Dariusz Banasik, trener mistrzowskiej Młodej Legii, mówi o tym, kto pójdzie śladami Rafała Wolskiego

- Gdybyśmy zajęli ostatnie miejsce w lidze, ale trzech piłkarzy znalazłoby się w seniorach, byłbym zadowolony. Ale piłka jest sportem drużynowym i w tym roku powiedziałem chłopakom, że dość drugich miejsc. Chcieliśmy wygrać ligę - mówi trener Młodej Legii Dariusz Banasik.
W sobotę Młoda Legia wygrała z Młodą Lechią 3:1 i na dwie kolejki przed końcem sezonu zapewniła sobie mistrzostwo Młodej Ekstraklasy. Drugie Zagłębie wyprzedza o osiem punktów. Do sukcesu poprowadził ją trener Dariusz Banasik, który opiekuje się zespołem od czterech lat. Zaczął od dziewiątego miejsca. Dwa ostatnie sezony jego drużyna kończyła tylko za Młodym Zagłębiem.

Kuba Dybalski: Ilu piłkarzy z Młodej Legii zaistnieje w dorosłej ekstraklasie?

Dariusz Banasik: - Nigdy nie będzie tak, że 26 piłkarzy, których mam w kadrze, awansuje do pierwszej drużyny. Teraz jest w niej ośmiu. To, co Rafał Wolski, może osiągnąć dwóch lub trzech. Pozostali będą grać na poziomie ekstraklasy, czy I ligi, a nawet II ligi. Niektórzy - np. z powodu kontuzji - w ogóle nie będą grali w piłkę, zajmą się czymś innym. To normalne.

Kto już w przyszłym sezonie może w pierwszym zespole grać tak, jak Wolski i Michał Żyro?

- Chciałbym powiedzieć, ze Michał Efir, ale prześladują go kontuzje. To chłopak, który ma warunki, by grać na naprawdę wysokim poziomie. Wierzę, że jest tak mocny psychicznie, że sobie poradzi sobie z poważnymi urazami, ale w piłkę grają zdrowi ludzie. Szansę powinien dostać Dominik Furman, bo to jest piłkarz do środka pola, który w przyszłości na pewno będzie grać na poziomie ekstraklasy. Bartek Żurek to z kolei świetny skrzydłowy. Strzela gole, ma asysty, a w dodatku doskonałą lewą nogę. Na takich piłkarzy jest popyt. Żurek nie jest wychowankiem akademii, w Młodej Legii spędził raptem pół roku i przeszedł do treningów z pierwszym zespołem. Dalej - Olek Jagiełło, Michał Kopczyński, Mateusz Cichocki są przygotowani do gry w pierwszym zespole technicznie i taktycznie. Teraz potrzebują tylko zaufania i trochę szczęścia.

A Maciej Górski? Strzela w Młodej Ekstraklasie gola za golem, a w pierwszej drużynie jakoś nie może się przebić.

- Jest napastnikiem, a takich piłkarzy rozlicza się z goli. Pamiętam jak rozmawiałem z trenerami pierwszego zespołu po obozie, na który pojechał i byli bardzo zadowoleni z jego postawy i podejścia do treningów. Brakowało tylko bramek. W Młodej Legii zdecydowanie się wyróżnia.

Dlaczego z Młodej Legii do Legii awansują zwykle piłkarze ofensywni, a obrońcy w ogóle?

- Ostatnio były już prezes Paweł Kosmala spytał mnie czy nie mamy dobrych obrońców. Moim zdaniem mamy. Straciliśmy najmniej bramek w lidze. Ale, tak jak w przypadku bramkarza, trudno postawić na młodego chłopaka na tak newralgicznej pozycji jak np. stoper. Tu potrzeba doświadczenia, spokoju, dyrygowania drużyną, czyli tego, co robi Michał Żewłakow. Nie każdy ma od razu takie cechy i w innych drużynach nie ma takich piłkarzy.

A Marcin Kamiński w Lechu?

- To jeden z wyjątków, ale on też nie miał tak udanego początku. Choć z drugiej strony to przykład, że może i nasi piłkarze dali radę. Damian Zbozień, który był kapitanem Młodej Legii, ma już za sobą niejeden udany mecz w GKS Bełchatów, strzelił w tym sezonie gola, trener Kamil Kiereś bardzo go chwali.

Jest piłkarz w ekstraklasie, którego miał pan pod ręką, zastanawiał się czy wziąć go do zespołu, ale jednak do Legii nie trafił?

- Arek Milik z Górnika rok temu był z nami na obozie we Włoszech i gdy wróciliśmy, to od razu powiedziałem w klubie, że bardzo mi się podoba i to może być w przyszłości drugi Maciek Rybus. Nie pomyliłem się. Żałuję, że nie trafił do nas. Tutaj też pewnie mógłby dostać szansę w pierwszym zespole. Ale decydują różne rzeczy. Jest ze Śląska i nie wiem, czy po prostu nie wybrał miejsca gdzie miał bliżej.

