Legia bliżej finału Pucharu Polski

W pierwszym meczu półfinału drużyna Macieja Skorży wygrała z Arką w Gdyni 2:1. Jeśli nie straci przewagi w rewanżu, w finale zmierzy się prawdopodobnie z Ruchem. W sobotę zagra z chorzowianami mecz, który może zdecydować o mistrzostwie
Jeśli mecz z pierwszoligowcem miał być dla lidera ekstraklasy próbą generalną przed sobotnim szlagierem z wiceliderem, to najlepszą wiadomością dla trenera Legii jest powrót do formy Michała Żyry oraz gol serbskiego napastnika Danijela Ljuboji, który trafił do siatki pierwszy raz od 39 dni.

Niespełna 20-letni Żyro jesienią grał dobrze, ale ostatnio słabo. W Gdyni imponował szybkością, dynamiką i przebojowością. Wygrywał indywidualne pojedynki, zmuszał rywali do fauli, nie tracił piłki, był aktywny pod bramką gospodarzy. W pierwszej połowie to z jego strony gdynianom groziło największe niebezpieczeństwo, choć ofensywny kwartet Legii uzupełniali bardziej doświadczeni i starsi Miroslav Radović oraz Nacho Novo i Ismael Blanco.

O dwóch ostatnich trener Skorża mówił, że "pożytek z nich będziemy mieli w kwietniu, gdy nadejdą decydujące mecze ligowe i pucharowe". Po akcji sprowadzonych w lutym Hiszpana i Argentyńczyka padł wyrównujący gol dla Legii. Novo podał do Blanco w pole karne, a ten został sfaulowany i za chwilę pewnie wykorzystał "jedenastkę". Do tego faulujący Blanco kapitan Arki Sławomir Mazurkiewicz dostał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska - pierwszą kartkę dostał po rzekomym faulu na Żyro. Powtórki pokazały, że przewinienia nie było.

Mazurkiewicz przekonał się, jak krótka jest droga do piekła - dwadzieścia minut wcześniej zdobył kapitalną bramkę po strzale zza pola karnego. Mógł się cieszyć ze wszystkich sił, bo trener Skorża wystawił niemal najmocniejszą defensywę, jaką miał. W bramce, po raz pierwszy w tej edycji PP, stanął Duszan Kuciak - wcześniej bronił Wojciech Skaba. Słowak nie miał szans przy strzale Mazurkiewicza, a później interweniował rzadko, ale pewnie.

Na lewą obronę wrócił Tomasz Kiełbowicz, który w tym sezonie w ligowym meczu jedyny raz na tej pozycji wystąpił w 11. kolejce - z Widzewem. 36-letni weteran Legii przegrał rywalizację z Jakubem Wawrzyniakiem i koszulkę z elką zakładał głównie w PP. Jednak wobec gigantycznych kłopotów przed meczem z Ruchem - za kartki wypadli prawi obrońcy Jakub Rzeźniczak i Artur Jędrzejczyk oraz środkowy pomocnik Janusz Gol - Kiełbowicz ma wyjść w sobotę w pierwszej jedenastce. Potrzebuje ogrania i meczowego rytmu, dlatego wczoraj grał 90 minut. Kiedyś miał wiele asyst, bo niemal perfekcyjnie wykonywał rzuty rożne, a z wolnych potrafił zdobywać bramki.

W środę przypomniał sobie o tym w 74. min, gdy kapitalnie dośrodkował na głowę Ljuboi. To drugi w tej rundzie gol dla Legii po stałym fragmencie. Po odejściu Macieja Rybusa, dośrodkowania Radovicia czy Rafała Wolskiego ze stałych fragmentów nie były zagrożeniem dla rywali. Kopnięcia Kiełbowicza ze stojącej piłki mogą być jednym z atutów Legii w starciu z Ruchem. Zespół Skorży musi ich szukać jak najwięcej, bo w Gdyni znowu nie pokazał solidnej, mistrzowskiej formy.

Za mało było gry kombinacyjnej, krótkich podań, dośrodkowań z bocznych sektorów boiska. Z przewagi jednego zawodnika nie wyniknęło oblężenie bramki I-ligowca, który i tak grał z Legią osłabiony brakiem kilku podstawowych piłkarzy (kontuzje i kartki). Nie było strzałów po których bramkarza Arki miałby szansę zostać bohaterem. Legia wciąż ma problemy ze skutecznością - średnia z czterech ostatnich występów to ledwie pół gola na mecz.

Pod koniec spotkania, na prawą obronę, wszedł Jakub Wawrzyniak, który na tej pozycji zagra również w sobotę. Po faulu na nim padł zwycięski gol dla Legii. Za tydzień rewanż w Warszawie, ale kierownik warszawskiego klubu już może robić rezerwację hotelu na 23 kwietnia gdzieś w okolicach Kielc. Dzień później zespół Skorży powinien stanąć przed szansą zdobycia drugiego z rzędu, a 15. w historii Pucharu Polski.

Czy w drodze po pierwszy od 1995 r. dublet jej najgroźniejszym rywalem okaże się Ruch, który w pierwszym półfinale pokonał Wisłę Kraków 3:1?

571 - minut czekał na gola Danijel Ljuboja

Tak relacjonowaliśmy mecz Arka - Legia »