Legia gra z Podbeskidziem, czyli zatrzymać Patejuka

Mankamentem Podbeskidzia jest słabe radzenie sobie z pressingiem rywala, dlatego dla Legii atakowanie przeciwnika już na jego połowie wydaje się obowiązkiem - wynika z obserwacji Warszawa.sport.pl. Mecz Podbeskidzie - Legia rozpocznie się o 15.45. Transmisja w Canal+ Sport i Polsat Futbol HD. Relacja na żywo na Warszawa.sport.pl.
Przed piłkarzami Macieja Skorży, o czym zresztą mówi sam trener, chyba najtrudniejszy mecz wyjazdowy w tej rundzie. Jak gra Podbeskidzie?

Reakcja prawidłowa

Beniaminka na ziemię sprowadziły dwa pierwsze ligowe mecze, ale twarde lądowanie było tylko impulsem do odmiany zespołu. Uratowany cudem punkt z Jagiellonią (2:2) i bolesna porażka w Bełchatowie (0:6) zmusiły trenera Roberta Kasperczyka do zmian. Otwarty, radosny futbol, który cieszył publiczność w pucharowych potyczkach z Wisłą czy Lechem, ustąpił miejsca ostrożnej grze i szukaniu nowych rozwiązań bronienia dostępu do własnej bramki. Efekt był natychmiastowy - wyłączając dwie pierwsze kolejki to Legia i Podbeskidzie straciły najmniej bramek w lidze.

Szkoleniowiec Podbeskidzia zrezygnował z gry dwoma napastnikami na rzecz wzmocnienia środkowej linii boiska dodatkowym defensywnym pomocnikiem. Podbeskidzie stało się zespołem mało widowiskowym, ale za to efektywnym. Teraz sprawia wrażenie drużyny, której głównym celem jest zachowanie czystego konta, a wbitego rywalom gola traktuje jako dodatek. To skuteczne rozwiązanie - aż sześć z ośmiu zwycięstw bielszczan kończyło się wynikiem 1:0.

"Górale" rzadko stosują wysoki pressing. Rywala agresywniej atakują dopiero w środkowej strefie boiska. Po przejęciu piłki pod bramkę przeciwnika przenoszą się w sile kilku zawodników. Większości kontrataków sunie skrzydłami, a ich motorem napędowym są dobrze wyszkolenie technicznie Sylwester Patejuk i Sebastian Ziajka. Ten pierwszy "przedstawił się" piłkarskiej Polsce świetnym występem w jesiennym meczu przy Łazienkowskiej. W kreowaniu ataku pozycyjnego większa odpowiedzialność spada na Izraelczyka Lirana Cohena.

Zagrać jak Korona

Wszyscy trzej nie radzą sobie jednak tak dobrze, jeśli na boisku nie mają zbyt wiele miejsca. Mankamenty ekipy Kasperczyka obnażyła w poprzedniej kolejce Korona, która zwyciężyła u siebie 2:0. Swoją agresywną grą kielczanie kompletnie rywala zdominowali. Pomocnicy Podbeskidzia, często zmuszani grać tyłem do bramki przeciwnika, w ogóle nie radzili sobie w ataku pozycyjnym. Patejuka z gry wyłączył Kamil Kuzera - nominalny obrońca, który nie po raz pierwszy w sezonie został ustawiony w linii pomocy.

Trudno przypuszczać, aby Skorża zalecał indywidualne krycie gracza Podbeskidzia, bo ten jest bardzo ruchliwy i często zmienia pozycję. Bardziej można spodziewać się, że boczni obrońcy warszawskiego zespołu będą wychodzić za Patejukiem wysoko, aby uniemożliwić mu swobodne przyjęcie piłki. Taki wariant widzieliśmy chociażby w meczu ze Sportingiem, kiedy za Izmajłowem czy Carillo, Jędrzejczyk wędrował aż w okolice koła środkowego. Wawrzyniak i Jędrzejczyk dodatkowo będą mogli jak zwykle liczyć na wsparcie, któregoś z defensywnych pomocników.

A tych Skorża wystawi dwóch. Pewne miejsce w składzie wydaje się mieć tylko Jakub Rzeźniczak - najmniej kreatywny, ale najlepiej rozumiejący się z linią obrony gracz Legii na tej pozycji. Podbeskidzie zagęści środek boiska i nastawi się na kontry. Przez to Rzeźniczak, podobnie jak w meczu z ŁKS, często będzie musiał wcielać się w rolę rozgrywającego. W przeciwieństwie do Janusza Gola nie czuje się w niej najlepiej. Ale nie traci też tak dużo piłek, a tego legioniści będą musieli w Bielsku się ustrzegać. Dlatego Skorża ustawi obok Rzeźniczaka najprawdopodobniej Ivicę Vrdoljaka.

Naciskać, naciskać, naciskać

Mankamentem Podbeskidzia jest słabe radzenie sobie z pressingiem rywala. Oprócz wspomnianej trójki, zawodników dobrze wyszkolonych technicznie jest jak na lekarstwo. Dlatego Legii atakowanie przeciwnika już na jego połowie będzie obowiązkiem.

Słabym punktem Podbeskidzia jest również obrona przy stałych fragmentach gry. Na początku sezonu ten element był wręcz największa zmorą beniaminka. W trakcie rundy udało się błędy wyeliminować, ale z Koroną bielszczanie znów stracili gola (już siódmego w sezonie) po rzucie rożnym.