skąd wziął się w Legii utalentowany Wolski?

- Nie wyglądam na zabijakę, ale nadrabiam sprytem, szybkością i techniką. Siła to nie wszystko - mówi 20-letni rozgrywający Legii Rafał Wolski, który opowiada o początkach swojej kariery.
O Wolskim zrobiło się głośno w listopadzie, gdy piętą ograł obrońcę Lechii Gdańsk i strzelił z kilkunastu metrów pięknego gola w okienko. - Złapaliśmy się za głowy - mówił po tamtym meczu Michał Żyro, a kapitan Ivica Vrdoljak uklęknął i wykonał gest, jakby czyścił młodszemu koledze buty. - Pamiętam ten obrazek. Niesamowite przeżycie - wspomina Wolski. - Ivica jest dla mnie boiskowym ojcem. Dobrze się dogadujemy. Takich goli jak ten z Lechią na co dzień się nie strzela - dodaje rozgrywający, ale zaznacza, że najmilej wspomina mimo wszystko pierwszą bramkę w Ekstraklasie zdobytą z Widzewem, choć tak efektowna nie była.

Wolscy - rodzina piłkarska

Wolski dla Legii zdobył już pięć bramek, w tym trzy w lidze. Choć konkurencja w pomocy jest duża, piłkarz coraz częściej gra w pierwszej jedenastce. Skąd się wziął w Legii?

Pochodzi z mazowieckiego Głowaczowa. Od dziecka było wiadomo, że zostanie piłkarzem, bo w rodzinie piłkę kopali wszyscy. - Dziadek był bramkarzem w Głowaczowie. Tata grał w Marymoncie, gdy studiował na warszawskim AWF, a później, gdy trafił do wojska, trenował w Legii. Młodszy brat Paweł jest obrońcą w Młodej Legii. Starszy wziął się za naukę, studiuje na Politechnice i gra na bramce w drużynie akademickiej - opowiada "Gazecie" piłkarz. I śmieje się, że w rodzinie Wolskich nigdy nie było problemu z rozegraniem meczu. - Mieliśmy koło domu takie małe boisko, sami zrobiliśmy bramkę. Ktoś strzelał, ktoś bronił. Gdy mój starszy brat nie mógł, na zmianę z młodszym staliśmy w bramce.

Rafał zaczął trenować, gdy miał dziewięć, w Jastrzębiu Głowaczów, gdzie jego ojciec był trenerem. Trudno było zebrać drużynę rówieśników, więc grał z chłopcami dwa lata starszymi. - Jeździliśmy na turnieje halowe, po pięciu-sześciu w drużynie. Zwykle udawało mi się przywieźć jakieś trofeum. A to najlepszy piłkarz, a to król strzelców - wspomina Wolski, który dzięki świetnym występom szybko trafił do reprezentacji Mazowsza. Nie grał w pierwszym składzie, ale trenerzy często wystawiali go jako "jokera". - Nie miałem zbyt dobrych warunków fizycznych, ale gdy trzeba było wejść w drugiej połowie i strzelić gola, często mi się udawało - podkreśla.

- Trenował mnie tata, ale nigdy nie miałem taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie, to ja miałem dawać innym przykład.



Legia zamiast Piaseczna

Legia zauważyła go, gdy miał 15 lat, i zaproponowała transfer. - Pamiętam rozmowę z tatą Rafała. Siedzieliśmy kilka godzin. Przekonywaliśmy, że będzie miał szansę na rozwój sportowy, że nie zaniedba szkoły - wspomina Jacek Mazurek, szef akademii Legii. - Rozmawialiśmy z tatą i doszliśmy do wniosku, że to jeszcze nie jest dobry moment. Legia w moim roczniku miała wyrównany skład, nie było pewne, czy będę grał regularnie - wspomina Wolski.

Legia o nim nie zapomniała, co pół roku zapraszała na treningi w akademii. Mało jednak brakowało, by zamiast na Łazienkowską trafił do KS Piaseczno. Wolski wspomina, że warszawski klub polował wtedy przede wszystkim na juniorów z reprezentacji Polski, a on w kadrze nie grał.

