Sport.pl

Legia - Rosenborg 3:1 i 0:4. To były mecze!!!

We wrześniu i listopadzie 1995 roku warszawianie grali z Rosenborgiem w fazie grupowej Champions League.
Przed pierwszym meczem*

Odbył się 13 września przy Łazienkowskiej. Właścicielem kart zawodników Legii był wtedy Janusz Romanowski, a drużyna przygotowywała się do meczu w jego ośrodku w Konstancinie. W drodze do fazy grupowej zespół Pawła Janasa wyeliminował szwedzki IFK Goeteborg (1:0 i 3:1). - Rosenborg gra bardziej atletycznie niż IFK. Podobnie jak spotkania w rundzie wstępnej, będzie to mecz walki, w którym o zwycięstwie zdecyduje przygotowanie fizyczne - mówił bramkarz Legii Maciej Szczęsny.

- Po awansie do Ligi Mistrzów wszyscy oczekują od nas wysokich zwycięstw w każdym spotkaniu. Udziela się nam ta presja - stwierdził Jacek Zieliński. - Spotkania w Lidze Mistrzów to dla nas ogromne wyzwanie. Chcemy dobrze w niej wystartować, Rosenborg to teoretycznie najsłabszy rywal w naszej grupie - dodawał Jacek Bednarz. Oprócz mistrza Norwegii Legia grała z mistrzem Anglii (Blackburn) i Rosji (Spartak). - Rosenborg gra inaczej niż IFK. Spokojniej, rozważnie wyprowadzają piłkę. Nie grają długimi podaniami, rzadko walczą w powietrzu. Ich atutem jest kontratak - charakteryzował Norwegów trener Janas.

Norwegów prowadził wówczas Nils Arne Eggen, były selekcjoner kadry. Rosenborg był osłabiony brakiem najskuteczniejszego piłkarza Haralda Brattbakka, który w nocy przed wyjazdem do Polski zachorował na wirusowe zapalenie żołądka. - To nie ma znaczenia, że nie zagra Brattbakk. Widziałem tego zawodnika na wideo i uważam, że gra na tyle słabo technicznie, że ciężko byłoby mu poradzić sobie z naszymi obrońcami - ocenił w swoim stylu Maciej Szczęsny.

Legia - Rosenborg 3:1

Pomeczową relację zatytułowaliśmy "Znaczy kapitan", bo to Leszek Pisz zapewnił Legii pierwsze w historii zwycięstwo polskiego zespołu w Lidze Mistrzów. Strzelił dwa z trzech goli. Za zwycięstwo klub dostał 900 tys. franków szwajcarskich. Zgodnie z zapowiedzią prezesa Rady Sponsorów Legii Janusza Romanowskiego piłkarze mają dostać do podziału połowę tej sumy.

Spotkanie wzbudziło takie zainteresowanie, jak decydujące o ostatnich dwóch mistrzostwach Polski mecze z Górnikiem i Rakowem Częstochowa. Godzinę przed meczem dwie trybuny (kryta i otwarta) stadionu Legii były zapełnione, mimo że bilety były drogie - po 50 i 30 zł. U "koników" można je było kupić za 80 zł.

Dopiero w środę po południu, w dniu meczu, działacze Legii porozumieli się z grupą menedżerską, która jest właścicielem karty Cezarego Kucharskiego. Godzinę przed meczem działacze Legii konsultowali z przedstawicielami UEFA, czy zawodnik może grać. Nie było przeszkód, ale 23-letni napastnik rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. - Trener nie może zmieniać zestawienia pół godziny przed pojedynkiem. To żonglowanie moją osobą denerwuje mnie. Chcę grać w Legii i mam nadzieję, że działacze dojdą do porozumienia - mówił Kucharski. Później podpisał kontrakt.

W ofensywie Janas wystawił Andrzeja Kubicę i Ryszarda Stańka, którzy strzelili po golu w ligowym meczu z Rakowem. W pierwszej połowie grali słabo, szczególnie Staniek, ale w przerwie Janas zmienił Kubicę, który nie oddał ani jednego strzału na bramkę Jorna Jamtfalla.

Przed przerwą przeważali legioniści, ale gole nie padły.

W drugiej połowie gra była nerwowa. W 63. minucie błąd Jóźwiaka i Pisza wykorzystał Karl Peter Loken, który wbiegł w pole karne i został sfaulowany przez Jóźwiaka. Sędzia podyktował "jedenastkę", którą wykorzystał Jahn Ivar Jakobsen. - Poczułem się tak, jak trzy lata temu w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem United, kiedy dostałem czerwoną kartkę. Bałem się, że przeze mnie przegramy mecz. Grałem słabiej, gdyż ostatnio ciężko trenowałem i pod koniec zabrakło mi sił - opowiadał po meczu Jóźwiak.

