Liga Europejska. Legia ograła w rewanżu Metalurgs. Plan wykonany

Legia rozbiła Metalurgs Lipawa 5:1 i awansowała do III rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej. W czwartek w Austrii pierwszy mecz z Ried.
Do 45. minuty Legia zdominowała łotewskiego rywala, który na Łazienkowskiej zagrał w jeszcze słabszym składzie niż w Lipawie. Zabrakło m.in. sprzedanego do Azerbejdżanu najlepszego zawodnika Matalurgsa w pierwszym meczu, czyli Oskarsa Klavy, oraz odsuniętego za czerwoną kartkę Dzintarsa Zirnisa.

Przed przerwą gospodarze mieli ogromną przewagę, byli lepsi, grali efektownie w ofensywie, zaprezentowali wiele różnorodnych akcji prowadzących pod bramkę rywala. Oddali 13 strzałów (siedem celnych) i zdobyli dwie bramki. Przeciwnicy wystawili pięciu obrońców i nawet po stracie gola w trzeciej minucie nie ruszyli do ataku.

Można było się zastanawiać, w jaki sposób zespół Jana Urbana tylko zremisował pierwszy mecz na Łotwie 2:2. W ostatniej sekundzie pierwszej połowy ci, którzy nie widzieli spotkania w Lipawie, poznali odpowiedź. Środkowi obrońcy Michał Żewłakow i Inaki Astiz pozwolili Łotyszom na zdobycie honorowej bramki. Popełnili błąd, dzięki któremu Kames pokonał Duszana Kuciaka. To trzynasta bramka stracona przez legionistów w siódmym meczu tego lata, w którym trener Urban wystawił najsilniejszy skład.

Gorzej, że znowu padła po nieporozumieniu środkowych obrońców. Żewłakow z Astizem odpowiadali też za gole stracone w Lipawie. Brakuje im zrozumienia, a błędy wynikają z tego, że jeden nie wie, co zrobi drugi. Tydzień temu piłkarze Metalurgsa mieli dwie okazje i dwa razy doprowadzali do wyrównania. W Warszawie wykorzystali jedną, do większej liczby pomyłek legionistów nie zmusili.

Kiedy w 53. min za uderzenie Michała Kucharczyka łokciem w twarz z boiska wyleciał Solocins, było po meczu. Chwilę później Janusz Gol zdobył trzecią bramkę dla zespołu Urbana. Dominacja warszawian nie podlegała dyskusji, a rywal był zbyt słaby, by zdziałać więcej. Ozdobą meczu było trafienie Michała Żyry z rzutu wolnego. Chwilę wcześniej 20-letni skrzydłowy zmienił świetnie grającego Michała Kucharczyka.

Na tle słabego rywala z Łotwy gra ofensywna Legii wyglądała dobrze i różnorodnie. Widać, że trener Urban ma więcej możliwości rozwiązań w ataku. I czerpie z tego garściami. 34-letni Marek Saganowski, który zagrał w Legii po siedmioletniej przerwie, przywitał się z warszawskimi kibicami hat trickiem.

Z tyłu jest gorzej - alternatywą do środka obrony jest Marko Szuler, ale 29-letni Słoweniec wciąż nie jest jeszcze gotowy. W czwartek zadebiutował w Legii - na ostatnie 12 min zmienił Żewłakowa.

Łatwość, z jaką Legia traci bramki, na pewno budzi niepokój u trenera Urbana. Tym bardziej że teraz będzie już tylko trudniej. I strzelać, i bronić. W niedzielę na Łazienkowską przyjeżdża na sparing mistrz Niemiec Borussia Dortmund, a w czwartek mecz w Ried.