T-Mobile Ekstraklasa. Ciułacz-przeszkadzacz, czyli dlaczego Legia idzie na mistrza?

Po zwycięstwie w hicie 25. kolejki z Ruchem Chorzów (2:0) piłkarze Legii mają trzy punkty przewagi nad drugim w tabeli Śląskiem Wrocław. Trzy z pięciu ostatnich spotkań lider rozegra u siebie. Czy tytuł mistrza Polski dla Legii - pierwszy od 2006 roku - jest przesądzony?
Większość jest zgodna, że tylko cud może strącić warszawiaków ze szczytu. Wskazują też, co decyduje o skuteczności drużyny Macieja Skorży.

Andrzej Juskowiak:

Wszystko wskazuje na to, że Legia będzie mistrzem. Tym bardziej że inne drużyny zachowują się tak, jakby nie chciały tytułu.

Kluczem do sukcesu Legii jest świetne ustawianie się, zwłaszcza w środku pola, gdzie nie pozwala rozwinąć się rywalowi. Tak właśnie zaprezentowała się w hicie z Ruchem, gdzie sześciu, nawet ośmiu graczy niszczyło akcje chorzowian w zarodku. Po tym popisowym meczu wiemy, dlaczego w 17 spotkaniach legioniści nie stracili gola. Dobra organizacja to jedno, ale ważna jest też duża wartość ławki rezerwowych. Zwłaszcza ci najmłodsi wnoszą znacznie więcej do gry niż doświadczeni Nacho Novo czy Ismael Blanco. Gole Wolskiego albo decydują o zwycięstwach, albo jako pierwszy trafia on do bramki rywala. To naprawdę wielkie szczęście mieć takich zmienników, zwłaszcza przy obniżce formy Ljuboi i Radovia na początku rundy.

Formacją, która da Legii tytuł, jest obrona. Mając żelazną defensywę z grającym bezbłędnie bramkarzem i niezwykle doświadczonym Żewłakowem, można przymierzać koronę.

Wojciech Kowalczyk:

Gdybyśmy oglądali wiosną Legię z europejskich pucharów, nie musiałbym odpowiadać na to pytanie, bo tytuł już dawno byłby rozstrzygnięty. A tak poczekajmy jeszcze tydzień, być może wtedy pomówimy już o mistrzostwie Legii.

Już teraz jednak wiadomo, że jeśli zespół z Łazienkowskiej po nie sięgnie, to m.in. dlatego, że jako jedyny z czołówki nie przegrywa - tyle wystarczy na naszą ligę. Legia gra na zero z tyłu, ciuła remisy, od czasu do czasu zwycięży. Nawet jeśli legioniści nie strzelali goli, punkty zbierali. Teraz te remisy okazują się bardzo cenne. Zwłaszcza po słabych meczach, kiedy bohaterami byli bramkarz i jego koledzy z obrony. Kuciak, Żewłakow oraz ofensywni piłkarze Ljuboja, Radović i Rybus to czołowa piątka, która pociągnęła Legię na szczyt. Zwłaszcza ten ostatni, który wyjeżdżał z Polski jako najlepszy asystent w lidze.

Drużyna ma przed sobą dwa łatwe wyjazdy - z nisko notowanymi Lechią i Widzewem. Łatwe, bo ci z dołu jak przegrywali, tak z reguły przegrywają. Groźny może być jeszcze Śląsk, pod warunkiem że poprawi swoją grę w dwóch najbliższych meczach wyjazdowych z Podbeskidziem i Lechią. Ruchu wciąż nie przekreślam, ale wszystko jest w rękach Legii.

Tomasz Łapiński:

Legia zdobędzie mistrzostwo, bo potrafi najlepiej ze wszystkich grać w kryzysie. Jeśli rywale łapią dół formy, jest on głębszy niż legijny. Legioniści umieją uniknąć kłopotów ze względu na swoje umiejętności. To dla mnie najważniejszy powód. Najlepszym potwierdzeniem był mecz z Ruchem, w którym gospodarze wystąpili bez trzech podstawowych piłkarzy.

Kazimierz Węgrzyn:

Jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Legia nie była dla mnie zdecydowanym faworytem. Trochę zmieniłem zdanie po meczu z Ruchem. Ale jeszcze nie jestem przekonany o ich ostatecznym triumfie.

Nie miażdży przeciwników, nie robi wielkich kroków do mistrzostwa. Jeśli sięgnie po tytuł, to dlatego, że szkielet zespołu oparty jest na solidnych zawodnikach - Kuciak, Żewłakow, Ljuboja. W najważniejszych momentach najważniejszych spotkań dają oni wiarę całej drużynie. Ich klasa objawia się w sytuacjach największego stresu, jak przeciwko chorzowianom, kiedy Ljuboja trafił na 2:0. Legioniści nie tracili punktów ze słabszymi zespołami, wygrywali na wyjeździe. Mieli też słabych kontrkandydatów do mistrzostwa - Wisłę, Lecha i Polonię. Te dwa pierwsze zawodziły na tyle, że legionistom było o wiele łatwiej niż innym w poprzednich latach.