Po stracie bramki legioniści zaatakowała. - Stracona bramka obudziła nas z letargu - mówił Grzegorz Lewandowski. Chwilę po straconym golu wyrównał Pisz - świetnym strzałem z 25 m. Na trybunach zapłonęły pochodnie. - To był przełomowy moment - przyznał trener Janas. Pięć minut później Staniek strzelił z 30 m. - Myślałem, że piłka przejdzie nad poprzeczką, a zobaczyłem tylko, jak zatrzęsła się bramka - stwierdził wicemistrz olimpijski z Barcelony. Norweski bramkarz odbił piłkę w górę, a gdy chciał ją złapać, wpadł z nią do bramki. Cztery minuty później kapitan Pisz, którego przed meczem trener gości Nils Arne Eggen nazwał "generałem środka pola", precyzyjnym strzałem z wolnego dobił Norwegów.

LEGIA WARSZAWA - ROSENBORG TRONDHEIM 3:1 (0:0). Bramki: Pisz (65., 74), Staniek (69.) - Legia; Jakobsen (64. karny). Sędziował: A. Poruboiu z Rumunii. Widzów 12 tys. Legia: Szczęsny - Jóźwiak Ż, Zieliński, Ratajczyk - Lewandowski, Mandziejewicz, Pisz, Wieszczycki (81. Michalski), Bednarz (84. Fedoruk) - Kubica (46. Kucharski), Staniek. Rosenborg: Jamtfall - Kvarme Ż, Bragstad, Hoftun, Stensaas - Loken, Strand, Skammelsrud, Soltvedt (79, Heggem), Jakobsen - Iversen (89. Staurvik).



Przed rewanżem

Po czterech meczach Legia miała siedem punktów (3:1 z Rosenborgiem, 1:0 i 0:0 z Blackburn oraz 1:2 ze Spartakiem) i do awansu potrzebowała remisu w listopadowym rewanżu w Trondheim.

"Bednarz to załatwi" - zatytułowała lokalna gazeta "Adresseawiza" ogromny, opatrzony trzema zdjęciami artykuł o skrzydłowym Legii. Zdaniem dziennikarzy gazety z Trondheim 28-letni wtedy pomocnik to najlepszy gracz Legii. W artykule Bednarz porównywany był do lokalnej gwiazdy Karla Petera-Loekena. Obaj karierę piłkarską godzili ze studiami. Bednarz prawnicze, Loeken przez kilka sezonów odrzucał oferty klubów zagranicznych, ponieważ chciał skończyć studia inżynierskie.

Legioniści przylecieli do Trondheim czarterem. Po raz pierwszy na pojedynek w Lidze Mistrzów z zawodnikami przyjechały wtedy żony i narzeczone. Z żonami przyjechali Kucharski, Lewandowski, Jóźwiak, Zbigniew Mandziejewicz, Zieliński, Krzysztof Ratajczyk i Tomasz Wieszczycki. - A ja nie wziąłem żony. Wolałem zabrać syna, może się czegoś nauczy - powiedział trener Paweł Janas. Synem był Rafał, w poprzednich dwóch sezonach asystent szkoleniowca Legii Macieja Skorży.

Przywitała ich mroźna pogoda i kilkucentymetrowa warstwa śniegu. Miasto jest otoczone fiordem. W porze meczu (20.30) temperatura sięgnęła minus 10 st. Celsjusza. Stołeczni piłkarze nie musieli się jednak bać zimna. Płyta boiska jest podgrzewana i mimo że w całym mieście leży śnieg, murawa jest zielona. - Spodziewamy się 11-12 tysięcy kibiców. Nie będzie kompletu tak jak na meczach ze Spartakiem i Blackburn - mówił Rune Bratseth, dyrektor klubu, były świetny obrońca reprezentacji Norwegii.

W Trondheim nie ma jeszcze plakatów informujących o meczu. Wszędzie wisiały za to chorągiewki z napisem, że w 1997 roku w tym 130-tys. mieście odbędą się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. - Piłkarze Rosenborga już niemal stracili szansę na awans do ćwirćfinału PE. Aby wyjść z grupy, musimy pokonać Legię przynajmniej dwoma bramkami i liczyć na zwycięstwo w Blackburn w ostatniej kolejce - mówił Bratseth. - Pokonanie Legii jest w naszym zasięgu, ale o zwycięstwo z Anglikami na ich stadionie będzie bardzo trudno. - Jesteśmy w niezłej dyspozycji i będziemy faworytem. Oba zespoły grają bardzo ofensywnie. Od października 1993 roku nie było meczu, w którym nie strzelilibyśmy gola. Od tamtej pory rozegraliśmy 76 meczów.

