Marek Saganowski: Ważna jest forma, a nie wiek

Kiedy latem przychodziłem do Legii, wiele osób pytało o sens transferu. Odpowiedziałem na boisku. Grą, zaangażowaniem i golami. Identycznie może być teraz w kadrze - mówi ?Gazecie? 34-letni napastnik Legii.
Po trzech latach Marek Saganowski znowu znalazł się w drużynie narodowej. Trener Waldemar Fornalik powołał legionistę na wrześniowe mecze eliminacji MŚ 2014 z Czarnogórą w Podgoricy i Mołdawią we Wrocławiu. Nim jednak pojedzie na zgrupowanie, w klubie czekają go dwa mecze: w czwartek w Trondheim z Rosenborgiem o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej oraz w poniedziałek z Podbeskidziem w lidze.

Robert Błoński: Jesteś zaskoczony decyzją nowego selekcjonera?

Marek Saganowski: Trochę na pewno. Dzwonił do mnie Marek Jóźwiak i gratulował, więc to chyba nie jest ściema. O tym, że mogę dostać powołanie słyszałem parę dni temu i czekałem na potwierdzenie tych słów. To miłe. Faktycznie jednak gdyby dwa-trzy miesiące temu ktoś powiedział, że zagram w reprezentacji, poleciłbym przymusowy urlop wypoczynkowy. Choć całkiem niedawno żona przepowiedziała mi powrót do drużyny narodowej. Tak jak i w poprzednim sezonie, gdy grałem w ŁKS-ie, stwierdziła, że jeszcze wrócę do Legii. Myślałem, że po przyjściu do Legii, będę myślał tylko o klubie, bo mój czas w kadrze narodowej już minął. Jest inaczej i się z tego cieszę.

O czym świadczy to powołanie?

- O tym, że w Legii wykonuję kawał dobrej roboty i ktoś to docenia. Przez ostatni miesiąc strzeliłem gole we wszystkich rozgrywkach w których grałem. Jestem dobrze przygotowany do sezonu.

A może to powołanie świadczy o wielkiej biedzie w ataku kadry i niewielkiej możliwości wyboru selekcjonera?

- Na pewno teraz jest inaczej niż pięć-sześć lat temu. W lidze nie ma napastników dobijających do 20 goli w sezonie. Pamiętam sezon w którym ja strzeliłem w Legii 17 goli, a Piotrek Włodarczyk 16. Tyle, że wiślacy Maciek Żurawski i Tomek Frankowski zdobyli ich razem ponad 40. Do tego w Bundeslidze seryjnie trafiał Artur Wichniarek. Niestety, ale te czasy już minęły. Dziwię się, że wszyscy wypominają mi wiek. W każdej reprezentacji jest przynajmniej dwóch zawodników w okolicy 35. roku życia. Powinna decydować aktualna forma, a nie wiek.

A co możesz dać reprezentacji?

- Kiedy w czerwcu przychodziłem do Legii wiele osób pytało, co mogę dać drużynie i po co ściągają weterana. Dziś nikt nie podważa sensu transferu, niedowiarkom odpowiedziałem na boisku. Grą, golami i zaangażowaniem. Tak samo może być teraz w kadrze, w której nigdy nie czułem się spełniony. Mam nadzieję, że po meczach z Czarnogórą i Mołdawią, też usłyszę, że selekcjoner się nie pomylił. W pierwszych dziewięciu spotkaniach sezonu strzeliłem sześć goli, zaliczyłem dwie asysty i trener Fornalik znalazł dla mnie miejsce w kadrze.

Dlaczego nie czułeś się spełniony w kadrze?

- Bo nigdy nie dostałem w niej prawdziwej szansy. Obojętnie, czy strzelałem gole dla Legii czy grałem w Portugalii albo Anglii. Żaden selekcjoner nie dał mi czterech-pięciu meczów w podstawowej jedenastce, żeby przekonać się, ile jestem wart. Zazwyczaj byłem rezerwowym. Nie chcę powiedzieć, że zapchajdziurą, bo chyba żaden z kadrowiczów tak o sobie nie myśli podczas zgrupowania, ale u żadnego selekcjonera nie miałem poczucia, że naprawdę we mnie wierzy i na mnie stawia. Zawsze grali inni, nawet jeśli nie strzelali bramek. Pamiętam, że jako zawodnik Southampton strzeliłem dwa gole Azerbejdżanowi w ostatnim kwadransie meczu w Warszawie. A później, na mecz z Irlandią, trener Paweł Janas odesłał mnie na trybuny.

Liczysz, że w kadrze trenera Fornalika zostaniesz na dłużej?

- Nie wiem. Nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Ostatnio wiele się u mnie zmieniło. Trafiłem do Legii, złapałem wysoką formę i jeśli ją utrzymam, trener może nie mieć wyboru. Na pewno porozmawiam z selekcjonerem, jakie ma wobec mnie plany. Na razie przede mną kolejne wyzwanie.

Numerem jeden polskiego ataku jest Robert Lewandowski. Ławka rezerwowych nie będzie dla ciebie problemem?

- Nie będzie, na pewno się nie obrażę. Ostatnio w Legii strzeliłem hat-tricka Metalurgsowi Lipawa, a w następnym meczu pucharowym, z SV Ried trener Jan Urban posadził mnie na ławce rezerwowych i nie było problemu. Tak samo będzie w kadrze, a jeśli kariera Roberta Lewandowskiego będzie rozwijała się w takim tempie, jak w ostatnich latach, to długo nie będziemy mieć w Polsce tak świetnego napastnika.

Nim pojedziesz na mecz kadry, czekają cię dwa mecze w Legii. Pierwszy już we czwartek.

- Gramy o honor polskiej piłki klubowej. Tylko my mamy szansę na awans do fazy grupowej. Zobaczymy, jak nam pójdzie w Trondheim. Obie drużyny wciąż mają równe szanse na awans.

Jakie wrażenia po pierwszym meczu z Rosenborgiem?

- Jestem mocno przekonany, że są w naszym zasięgu. W pierwszej połowie sporo było wyczekiwania, obserwowania, co który zespół potrafi, jak się zachowuje na boisku. Po 90 minutach wierzę, że jesteśmy w stanie ich wyeliminować. Tym bardziej, że w Warszawie nie stworzyli zbyt wielu sytuacji.

Ale gola na 1:1 strzelili.

- Strzelili. Dzięki temu w czwartek w Trondheim nie uśniemy na własnej połowie i nie będziemy czekali aż zaatakują, tylko ruszymy do przodu. Zdarzyć się może wszystko.