Jak pół roku temu tłumaczono porażkę z Podbeskidziem

- Tam w ogóle nie było mowy o jakimkolwiek pomyśle na grę. Nie było realizacji przedmeczowych założeń. To był mecz fatalny pod każdym względem. O przetestowaniu czegokolwiek nie mogło być mowy - mówił po przegranym we wrześniu meczu z bielszczanami trener Legii Maciej Skorża. Przy Łazienkowskiej jego zespół przegrał 1:2.
Porażka z Podbeskidziem była kompletnym zaskoczeniem. Legioniści przegrali z drużyną, która w poprzednich pięciu kolejkach zdobyła zaledwie trzy punkty, nie strzeliła ani jednego gola na wyjeździe, a w Bełchatowie przegrała z GKS 0:6, co jest największym pogromem w ekstraklasie w tym sezonie.

- Przegraliśmy mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. Skoro mamy ambicję walczyć o mistrzostwo Polski, naszym obowiązkiem było zwycięstwo - złościł się po meczu trener Maciej Skorża. - W pierwszej połowie zabrakło nam determinacji. Straciliśmy gole z powodu gapiostwa, braku czujności i złego ustawienia obrony. Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla gry swojej drużyny. Jestem wściekły i na zespół, i na siebie. Popełniłem błąd, wystawiając Kubę Wawrzyniaka, powinienem dać mu odpocząć. Nie mam do niego pretensji, ale nie wyglądał dobrze fizycznie. Potrzebowałem bocznego obrońcy mającego siłę grać ofensywnie - tłumaczył.

Legia miała dużą przewagę w posiadaniu piłki. Strzelała na bramkę rywali 11 razy (Podbeskidzie 5, z czego trzy razy celnie), ale ogromnie się męczyła, by przebić się przez głęboko cofniętą obronę rywali. Goście wykorzystali rzut wolny, po którym gola strzelił debiutujący w ekstraklasie Tomasz Górkiewicz (24. minuta). Wcześniej kontrę zmarnował Sylwester Patejuk, ale tuż przed przerwą strzelił przewrotką, wykorzystując tym razem rzut z autu na wysokości pola karnego. Więcej okazji na gola nie mieli. Legioniści w pierwszej połowie marnowali świetne okazje do zdobycia bramki. Trafił tuż po przerwie Ivica Vrdoljak, ale na strzelenie kolejnych goli zabrakło pomysłu.

- Taki blamaż Legii nie przystoi - mówił Skorża. - Ewidentnie zlekceważyliśmy przeciwnika. Grając tak, przegrywa się ze słabszymi drużynami niż Podbeskidzie - dodawał.

Za to wniebowzięty był trener Podbeskidzia Robert Kasperczyk. - Gdybym powiedział, że jestem zadowolony, to bym skłamał. Jestem szczęśliwy - powiedział po meczu. - Chcieliśmy zneutralizować Ljuboję i Radovicia. Strzeliliśmy bramkę, potem drugą przed przerwą i wygraliśmy. Pewnie długo tego wyniku nie powtórzy żaden zespół gości przy Łazienkowskiej. Mówię szczerze: nie wierzyłem, że pierwsze zwycięstwo w ekstraklasie odniesiemy przy Łazienkowskiej. Myślałem, że odniesiemy je wcześniej.

Danijel Ljuboja: » W Warszawie odżyłem