Gdy zapytałem Bratsetha, czy kupiłby któregoś z legionistów do swojej drużyny, powiedział, że są dla niego za drodzy. Po czterech meczach Norwegowie mieli trzy punkty, a Legia siedem. - Nie mamy wyjścia, będziemy atakować - mówił trener Eggen. - Będzie ciężko, bo Legia ma świetnego bramkarza i obrońców. Potrafi grać z kontry.

W bramce Rosenborga zagrał 35-letni Ola By Rise, który żegnał się z kibicami w Trondheim. To był jego 457. mecz w barwach klubu. Potem został dziennikarzem lokalnej gazety "Adresseawiza".

Ceny biletów na mecz: 150 koron (60 zł) - miejsca siedzące; 100 koron (40 zł) - stojące, 50 koron (20 zł) - ulgowe.

Rosenborg - Legia 4:0

Po najsłabszym meczu sezonu Legia przegrała w Trondheim 0:4. - Przed meczem uważaliśmy, że jedną nogą jesteśmy w ćwierćfinale. W Trondheim należało postawić kropkę na "i". Teraz od awansu dzielą nas tysiące mil - powiedział najlepszy zawodnik Legii bramkarz Maciej Szczęsny. Norwegowie marzyli o 2:0, fatalna postawa Legii pomogła im zwyciężyć wyżej. - Chylę czoło przed piłkarzami. Nie znajduję dla nich słów uznania. Byli w najlepszej formie strzeleckiej - mówił wzruszony trener Eggen.

Legioniści wolno poruszali się po boisku i zostali zdeklasowani przez ambitnie, lecz schematycznie grających rywali. Mistrzowie Polski grali bez pomysłu. Jedynym wyróżniającym się zawodnikiem był Szczęsny, który obronił kilka groźnych strzałów. Dwa razy wygrał dwa pojedynki sam na sam z Haraldem Brattbakkiem i "Mini" Jakobsenem.

Po raz pierwszy w tamtej edycji Ligi Mistrzów w podstawowej jedenastce Legii zabrakło Jacka Bednarza. 28-letni pomocnik był jednym z najlepszych zawodników w pojedynkach z IFK Goeteborg, Rosenborgiem i Blackburnem. Każde z tych spotkań kosztowało go wiele wysiłku. - Czasem jest to ponad moje siły - mówił po meczu w Anglii. Paweł Janas zdecydował, że Bednarz nie jest w formie. - Byłem rozżalony - stwierdził Bednarz. - Gdy wszedłem na boisko, nie mogłem wiele zdziałać. Takie lanie bardzo boli.

W 14. min kontuzji doznał Leszek Pisz. Gdy pomocnik Legii opatrywany był przy ławce legionistów, Roard Strand ograł Zielińskiego i strzelił obok Szczęsnego. Pisz nie mógł wrócić na boisko i został zniesiony na rękach przez rezerwowych Bednarza i Adama Fedoruka. - Na szczęście nie złamałem kości śródstopia. Gdy wróciłem ze szpitala, zobaczyłem już tylko czwartego gola - powiedział Pisz.

W 45. min Brattbakk wykorzystał kolejne gapiostwo obrońców Legii, wyprzedził Lewandowskiego i znalazł się sam przed Szczęsnym. Dwukrotny król strzelców ligi norweskiej nie spudłował.

Po przerwie Rosenborg nadal grał ofensywnie. W 64. min malutki Jakobsen wyskoczył wyżej niż Jałocha i Jóźwiak. Po jego strzale głową Szczęsny był bezradny. - Nie wiem dlaczego, ale w naszym zespole panował totalny bałagan. Norwegowie niczym nas nie zaskoczyli - mówił Lewandowski. Czwartą bramkę dla gospodarzy zdobył Veggard Heggem po centrze z rożnego. ROSENBORG TRONDHEIM - LEGIA WARSZAWA 4:0 (2:0). Bramki: Strand (17.), Brattbakk (45.), Jakobsen (64.), Heggem (88.). Sędziował: H.J. Weber z Niemiec. Żółte kartki: Hoftun - Rosenborg; Jałocha, Kucharski, Zieliński - Legia. Widzów 15 tys. Rosenborga: Rise - Kvarme, Staurvik, Stensaas - Hoftun, Skammelsrud, Iversen, Strand (87. Heggem), Soltvedt - Brattbakk, Jakobsen. Skład Legii: Szczęsny - Jałocha, Zieliński, Mandziejewicz - Lewandowski, Jóźwiak, Wieszczycki (62. Bednarz), Pisz (18. Kucharski), Michalski - Podbrożny, Staniek.



A jak będzie 23 i 30 sierpnia w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej?

Więcej o: