Dlaczego Legia jest tak nielubiana poza Warszawą? "Miała pierwszeństwo wśród uprzywilejowanych"

Legia Warszawa, rok 1959, stoją od lewej: Wojciech Pędziach, Edmund Zientara, Jerzy Woźniak, Henryk Grzybowski,
Marceli Strzykalski, Stanisław Fołtyn, trener Stjepan Bobek; klęczą: Jan Boguszewski, Lucjan Brychczy, Zygmunt Gadecki,
Marian Nowara, Helmut Nowak

Legia Warszawa, rok 1959, stoją od lewej: Wojciech Pędziach, Edmund Zientara, Jerzy Woźniak, Henryk Grzybowski, Marceli Strzykalski, Stanisław Fołtyn, trener Stjepan Bobek; klęczą: Jan Boguszewski, Lucjan Brychczy, Zygmunt Gadecki, Marian Nowara, Helmut Nowak (Fot. WARMINSKI EAST NEWS)

- Legia nie była jedynym uprzywilejowanym klubem w PRL, ale wśród tych uprzywilejowanych miała bezwzględne pierwszeństwo. Władzy zależało na tym, żeby mieć w Warszawie sztandarowy klub, który można wspierać - mówi historyk sportu, dr Robert Gawkowski.
Po zakończeniu piłkarskiego sezonu gracze czołowych klubów T-Mobile Ekstraklasy - Lecha Poznań i Śląska Wrocław - śpiewali obraźliwe piosenki pod adresem Legii Warszawa. I choć piłkarzom wielu drużyn, także Legii, zdarza się bluzgać na rywali wraz z kibicami, to jednak Legia budzi skrajne emocje - jest najbardziej znienawidzonym klubem w Polsce. Dlaczego? Bo reprezentuje stolicę, bo ma bogatego sponsora, bo w przeszłości drenowała rynek zabierając utalentowanych piłkarzy z innych klubów powołując ich do służby wojskowej - tłumaczą socjologowie. Co o przyczynach niechęci wobec Legii mówią historycy?

Rozmowa z Robertem Gawkowskim, dr. historii z UW

Łukasz Cegliński: Czy Legia jest najbardziej nielubianym klubem w Polsce?

Robert Gawkowski*: Nie jestem socjologiem, tylko historykiem, ale prywatnie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Choć to oczywiście uproszczenie, bo w Warszawie Legia jest lubiana. Mało tego - w promieniu 50 kilometrów od Warszawy Legia jest wręcz kochana. A to oznacza, że na obszarze zamieszkanym przez prawie 3 miliony osób, czyli niespełna 10 proc. ludności kraju, Legię się lubi.

W innych miastach - w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, na Śląsku - Legia budzi jednak antypatię.

- To może się brać ze zwykłej kibicowskiej zawiści, bo przecież Legia zawsze ma mistrzowskie ambicje, zawsze zajmuje miejsce w czubie tabeli. W minionym sezonie zdobyła Puchar Polski, zajęła trzecie miejsce w lidze, ale ten wynik odebrano w klubie, wśród większości kibiców, jako katastrofę. A wielu przeciwników Legii o takich wynikach może tylko pomarzyć. Ten punkt widzenia też działa na niekorzyść Legii poza Warszawą i okolicą.

Jak duże znaczenie ma to, że w czasach PRL Legia była uprzywilejowana i ściągała najlepszych piłkarzy z kraju do wojska?

- W latach 70. i późniejszych zawodników kaperowały także inne kluby zakładowe czy resortowe, ale Legia już wcześniej była pod tym względem zdecydowanie najbardziej uprzywilejowana. Niebawem opublikuję książkę o historii warszawskiego futbolu, a pracując nad nią sam się dziwiłem jak bardzo władza komunistyczna popierała Legię.

Legia była klubem reżimowym?

- Tak, jak najbardziej, choć nie od samego początku. Wiosną 1945 roku, w momencie wyzwolenia, Legię, a raczej WKS Warszawa, bo taka była wtedy oficjalna nazwa, tworzyli zupełnie inni sportowcy i działacze niż w poprzedniej dekadzie. Większość pochodziła z innych stron kraju, i gdy w czerwcu 1945 r. klub chciał przyjąć nazwę "Legia" stołeczne władze futbolowe odmówiły. Uznały to za uzurpację. Legia, nie miała jeszcze zielonego światła na sportowe podboje.

