Tomasz Jarzębowski: Szkoda, że w Gdyni Legii pomógł sędzia

- Obejrzałem powtórki spornych sytuacji i moim zdaniem nie powinien dyktować karnego. W drugiej połowie graliśmy w dziesiątkę, a mimo to Legia nie oddała celnego strzału z akcji - mówi o pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski pomocnik Arki, a były piłkarz Legii Tomasz Jarzębowski.
W Gdyni Legia wygrała z Arką 2:1 i jest pewniakiem do awansu do finału. - Po porażce w Gdyni jedziemy do Warszawy zagrać dobry mecz. Gdybyśmy wyeliminowali Legię, byłaby to sensacja. W tym roku tylko Sporting Lizbona strzelił jej dwie bramki przy Łazienkowskiej - zauważa Jarzębowski, który w Legii grał w latach 1997-2006 i 2009-10.

- Szkoda, że w Gdyni Legii pomógł sędzia - dodaje pomocnik Arki. - Obejrzałem powtórki spornych sytuacji i moim zdaniem nie powinien dyktować karnego. W drugiej połowie graliśmy w dziesiątkę, a mimo to Legia nie oddała celnego strzału z akcji. Wygrali po dośrodkowaniu Tomka Kiełbowicza z wolnego i główce Ljuboi.

- Przed rewanżem nie mamy żadnych oczekiwań. Myślę, że nas Legia już nie zlekceważy tak jak Gryfa Wejherowo, z którym w poprzedniej rundzie przegrywała u siebie 0:1 aż do ostatniej minuty. Drużyna trenera Skorży jest bliżej finału PP, ma szanse na dublet. Tytuł może przegrać wyłącznie sama ze sobą. Innej drużyny, która mogłaby pozbawić ją mistrzostwa, nie widzę - uważa były piłkarz warszawskiej drużyny.

Jarzębowski nie ukrywa sentymentu do Legii: - Cieszę się, że zagram na nowym stadionie. Choć nie ma już obiektu, na którym ja grałem. "Żyleta" też jest w innym miejscu, ale Legii nie przestanę kibicować. Spędziłem tu wiele pięknych lat.

- Ostatni raz w koszulce Legii zagrałem w maju 2010 roku z Bełchatowem - wspomina. - Zremisowaliśmy 2:2, później klub nie przedłużył ze mną kontraktu. Byłem ofiarą "czystki". Razem ze mną z klubem pożegnali się m.in. Grzelak, Mięciel, Szala, Smoliński... Nowy kontrakt dostał chyba tylko Sebastian Szałachowski.

- Uważam, że gdybym otrzymał szansę od trenera Macieja Skorży, tobym sobie poradził - uważa Jarzębowski. - Wtedy postawiono jednak na obcokrajowców. Okazało się, że niekoniecznie lepszych od nas, bo dziś z tamtego zaciągu jest już tylko Ivica Vrdoljak. Żalu nie mam, mieliśmy wtedy słabą rundę, nie awansowaliśmy do pucharów.

- Dlatego później każdy z nas miał problemy, by znaleźć klub. Ja wylądowałem w II-ligowej Miedzi Legnica, co nie jest powodem do dumy. Po pół roku trafiłem do I-ligowej Arki. Czuję się dobrze, omijają mnie kontuzje i mam nadzieję pograć jeszcze trzy lata i wrócić do ekstraklasy [w listopadzie Jarzębowski skończy 34 lata] - mówi piłkarz.