Najlepszy piłkarz, z jakim pan pracował, to...?

- Jeszcze kiedy nie miałem ich w Młodej Legii, to największe wrażenie w meczach akademii robiło na mnie dwóch piłkarzy - Efir i Wolski. We dwóch właściwie załatwiali mecze. W Młodej Legii było to samo. Potrafili rozegrać jedną akcję, która przesądzała o wyniku. Mam wrażenie, ze niezależnie od zespołu, będą robić różnicę na boisku. Jeśli chodzi o piłkarzy defensywnych, to bardzo muszę pochwalić Zboźnia. Mam nadzieję, że kiedyś wróci do Legii. No i obecnego kapitana Młodej Legii, czyli Cichockiego.

Wolski jest gotowy by odejść z Legii do zagranicznego klubu?

- Chyba powinien jeszcze zostać. Czasem, jeśli kariera toczy się zbyt szybko, to wychodzi ze szkodą dla piłkarza. Rafał w Legii wywalczył sobie pozycję, dobrze się tu czuje. W Młodej Legii gra jego brat, razem mieszkają. Ma blisko rodziców. A to jest rodzinny chłopak.

Co jest celem pańskiej pracy w Młodej Legii?

- Zawsze odróżniam cel zespołowy od indywidualnego. Ten indywidualny jest ważniejszy: piłkarze - jak Wolski i Żyro - mają trafiać do pierwszego zespołu. Gdybyśmy, choć to mało prawdopodobne, zajęli ostatnie miejsce w lidze, ale trzech piłkarzy znalazłoby się w seniorach, byłbym zadowolony. Ale mamy też cel wspólny - piłka jest sportem drużynowym i w tym roku powiedziałem chłopakom, że dość drugich miejsc. Chcieliśmy wygrać ligę.

Lubi pan piłkarzy grzecznych, czy takich "bandziorów" którzy jednak potrafią zrobić akcję, po której szczęki opadają?

- Takich "bandziorków" dość szybko prostujemy. Nie mogę powiedzieć kto, ale kilku takich było. Wśród trzydziestu piłkarzy nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą piękni, uczesani i jeszcze będą się dobrze uczyli. Ale są normy, których muszą przestrzegać. Często kontaktujemy się ze szkołą i rodzicami i bywa, że jeśli ktoś narobi zaległości albo źle się zachowa, to nie jest powołany na mecz, albo odesłany na dwa tygodnie do zespołu juniorów. Na dobrą sprawę mamy nad nimi największą władzę.

Jak bardzo różni się Legia w kolejnych sezonach? Jak duża jest rotacja?

- Dość duża. Zasady są proste. Jeśli ktoś gra dwa lata w Młodej Legii to zastanawiamy się czy jest gotowy na pierwszą drużynę. Jeśli nie, to na jaki klub, w której lidze. Czy należy go sprzedać, czy wypożyczyć. Zwykle co sezon mniej więcej 50 proc. drużyny zostaje, a połowa chłopaków jest nowych. Choć zależy to też od długości ich kontraktów i zainteresowania innych klubów. W tym sezonie o naszych piłkarzy pytają się nawet kluby z ekstraklasy. Rafał Wolski i Michał Żyro robią nam dobrą reklamę.

Na czym polega główna różnica między Ekstraklasą a jej "młodszą" wersją?

- Przede wszystkim doświadczenie. Jedenastu Rafałów Wolskich nie stworzyłoby dobrego zespołu, bo brakowałoby im właśnie doświadczenia. Jest też różnica w warunkach fizycznych między młodymi chłopakami, a takimi, którzy w lidze grają od dziesięciu lat. Technikę mają na podobnym poziomie.

Jest w klubie odgórny nakaz, by grać takim systemem jak pierwsza drużyna?

- Mam dużą swobodę. Nikt w to tak bardzo nie ingeruje. Czasem tylko spotykamy się z Maciejem Skorżą, Markiem Jóźwiakiem czy Jackiem Mazurkiem, rozmawiamy o tym i mówią, że chcieliby żeby ten piłkarz zagrał nieco dłużej, albo na konkretnej pozycji.

Nie lepiej by zaplecze pierwszego zespołu grało podobnie?

- Trener pierwszej drużyny raz jest, a za dwa tygodnie może go nie być. Oznaczałoby to, że nagle musielibyśmy zmieniać wszystko, co wypracowaliśmy w cyklu przygotowań, a za jakiś czas może się okazać, że znów trzeba to zmieniać. U nas ciągłość jest większa. To raczej w różnych grupach wiekowych akademii powtarza się pewne schematy. Oczywiście, jeśli trener pierwszej drużyny powiedziałby mi, że mam zagrać jednym napastnikiem, to bym to zrobił, ale skoro w końcówce sezonu miałem dwóch dobrych piłkarzy do ataku - Efira i Górskiego - to dlaczego jeden z nich ma siedzieć na ławce?

Największy kłopot ma pan chyba z bramkarzami. Podstawowym jest teoretycznie Konrad Jałocha, ale gra bardzo rzadko, bo broni trzeci bramkarz Legii, Kuba Szumski.

- Kuba musi grać, żeby się rozwijać, a na grę w pierwszym zespole na razie szans nie ma. Nawet jeśli jest jakiś sparing czy mecz Pucharu Polski, to broni zmiennik Duszana Kuciaka czyli Wojtek Skaba.

To właściwy czas, by ich wypożyczyć?

- To skomplikowane, bo w kadrze pierwszego zespołu powinno być czterech bramkarzy, choć wiadomo, że celem żadnego z nich nie jest siedzenie na ławce rezerwowych. Nie jest łatwą decyzją postawić na takiego młodego chłopaka. Od bramkarza wymaga się doświadczenia. Choć są kluby - Lechia, czy Jagiellonia - w których bronią młodzi i sądzę że Kuba i Konrad też by sobie poradzili. Wiem, że interesują się nimi kluby ekstraklasy.

Pewnie niewiele drużyn Młodej Ekstraklasy może liczyć na przedsezonowe zagraniczne zgrupowania...

- Inne drużyny jeżdżą, ale wątpię czy mają takie warunki jak my. Za chwilę jedziemy do Dortmundu na bardzo mocno obsadzony turniej drużyn do lat 19. Jeździmy regularnie do Włoch. Mieliśmy propozycję, by pojechać do Portugalii. Półtora roku temu byliśmy w Afryce, tam bramki strzelali Wolski i Efir. Tylko mecze z dobrymi zespołami mogą podnieść poziom drużyny i dać chłopakom pewność siebie. We Włoszech wygraliśmy cztery mecze z zespołami z Primavery, nie tracąc gola. Oni od razu byli w lidze pewniejsi siebie. Jeśli chłopcy z Akademii w sezonie mają dwóch mocnych przeciwników, a pozostałe mecze wygrywają 5:0, 6:0 czy wyżej, to potem są problemy. Dzięki grze z mocnymi rywalami moi piłkarze mają potem łatwiej.

Legii przydałyby się występy w NextGen Series, czyli Małej Lidze Mistrzów?

- Oczywiście. To byłby strzał w dziesiątkę nie tylko dla tego zespołu, ale dla całej Akademii. Każdy chciałby zagrać z Barceloną, Chelsea, Milanem, u siebie i na wyjeździe. To byłoby przeżycie i jednocześnie kontakt z najlepszymi szkółkami w Europie. Z inną organizacją gry, z innymi sposobami szkolenia, z innym podejściem do piłkarzy. Wiem, że w klubie były o tym rozmowy, ale w najbliższym sezonie się nie uda. Ale warto by się o to postarać, bo moglibyśmy innych w Polsce wyprzedzić o parę ładnych lat, jeśli chodzi o szkolenie.

Legia, rzadziej niż wasi rywale, korzystała z "pomocy" piłkarzy z pierwszego zespołu. Dla pana to lepiej?

- Tak i warto wspomnieć, że pomógł nam w tym obóz we Włoszech. Widziałem tam silny zespół i w rozmowach z trenerami ustaliliśmy, że może warto spróbować w tym sezonie pozwolić pograć młodym chłopakom. W rundzie wiosennej tylko w meczu z Wisłą zagrało trzech starszych piłkarzy - Tomasz Kiełbowicz, Ismael Blanco i Michał Kucharczyk po 45 minut. Poza nimi to byli tylko nasi piłkarze, ewentualnie ci młodzi, którzy się nie "łapią" do składu w jedynce, jak Łukasik, czy Jagiełło. To ważne, bo piłkarz musi się utożsamiać z drużyną, a nie wracać po nocy z wyjazdu i następnego dnia grać u nas.

Piłkarze z pierwszego zespołu nie angażują się w grę w Młodej Ekstraklasie?

- To już moja rola by ich zmobilizować, ale pamiętam jak jesienią graliśmy z ostatnim w tabeli ŁKS i miałem ośmiu piłkarzy z pierwszego zespołu. Jedni w pierwszej połowie, drudzy w drugiej. Zremisowaliśmy 2:2. Jeśli czegoś wymagać, to lepiej od swoich piłkarzy. Trzeba też pamiętać, że przez to, o czym mówimy, wyniki w Młodej Ekstraklasie nie zawsze są wymierne. Zdarzyło nam się pojechać do Bełchatowa, czy do Kielc i nagle się okazuje, że gramy z drużyną, która w połowie jest kadrą pierwszego zespołu. Czasem te mecze są bardzo trudne. Ale dajemy sobie radę.

Nihil Novo, » czyli Legia bez napastników