A kto był pupilem władzy?

- Początkowo miała to być Polonia Warszawa, która od marca 1945 r. była milicyjnym klubem sportowym. Ale latem 1945 roku członkowie Polonii zaczęli rozumieć, w jakim kierunku historia zmierza i nabrali podejrzeń, że "opieka" milicji może skończyć się ubezwłasnowolnieniem ich klubu. We wrześniu 1945 r. Polonia, jako jedyny znany mi klub sportowy w Polsce, podziękowała za "opiekę". I co się stało? Jakby piorun grzmotnął w ten klub, Polonię spotkały wszystkie nieszczęścia. Momentalnie, poza piłkarską, rozwiązano wszystkie inne sekcje, po wojnie dopiero co reaktywowane. Dekretem Bieruta w listopadzie 1945 r. odebrano Polonii stadion, który przekazano nowemu klubowi Zryw, działającemu jako komunistyczna młodzieżówka PPR. Ale władzy zależało na tym, żeby mieć w Warszawie sztandarowy klub, który można wspierać - padło na Legię, która od początku 1946 roku zaczęła otrzymywać większość wsparcia. Polonia, która tuż po wojnie grała fantastycznie, zaczyna spadać w dół, a Legia odwrotnie - iść w górę. Szefami klubu wojskowych zostawali wysoko postawieni sowieccy generałowie, nie mający wcześniej nic wspólnego z klubem, ani w ogóle ze sportem. W 1948 r. zaczęto też tworzyć inny sztandarowy klub komunistycznej władzy - Gwardię.

Ale wojskowym klubem był też przecież Śląsk Wrocław, grały w lidze drużyny z klubów milicyjnych albo takie, które wspierały kopalnie czy huty. Nie tylko Legia była uprzywilejowana.

- Owszem, nie tylko ona, ale wśród klubów uprzywilejowanych Legia miała bezwzględne pierwszeństwo. W 1945 roku trzej piłkarze Wisły - Henryk Serafin, Zdzisław Mordarski, Mieczysław Rupa - zostali wyrzuceni ze swojego klubu oraz z krakowskiego OZP za to, że w czasie wojny grali w klubach niemieckich. Czy ta decyzja była słuszna czy nie - trudno powiedzieć. Ale zakaz podtrzymał PZPN, który w tamtym czasie obradował w Krakowie i ta trójka piłkarzy nie mogła w ogóle grać na żadnych polskich boiskach. I nagle dwóch z nich, Serafin i Mordarski, trafiają do Legii i zaczynają w niej grać. PZPN dopytywał się, dlaczego ci piłkarze grają, skoro nałożone są na nich ogólnokrajowe zakazy. Legia wytłumaczyła się kuriozalnie - że do klubu nie dotarły oficjalne informacje o tych zawieszeniach. Wiedzieli o tym wszyscy, ale nie Legia. I uszło jej to na sucho. Już wówczas Legia, z tymi piłkarzami w składzie, była wygwizdywana np. na Śląsku.

Czy ta ogólnokrajowa niechęć do Legii narastała z czasem, czy utrzymywała się na tym samym poziomie?

- Niechęć rosła. Pod koniec lat 40. Legia zaczęła "porywać" do wojska czołowych piłkarzy innych klubów. Na dodatek pułkownik Henryk Szemberg, wiceminister spraw wewnętrznych, który miał za zadanie przebudować polski sport na wzór sowiecki, w 1949 roku uznał, że Legia musi zmienić nazwę na zgodną ze stalinowska modą - CSKA. CWKS, Centralny Wojskowy Klub Sportowy, to klasyczna kalka językowa - Centralnyj Spartivnyj Kłub Armii.

Jaki stosunek do Legii mieli ci, którzy przyjechali do Warszawy w latach 40.?

- Częstokroć ludzie przyjeżdżający odbudowywać stolicę, nie mieli wykształcenia. A jak go nie mieli, to łatwiej podlegali propagandzie. Nowi mieszkańcy Warszawy nie mieli świadomości tego, co się dzieje, więc - jeśli interesowali się sportem - to kibicowali lepszej drużynie. A Legia była coraz lepsza. W 1952 roku Polonia spadła do drugiej ligi, a Legia i Gwardia zaczynały coraz więcej znaczyć. Z drugiej strony sympatia dawnych mieszkańców Warszawy do Polonii trwała - na mecze pod koniec lat 50., gdy Polonia walczyła o awans do drugiej ligi, potrafiło przyjść kilkanaście tysięcy ludzi. O tym, że Polonię stalinowska władza nazwała Kolejarzem, szybko zapomniano, gdy tymczasem nazwa CWKS przylgnęła do klubu z Łazienkowskiej na dobre. Jeszcze nie dawno kibice Legii śpiewali "CWKS, CWKS!"

W Poznaniu kibice też skandują: Kolejorz, Kolejorz! A to przecież stalinowska nazwa.

- Ale poznańscy kibice upamiętniają nie lata stalinowskie, a przedwojenne. Lech Poznań w czasach II RP złączony był z Kolejowym Przysposobieniem Wojskowym i każdy w Poznaniu rozumie, że ten "Kolejorz!", to nawiązanie do przedwojennej tradycji. Ale żeby krzyczeć CWKS? Przedwojenni piłkarze Legii w grobie się przewracają!

Większość obecnych kibiców prawdopodobnie nie ma świadomości tej rzeczy, ale Legii i tak nie lubi. Bo pamięta to, że zabierała piłkarzy, bo jest ze stolicy, bo ma pieniądze?

- Na początku lat 50. CWKS chciał skaperować Gerarda Cieślika - znakomitego gracza Ruchu Chorzów. Cieślik rozpaczliwie się przed tym bronił i z pomocą piłkarzowi stanęli śląscy przodownicy pracy, wojewoda, generał tamtejszego garnizonu. Ponoć rozmawiano z samym Rokossowskim i Cieślika wybroniono przed grą w stolicy. Na Śląsku długo pamiętano tę sprawę, a Legię zaczęto postrzegać jako klub nie grający fair play.

Pewnie jednak ma pan rację mówiąc, że przeciętny kibic historią się nie interesuje, tym bardziej, że wciąż brakuje rzetelnego opracowania dziejów Legii, w której znalazłaby się odpowiedź na fundamentalne dla historyka pytanie: jaką rolę spełniał klub w propagandzie PRL-u.

Podobno już kapitan przedwojennej reprezentacji Polski, piłkarz Polonii Jerzy Bułanow pisał w pamiętnikach, że nie lubi Legii.

- "Do Legii mam żal" - tak napisał w swoich wspomnieniach z 1936 roku. Chodziło o to, że w Legii znalazł się gen. Roman Górecki, który był m.in. prezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Bogaty, świetnie usytuowany. On najpierw chciał zrobić kryptozawodową drużynę w Polonii, a kiedy mu odmówiono, to próbował dokonać tego w Legii. Ściągał np. znakomitych piłkarzy z Krakowa, którzy szybko wywindowali Legię na czołowe miejsca w lidze. Ówczesne "transfery" polegały na tym, że załatwiano etaty - w klubie albo w zakładach pracy podległych resortowi wojskowemu. Pretensja Bułanowa brała się stąd, że w II Rzeczpospolitej oficjalnie obowiązywała idea sportu amatorskiego, a Legia i jej ustosunkowany prezes, te zasady łamała.

Polonia nie próbowała tego robić?

- Próbowała. Od 1928 roku, od kiedy prezesem Polonii został generał Kazimierz Sosnkowski, ten klub też, pod pretekstem służby wojskowej, zaczynał ściągać piłkarzy spoza Warszawy, np. ze Śląska. Pod tym względem Legia i Polonia z lat 30. były do siebie podobne. Delikatna różnica polegała jednak na tym, że trzon "Czarnych Koszul" nadal stanowili warszawiacy. Do dziś kibice z Konwiktorskiej wiedzą, kim był Władysław Szczepaniak czy Zdzisław Giewartowski, a o Ślązakach: Pazurku, Maliku czy Kuli wiedzą tylko fachowcy. Bo ci ściągani po jakimś czasie wracali do siebie. W Legii zostawali i stanowili o sile klubu.