- W KS Piaseczno było kilku fajnych piłkarzy, ale dowiedzieliśmy się, że chcą odejść. Znów usiedliśmy z tatą i zaczęliśmy się zastanawiać, czy Piaseczno będzie lepszym klubem niż Głowaczów. Tata zadzwonił wtedy do trenera Mazurka i spytał się, czy mogę przyjechać na testy do Legii. Przyjechałem, trenerzy powiedzieli, że chętnie przyjrzą mi się na obozie. Wypadłem na tyle dobrze, że w końcu zostałem. Nie bałem się zmiany otoczenia ani szkoły, tym bardziej że nigdy nie miałem w niej problemów. Bardziej obawiałem się, że nie będę grał tak często jak wcześniej, bo rywalizowałem z najlepszymi młodymi piłkarzami z całej Polski - opowiada Wolski, który trafił do Legii w sezonie 2008/09.

Poradził sobie doskonale. Trafił do utalentowanego zespołu z Michałem Żyrą, Jakubem Szumskim, Dominikiem Furmanem i Michałem Efirem. Wszyscy grają albo niedługo mogą zagrać w pierwszym zespole.

Nie stracić szybkości

Na trening pierwszej drużyny Wolski po raz pierwszy został zaproszony dwa lata temu. Na debiut musiał jednak poczekać aż do wiosny 2011 r. W marcu zagrał kilkanaście minut w ćwierćfinale Pucharu Polski z Ruchem. Kilka dni później zadebiutował w ekstraklasie w derbach Warszawy z Polonią. Do końca sezonu wystąpił w sześciu meczach (w czterech w lidze). Ale obecny zaczął jako rezerwowy. - Latem odeszło kilku pomocników, więc myślałem, że jeśli wcześniej łapałem się do składu, to teraz tym bardziej. Okazało się jednak, że walka trwa cały czas. W dodatku miałem kilka urazów i nie trenowałem przez cały okres przygotowawczy - mówi Wolski, który po raz pierwszy zagrał dopiero pod koniec września w Pucharze Polski i strzelił rezerwom Rozwoju Katowice pierwszego w karierze gola dla Legii. Miesiąc później trafił w meczach z Widzewem - w lidze i w Pucharze Polski.

Jest jednym z piłkarzy, który najbardziej zyskał na tym, że Maciej Skorża jesienią stawiał na młodzież. - Gdy ktoś nie przykłada się do treningu, od razu to zauważa. Często mówi, że młodzi piłkarze powinni się mobilizować dwa razy mocniej niż starsi. Zwraca uwagę na detale i często powtarza, że szczegół może zadecydować o wyniku i przez głupie błędy można przegrać mistrzostwo - mówi o Skorży.

- W Młodej Legii gra się z rówieśnikami. To przypomina trochę piłkę juniorską. W ekstraklasie gra się dużo bardziej fizycznie. Różnica jest bardzo duża - ocenia. Właśnie masy mięśniowej najbardziej brakuje ważącemu niecałe 70 kg piłkarzowi. - Zawsze był mikry i delikatny, ale wiele potrafił. Na małych boiskach, w turniejach halowych, jego umiejętności robiły różnicę - ocenia go Mazurek.

- Nadrabiam techniką i szybkością. Siła to nie wszystko. Gdy nabiera się mięśni, traci się szybkość, a tego bym nie chciał - mówi Wolski.

- Wiosna będzie należeć do młodych - powiedział niedawno trener reprezentacji Polski Franciszek Smuda. - Będę czekał na wybuch formy Wolskiego, Żyry i Rybusa. Oni zdają sobie z tego sprawę i z pewnością zrobią wszystko, by zagrać na Euro - dodał. - Powołanie do reprezentacji byłoby spełnieniem marzeń - mówi Wolski. - Najważniejszy jest jednak najbliższy mecz z Podbeskidziem, potem derby z Polonią. O tym, co potem, na razie nie myślę.