* Robert Gawkowski - doktor historii na Uniwersytecie Warszawskim, specjalista od historii sportu. Autor książek, m.in.: "Warszawska Polonia, piłkarze Czarnych Koszul", (wyd. 2001) i "Encyklopedii klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39." (wyd. 2007). Za tą ostatnią pozycję otrzymał nagrodę "Varsaviana 2008". Miesiąc temu promował swą najnowszą książkę: "Sport w II Rzeczpospolitej". Członek Zarządu Towarzystwa Miłośników Historii.

Zobacz także
  • Piłkarze Legii Warszawa po zwycięstwie nad Polonią Warszawa w marcu 20011 roku pod sektorem za bramką Legia.Net polemizuje z Robertem Gawkowskim: Wciąż tylko o Legii
  • Maciej Jankowski Plotki transferowe. Legia negocjuje transfer Jankowskiego
  • Mecz Legia - Sewilla na Stadionie Narodowym Legia, drużyna najbardziej piłsudska. Ale kiedy powstała?
Komentarze (131)
Dlaczego Legia jest tak nielubiana poza Warszawą? "Miała pierwszeństwo wśród uprzywilejowanych"
Zaloguj się
  • m0nteverde

    Oceniono 73 razy 35

    Dobrze, że warszawska gazeta opublikowała materiał na temat reżimowego klubu piłkarskiego, jestem mile zaskoczony, że w moim kraju mówi się od czasu do czasu prawdę...chyba że ten wywiad pojawił się przez niedopatrzenie przełożonych Pana Ceglińskiego ;]
    Współcześni,młodzi kibice Legii,w ich sporej części nie znają historii,co wiedziałem od dawna, a pan historyk tylko to potwierdził.
    Niestety w/w raczej nie zrozumieją, że swoją pozycję ich klub nie zawdzięcza doskonałemu szkoleniu młodzieży czy jakiemuś nadzwyczajnemu zmysłowi taktycznemu kolejnych trenerów ale po prostu niekończącym się przywilejom jakie miała Legia budowana jako narzędzie komunistycznej propagandy po prostu.
    Nie jest wykluczone, że pojawią się tu komentarze kibiców stołecznego klubu piętnujące rzekome kompleksy kibiców Lecha, Śląska czy Wisły ale to będzie tylko żałosny akt nieogarnięcia rzeczywistości ;]
    Wszystkich innych,kulturalnych kibiców Legii pozdrawiam i liczę na wyłącznie sportową rywalizację w kolejnych sezonach :)

  • vincent1979

    Oceniono 66 razy 26

    3/4 kibiców Legii to pijana, rozwydrzona, agresywna hołota, która gdzie się nie pojawi, to przynosi wstyd... Mieszkam w Warszawie. Po każdym meczy Legii, tego samego dnia wieczorem pod oknem słyszę pijanych gó...arzy drących ryje i te swoje "Legia".... Dlaczego nie lubię Legii? Bo nie lubię jej kibiców. Proste.

  • tekameka

    Oceniono 33 razy 23

    warto przypomnieć sprawę Jerzego Wijasa z Widzewa, który wolał iść do wojska, niż grać w CSKA Legia :D
    Grał w miejscowym klubie Czarni Czarne strzelając po kilka bramek w meczu
    "Gdyby w GKS-ie cicho siedział, nigdy by się o nim Kiszczak nie dowiedział.Choć minęło przeszło dwadzieścia lat, Antoni Piechniczek wciąż denerwuje się, kiedy przypomina mu się sprawę Jerzego Wijasa, którego chciał powołać do reprezentacji Polski na finały futbolowych mistrzostw świata 1986 roku w Meksyku i na nim zbudować koncepcję gry w drugich swoich światowych mistrzostwach.
    A gdyby w GKS-ie Wijas cicho siedział, nigdy by się o nim generał Kiszczak nie dowiedział. I nie powołałby Wijasa do wojska.
    Jerzy Wijas - wychowanek górniczego klubu sportowego z Mysłowic - kiedy został piłkarzem pierwszoligowego GKS-u Katowice, mógł sobie nie zaprzątać głowy sprawami wojskowymi. Jako graczowi też górniczego klubu ze stolicy Górnego Śląska nie groziło pójście w kamasze, bo był zatrudniony - fikcyjnie, na tzw. lewym etacie, rzecz jasna - w kopalni i jako górnik przodowy nie podlegał służbie wojskowej. Z „Gieksy” też po raz pierwszy powołany został do reprezentacji Polski, w której jako katowiczanin zagrał w dziewięciu meczach.
    Jego piłkarskie szczęście powiększyło się, kiedy został piłkarzem bogatego Widzewa Łódź, w którym dużo lepiej niż w GKS-ie zarabiał. Grał jeszcze lepiej jak w Katowicach i nadal miał względy u selekcjonera kadry narodowej, Antoniego Piechniczka, będąc reprezentantem kraju.
    W Widzewie skończyło się jednak jego życiowe szczęście, kiedy o jego wciąż cywilnym statusie przypomniała sobie armia, dowodzona wtedy przez generała Czesława Kiszczaka.
    A ponieważ od woja nie można było wyreklamować sportowca na etacie prządki, na domowy adres Jerzego Wijasa napływać seryjnie poczęły powołania do wojska. Uważany za wszechmocnego i wszystkomogącego prezes łódzkiego Widzewa, Ludwik Sobolewski (grający wtedy w łódzkim klubie Zbigniew Boniek z podziwem o prezesie: - Taka główka, a ile może!), który niejednego swojego podopiecznego bez odbywania służby swoimi sposobami przenosił do rezerwy, nakazał i Wijasowi nie odbierać biletów do jednostki wojskowej i czekać na pomyślny finał sprawy. Tym razem jednak prezes Ludwik Sobolewski przegrał z ministrem obrony narodowej.
    Jerzy Wijas zagrał jeszcze w jedynym w Opolu meczu reprezentacji Polski z Finlandią, a potem udał się na wieś, aby w sielskiej i siermiężnej rzeczywistości ćwiczyć na wojskowej grochówce musztrę, krok defiladowy i strzelanie w prowincjonalnej jednostce wojskowej, grając jednocześnie w piłkę w LZS Czarni Czarna. Zamiast popisywać się w Meksyku, meksykański Mundial mógł jednak oglądać z kolegami z wojska na ekranie armijnego telewizora. Zdaniem szefostwa Ministerstwa Obrony Narodowej, był widać bardziej przydatny ojczyźnie w mundurze szeregowca niż w biało-czerwonym stroju piłkarskiego reprezentanta.
    W Czarnych Czarne nie odpękał jednak dwóch lat. Resztę woja odsłużył znów na kopalnianym etacie w katowickim GKS-ie. Grał w nim do końca PRL-u, a potem na piłkarskie „saksy” wyjechał do Izraela i Niemiec. Nigdy już po wojsku nie odzyskał dawnej „widzewskiej” reprezentacyjnej formy. Granie zakończył w - a jakże - Górniku Lędziny (klasa okręgowa). Teraz najlepszym piłkarzem w rodzinie Wijasów jest z rzadka pierwszoligowy syn Jerzego."
    Juliusz Stecki
    www.koledzyzwojska.pl/node/93300

  • stanislaw-z-lodzi

    Oceniono 35 razy 19

    Polonia to warszawski klub

  • pochodna.dx

    Oceniono 25 razy 17

    Chwały Legii nie przyniosła też afera przemytnicza z lat 70., kiedy to piłkarzy złapano przy jakimś wyjeździe ze złotem. Władze tuszowały sprawę, ale publiczność wiedziała swoje. Nie bez powodu śpiewało się na stadionach (na melodię Eviva España:
    Złodziejski-przemytniczy klub, to Legia warszawa
    Kto złoto przez granicę wiózł - to Legia Warszawa...

    W którymś z wywiadów udzielonych już w pierwszej dekadzie XXI w., Jacek Gmoch publicznie przyznał, że to była prawda a piłkarzy tłumaczył mizernymi zarobkami. Osobiście zaś, mimo, żem poznański wrocławianin bądź też wrocławski poznaniak :) do Legii nic nie mam i zawsze kibicuję im w pucharach. Pozdrawiam kibiców Legii.

  • asfalt

    Oceniono 31 razy 17

    Nie tylko poza Warszawa nie lubia Legii. W samej Warszawie tez - ale to glownie przez kiboli. ktorzy sie zachowuja jak bydlo i marza wszystkie sciany w miescie.

  • andrzej3019

    Oceniono 40 razy 16

    Ja jestem z Warszawy i chociaż do kibiców Legii na ogół nic nie mam, to nie jestem w stanie kibicować temu klubowi, bo jest dla mnie synonimem komuny i całego zła, jakie spotkało Polskę z powodu bycia przydupasem Rosji. Brała mnie cholera z powodu tego co działo się w Polonii, ale do mnie jako warszawiaka jest to i tak jedyny klub, jakiemu mogę z czystym sercem kibicować. I to robię, jak źle by nie było, ich historia jest tego warta, a plama na honorze Legii jest nie do zmazania.

  • assanti-teraz-zarejestrowany

    Oceniono 19 razy 15

    chciałbym odpowiedzieć np ROMPowi. Czemu zarzucasz dr Gawkowskiemu, bardzo rzetelnemu historykowi brak obiektywizmu i stronniczość? Dlatego, że opowiadana przez niego historia burzy mit wspaniałej i tylko zawsze fair Legii? Pan doktor nie zaciemnia niezbyt chlubnych kart historii także i innych klubów , w tym tak przez legionistów znienawidzonej Polonii. Jednak bezsporne wydają się fakty: kibice Legii rekrutują się głównie z okolic miasta oraz z ludności napływowej (i uważam, że piętnowanie ich z tego powodu jest poniżej godności prawdziwego polonisty! - miejsce urodzenia nie determinuje wartości człowieka), po drugie była klubem na wskroś reżymowym (ale znowu trudno aby takim nie była, kiedy reaktywowali ją funkcjonariusze polityczni armii czerwonej lub zależnej od nich armii LWP). Kibice Legii zamiast kwestionować ten fakt, powinni przyjąć go po prostu do wiadomości i się od tej części historii klubowej odciąć, zamiast wypominać Polonii epizod z milicją (jak wynika z opracowania dr Gawkowskiego krótki , za to bolesny w skutkach i odczuwalny praktycznie do dziś - patrz utrwalony wieloletnią tradycją stosunek do klubu władz miasta, choć teoretycznie innej proweniencji). Ja kibicuję Polonii, przepraszam, że to mówię, ale Warszawa to moje miasto i miejsce życia wielu pokoleń moich przodków, a to mnie do czegoś zobowiązuje. Nie mam zamiaru poniewierać jednak naszych lokalnych konkurentów - kibiców Legii, gdyż , na sczęście żyjemy w czasach, w których każdy może mieć własne upodobania. jedno co chciałbym w zachowaniach i etosie zwolenników Legii napiętnować, to jest ich łobuzerskie zacięcie, wyrażające się np. w sposób jaskrawy napadami na ludzi noszących jakieś elementy barw polonijnych, a wiem o czym mówię, bo dotknęło to znanych mi młodych kibiców Polonii. To wstyd i żenada, że ludzie chlubiący się "miłością" do ukochanego klubu manifestują to napadaniem na ulicach małolatków w innych barwach i odbieraniem im ich emblematów lub szalików. I o tym kibice Legii powinniście poważnie pomyśleć (może wtedy wasz klub płaciłby mniejsze kary od komisji ligi - np. za palenie szalików w trakcie derbów)!

  • mietek1910

    Oceniono 40 razy 14

    "W Warszawie Legia jest lubiana. W promieniu 50 kilometrów od Warszawy Legia jest wręcz kochana"
    No i wszystko w temacie gdzie Legia ma kibicow.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX